Domagamy się, aby kadra była wizytówką, a nie powodem do wstydu. Michniewicz ma skarb

Michniewicz musi zrobić krok do przodu. Nie może go wstrzymywać pragmatyzm nabyty w trakcie tułaczki po ligowej rzeczywistości, którą rządzi tymczasowość i przekonanie, że najważniejsze jest najbliższe spotkanie. Chcemy i domagamy się - podobnie jak piłkarze - aby kadra była wizytówką, a nie powodem do wstydu - pisze Michał Zachodny, dziennikarz Viaplay i autor książki "Polska myśl szkoleniowa".

W idealnym świecie selekcjoner dostałby kilka tygodni spokoju. Dopiero potem, na bazie doświadczeń, analiz i rozmów, wskazałby kierunek, w jakim reprezentacja miałaby podążać. Idealny świat nie istnieje: teraz Czesława Michniewicza czeka dyskusja, która w ostatnich tygodniach się piętrzyła, a eksplodowała po ostatnim meczu mundialu. Ze względu na spore różnice w sposobie gry, wypowiedzi najważniejszych piłkarzy i nieznany stan umowy – właśnie rozpoczyna się nowa gra z jego udziałem.

Zobacz wideo Czy Michniewicz powinien dalej prowadzić kadrę?

Za trendami warto podążać, bo zwykle przynoszą efekty

Analizy wcale nie muszą trwać długo, wystarczyło zajrzeć na konferencję komisji technicznej FIFA z udziałem Arsene’a Wengera oraz Juergena Klinsmanna, która podsumowywała fazę grupową. Słynne postacie za pomocą statystyk wskazały, że trendem jest dynamiczna gra skrzydłami, wykorzystywanie indywidualnych umiejętności w dryblingu, ale też zamykanie środkowej strefy przed własnym polem karnym. Nie trzeba być Wengerem, by wskazać, które z tych cech zasadniczych można byłoby przypisać Biało-Czerwonym po pierwszych trzech spotkaniach.

Za trendami warto podążać, bo zwykle wskazywane są te, które przynoszą efekty. Wenger tłumaczył, jak istotna jest równowaga, a niepożądane bywają skrajności. Nawet jeśli Polakom udało się pokonać pierwszą fazę turnieju, a na różnych skalach byli wyróżniający się, to nie w taki sposób, który byłby godny zapamiętania. Z Francją udało się zagrać przyzwoicie, choć problemem była reakcja: na straconego gola, na zmianę ustawienia i jakość przeciwnika.

Polacy zaprezentowali się dobrze, gdy przypomni się słowa Michniewicza: zadeklarował przecież, że w trzy dni nie nauczy ich grać w piłkę. Jednocześnie oni udowodnili, a po meczu powiedzieli, że potrafią i sprawia im to największą radość. Wydaje się prostą decyzją, by pójść tym tropem, zawierzyć ich umiejętnościom, oddać stery Piotrowi Zielińskiemu i naprawić "parę elementów" o których wspominał Robert Lewandowski.

Katar 2022. Robert Lewandowski i trener Czesław Michniewicz podczas meczu 1/8 finału.Lewandowski tłumaczy swoje głośne słowa. Żadnych wątpliwości. "To tak nie działa"

Michniewicz ma skarb, którego poprzednicy nie mieli

Do tego trzeba jednak przekonania samego trenera. Z perspektywy ostatniego roku reprezentacji decyzja wydaje się oczywista: Michniewicz zdobył takie doświadczenie, jakie inni zbierają latami, zrealizował wszystkie stawiane przed nim cele, do tego wprowadził młodych piłkarzy, czyli ufał, że wypełnią stawiane im zadania. Grał ze światowymi potęgami, nie przegrywał, wręcz zwyciężał z zespołami o zbliżonym poziomie. Ma materiał, który – odpowiednio przeanalizowany – może być takim skarbem, jakim wielu poprzednich selekcjonerów nie dysponowało.

W idealnych warunkach on sam – zacierając ręce, gdy patrzył na frajdę, jaką reprezentanci mieli z odkrycia swoich umiejętności na nowo – z miejsca zapaliłby się do kolejnego zadania. Z pewnością zdołałby to teoretycznie ułożyć tak, by w kolejnej rundzie podróży po kadrowiczach przedstawiać plan i kierunek rozwoju zespołu, może już bez żartów i malunków autobusu, czy długiego podania na Lewandowskiego. Te okazały się w mundialu zbyt prawdziwe.

To wymagałoby jednak zmiany, która zaczęłaby się u samego selekcjonera. Michniewicz lubi czerpać z zagranicznych wzorców, zakochany jest we włoskiej piłce, jej organizacji, jedno z zagrań przekopiował na swoje drużyny i ochrzcił mianem "włoskiej sztuczki". Wizytując Sampdorię Genua, w której grał Dawid Kownacki, złapał kontakt z Fabio Micarellim, asystentem trenera Marco Giampaolo i odzyskał przekonanie w słuszność swoich metod i sposobu myślenia o futbolu.

