Trener Szachtara stał jak wryty. Nie dowierzał, co się dzieje w Warszawie

Jakub Seweryn
To miała być wielka bitwa o fazę pucharową Ligi Mistrzów, ale walki tak naprawdę nie było. Dominacja niemieckiego RB Lipsk nad Szachtarem Donieck była tak wielka, że nawet wynik 4:0 do końca jej nie oddaje. I tylko jeden Timo Werner będzie po tym meczu nieszczęśliwy, bo brzydko wyglądająca kontuzja kostki może wyeliminować go z mundialu. Szachtar i głodna wielkiej piłki Warszawa wiosną zamienią Ligę Mistrzów na Ligę Europy.

To miał być jeden z najciekawszych meczów ostatniej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów, a na pewno jeden z tych, które miały zdecydowanie największą stawkę. Wszystko dlatego, że Szachtar Donieck i RB Lipsk to bezpośredni rywale w walce o drugie miejsce w grupie F. Ukraińcy potrzebowali w środowy wieczór zwycięstwa, Niemcy przynajmniej remisu, przy wygranej mogli nawet przeskoczyć pierwszy w tabeli Real Madryt, choć akurat równolegle "Królewscy" w starciu z Celtikiem Glasgow nie pozostawili co do tego złudzeń, wygrywając pewnie 5:1. 

Zobacz wideo Dramat reprezentanta Polski. Dostał w oko, a potem drugi raz. Bez szans na MŚ 2022

Jeden strzał przez 45 minut. Gdzie był Szachtar z meczu z Realem? 

Do bezpośredniej rywalizacji o miejsce w najlepszej "16" Europy w środę na stadionie Legii dorosła jednak tylko jedna drużyna. Był nią RB Lipsk, którego dominacja od pierwszego gwizdka Anglika Michaela Olivera nie podlegała jakiejkolwiek dyskusji. Piłkarze Marco Rose poszli jak po swoje - objęcie prowadzenia w Warszawie zajęło im zaledwie 10 minut, gdy znakomity w ostatnich miesiącach Francuz Christopher Nkunku dobił uderzenie Timo Wernera i po chwili zespół spod znaku czerwonego byka mógł świętować pod sektorem z około 400-osobową grupą kibiców z Lipska.

Ten, kto oglądał mecz z Szachtara z Realem, nie mógł jednak poznać ukraińskiego zespołu. Podczas gdy przeciwko najlepszej klubowej drużynie w Europie drużyna Igora Jovicevicia grała świetnie - z wielką ambicją, planem i polotem, tak w środę wieczorem długimi momentami jedynie przyglądała się rozgrywającym piłkę zawodnikom z Lipska. Na jakikolwiek strzał mistrzów Ukrainy trzeba było czekać pół godziny - uderzenie z dystansu Ivana Petriaka było bardzo niecelne, ale jedyne ze strony ekipy z Doniecka w pierwszych 45 minutach. Kilka zrywów Petriaka czy największej gwiazdy zespołu, Mychajło Mudryka, to było zdecydowanie za mało na bardzo dobrze dysponowany Lipsk. Nie było wątpliwości - Igor Jovicević musiał w przerwie wstrząsnąć zespołem, żeby ten wreszcie zaczął rywalizować o 1/8 finału Ligi Mistrzów, która w takich okolicznościach byłaby ogromnym sukcesem Szachtara. Ten wymykał mu się z rąk, a zawodnicy z Ukrainy robili niewiele, by go posiąść. 

Marzenia rozwiane po przerwie, wielki rewanż Lipska. Trener Szachtara stał jak wryty

Marzenia Ukraińców zostały rozwiane tuż po przerwie, przez dość przypadkowego, drugiego gola dla RB, autorstwa Andre Silvy. Przy wyniku 0:2 Szachtar potrzebował do awansu trzech goli, podczas gdy do tego momentu nie oddał nawet celnego strzału na bramkę Janisa Plaswicha. Po tym ciosie nawet bardzo aktywny w trakcie meczów trener gospodarzy Igor Jovicević na moment przysiadł na ławce swojej drużyny, a po kolejnych golach dla rywala z Niemiec stał jak zamurowany przy linii bocznej, nie dowierzając w to, co się dzieje. 

W pierwszym meczu obu zespołów w Lipsku Szachtar wygrał 4:1. RB musiało czekać dwa miesiące, ale rewanż drużyny prowadzonej przez innego trenera (Marco Rose zastąpił pomiędzy oboma meczami Domenico Tedesco) był bezwzględny. Skończyło się na wyniku 0:4, bo kolejne gole dołożyli Dominik Szoboszlai i Dani Olmo. I dopiero przy takim wyniku pojawił się pierwszy celny strzał ekipy z Doniecka, co tylko pokazuje, jak wielka przewaga była pomiędzy oboma zespołami w chłodny środowy wieczór w Warszawie.

Pożegnanie Szachtara z Ligą Mistrzów było smutne, ale i tak drużynie tej za całą fazę grupową należą się słowa uznania. Szczególnie w obecnych okolicznościach i po tym, co wydarzyło się rok temu, gdy od Szachtara lepszy w LM był nawet mołdawski Sheriff Tyraspol.

Cierpienia młodego Wernera. Koniec marzeń o MŚ?

Największym pechowcem środowego meczu nie był jednak żaden z piłkarzy ukraińskiego Szachtara, lecz napastnik Lipska i reprezentacji Niemiec - Timo Werner. Były już zawodnik Chelsea nie wytrzymał na placu gry nawet 20 minut. Najpierw zmarnował dwie dogodne sytuacje bramkowe - w obu przypadkach jego płaskie uderzenia obronił Anatolij Trubin, choć drugie z nich zdołał dobić Nkunku - a następnie po ostrym wejściu Tarasa Stepanenki musiał opuścić boisko z kontuzją stawu skokowego. 

Jego kostka po ataku Ukraińca wykręciła się bardzo brzydko i choć 26-latek próbował jeszcze dwukrotnie wrócić na placu gry, to uraz okazał się na tyle poważny, że koniec końców jego występ szybko się zakończył. A czy wraz z nim także szanse na wyjazd na mistrzostwa świata w Katarze? To okaże się dopiero po badaniach, które piłkarz zapewne przejdzie już po powrocie do Lipska. Czasu na wykurowanie się ma mało - mundial już za 2,5 tygodnia. 

Warszawa głodna wielkiej piłki. 26 tysięcy na stadionie, ale świętowało tylko kilkuset

W środowy wieczór przy Łazienkowskiej nie było takiej atmosfery, jak jeszcze trzy tygodnie temu, gdy do Warszawy przyjechał Real Madryt. Jednak frekwencja na poziomie 26 tysięcy na stadionie Legii oznacza, że do kompletu publiczności zabrakło niewiele (na Real przyszło 29 tysięcy kibiców). To też lepsza liczba niż na jakimkolwiek meczu Legii Warszawa na tym stadionie - najlepsza frekwencja była na meczu Legia - Radomiak i wynosiła 25 446 kibiców. 

I choć tego wieczoru grały "tylko" Szachtar i RB Lipsk, czyli nie żadni giganci, otrzymaliśmy dowód na to, że polska stolica jest głodna piłki nożnej na wysokim poziomie, której niestety nie są w stanie zagwarantować drużyny z ekstraklasy. 

Powody do świętowania tego dnia miała jednak jedynie około 400-osobowa grupa kibiców gości. Rozśpiewani fani drużyny z Lipska prowadzili doping od pierwszej do 90. minuty, przywieźli też ze sobą kilka flag na kijach, aczkolwiek najbardziej zastanawiać mogło to, że na sektorze swoje flagi wywiesili "do góry nogami". W Niemczech takie zachowanie kibiców oznacza ich protest, choć w głosie fanów RB nie było tego słychać. Z każdym kolejnym golem pieśni na sektorze kibiców z Lipska były coraz radośniejsze, a królowały przyśpiewki "Oh, Europapokal!" czy też "Leipzig on fire!"

Koniec Ligi Mistrzów w Warszawie, czas na Ligę Europy. Barca najwcześniej w ćwierćfinale

Środowa porażka Szachtara z RB Lipsk była zatem ostatnim meczem Ligi Mistrzów w Warszawie w tym sezonie. Ale nie końcem europejskich pucharów, bo mistrz Ukrainy wiosną będzie jeszcze grał w Lidze Europy.

Zacznie od 1/16 finału i już wiadomo, że mecz w Warszawie rozegra 16 lutego 2023 roku z jedną z drużyn z drugich miejsc w grupach tegorocznej LE. W razie awansu do 1/8 finału rywalem Szachtara będzie jeden ze zwycięzców grup LE, a mecz na własnym stadionie, czyt. w Warszawie, drużyna Igora Jovicevicia rozegra 9 marca. 

Zasady rozgrywania Ligi Europy sprawiają, że w pierwszych dwóch rundach nie ma szans na przyjazd do stolicy Polski FC Barcelony z Robertem Lewandowskim - Szachtar i Barca mogą się zmierzyć najwcześniej w ćwierćfinale, jeśli po drodze wyeliminują po dwóch rywali. Losowanie 1/16 finału Ligi Europy odbędzie się w najbliższy poniedziałek, 7 listopada.

Więcej o:
Copyright © Agora SA