Włosi zmienili swoją tradycję, my też możemy

Jednak selekcjoner Biało-Czerwonych musi wiedzieć, że także Włosi się zmienili. Ich futbol w ciągu dziesięciu lat przeszedł ogromną przemianę, od drużyn opierających się na szczelności defensywy, do zespołu, który mistrzostwo Europy – ze wcale nie najlepszym pokoleniem – zdobywa grając hybrydowym systemem, techniczny futbol i skacząc do wysokiego pressingu. W Serie A cztery z ostatnich pięciu sezonów należą do dwudziestki o najwyższej średniej liczbie goli w historii tych rozgrywek. Próżno tam szukać rozwiązań z lat 90., czy pierwszej dekady XXI wieku.

Im się udało, bo grono osób zarządzających federacją, a także szkoleniem trenerów, było przekonanych, że należy odmienić tradycyjne przekonania. Robili to pomimo porażek i będą to robili, choć nie zagrali już na dwóch kolejnych mundialach. Mają jednak pewność, że to kierunek, który rozwinie ich myśl szkoleniową, a także ich piłkarzy.

Reprezentanci Polski też to wiedzą. Szesnastu z dwudziestu sześciu występuje w klubach pięciu czołowych lig Europy. Kolejnych kilku gra na nieco niższym poziomie, ale ma szansę rywalizacji choćby w europejskich pucharach. Oni z nowoczesnością i różnorodnością stylów gry stykają się na co dzień. A dla zdecydowanej większości to, co zaproponował przed mundialem Michniewicz, było nowością.

Michniewicz sprzedał im marzenie, teraz sam ich musi kupić

To trzeba uznać za jego talent. Selekcjoner "sprzedał" im marzenie – osiągnięcie po 36 latach fazy pucharowej mistrzostw świata – i zrealizował je sposobem. Teraz transakcja zdaje się odwracać, bo to Michniewicz musi "kupić" ich pragnienia. Lewandowski mówił o radości, Zieliński o swobodzie, a najmłodszy z atakujących, Jakub Kamiński, nazwał rzeczy po imieniu: reprezentanci wreszcie zagrali w piłkę i zaskoczyli tym rywali.

Katar 2022. Robert Lewandowski i trener Czesław Michniewicz podczas meczu 1/8 finału."Z tego zadowolony może być tylko PZPN. Dziwię się ogólnej euforii po meczu z Francją"

Jeśli razem będą chcieli pójść w to w ciemno, to nie ma lepszej informacji dla naszego futbolu. Reprezentacja ma największe znaczenie w polskiej piłce, jest drużyną o najwyższej randze, osiąga swoje cele z regularnością, jaką mistrzowie i pucharowicze mogą jej tylko pozazdrościć. Chcemy i domagamy się, by kadra była wizytówką, a nie powodem do zawstydzenia; by była przykładem pozytywnym, a nie skrajnością ukazującą nasze narodowe wady. Jaki to byłby przekaz dla trenerów z różnego szczebla, gdyby – z polskim trenerem – jej gra zaczęła inspirować, dawać radość i wzmacniać przekonanie, że jest sposób gry dający frajdę wykonawcom.

Michniewicz musi zrobić tu krok do przodu. Nie może go wstrzymywać pragmatyzm wtłoczony mu do głowy przez kilkunastoletnią tułaczkę po ligowej rzeczywistości, którą rządzi tymczasowość i przekonanie, że to, co najważniejsze, to tylko najbliższe spotkanie. W reprezentacji jedno się nie zmieni, ostatni wynik stanowi o stabilności posady jej trenera, ale same reakcje zawodników oraz kibiców po porażce z Francją pozwalają wierzyć, że coś się może zmienia. Dotychczasowe doświadczenia Michniewicza także mogą się przydać, jeśli zamiłowanie do organizacji defensywnej i obawy przed odsłonięciem własnej połowy przełoży na rozwiązania – personalne, taktyczne – uzupełniające radość, swobodę i kreatywność piłkarzy. Uzupełniające, lecz nie dominujące. Zapewniające równowagę, której też te aspekty ofensywne wymagają.

W idealnym świecie stałoby się to szybko i bez rozdzierania szat, rozdrapywania mundialowych ran i szamotaniny w gabinetach. Tak, by po odpoczynku Michniewicz mógł zacząć ten nowy porządek kształtować. Oddać się pracy, która w ostatnim roku go pochłonęła i – to było widać – sprawiała frajdę podobną, jak Zielińskiemu zwodzenie Francuzów w Katarze. Mógłby wtedy budować także w sobie to przekonanie o większej wartości uśmiechu piłkarzy w ataku, nad ich skupieniem w obronie, do tego stopnia, że wytrzymałby kryzys, który w trudnych eliminacjach mógłby się zdarzyć. Na taki egzamin i on, i piłkarze muszą być przygotowani. Ale jeden – wizerunkowo-stylowy – już zdali, pokazując jakość, jakiej nawet mistrzowie świata się nie spodziewali. Może nie wszystko jeszcze wiemy o przyszłości naszego futbolu, ale szkoda byłoby w takich bólach zdobytego kapitału.

Więcej o: