"Z tego zadowolony może być tylko PZPN. Dziwię się ogólnej euforii po meczu z Francją"

Łukasz Jachimiak
- Nie jestem zadowolony. To jest za mało - mówi Włodzimierz Lubański. W 1/8 finału mistrzostw świata Polska przegrała z Francją 1:3 i odpadła z turnieju. Legenda polskiej piłki zastanawia się, czy kadrę dalej powinien prowadzić Czesław Michniewicz.

Robert Lewandowski zdobył honorową bramkę dla reprezentacji Polski w przegranym 1:3 meczu z Francją. W 1/8 finału mundialu Katar 2022 drużyna prowadzona przez Czesława Michniewicza zaprezentowała się nieźle. Ale to było za mało na mistrzów świata. Gole dla Francji zdobyli Oliver Giroud i Kylian Mbappe (dwa). Francuzi awansowali do ćwierćfinału, a Polacy wracają do domu.

Zobacz wideo Po meczu Polska - Francja. "Poczucie niedosytu. Francuzi byli do ogrania"

Łukasz Jachimiak: Oczywiście trudno cieszyć się po przegranym meczu i po odpadnięciu Polski z mistrzostw świata, ale czy może ma pan chociaż trochę satysfakcji z tego, jak nasza reprezentacja zagrała z Francją?

Włodzimierz Lubański: Nie, nie jestem zadowolony. Na mistrzostwach świata jest się po to, żeby wygrywać mecze i żeby osiągać ambitne cele. To, że rozegraliśmy poprawny mecz przeciw mistrzom świata, to jest za mało. Mimo że Francuzi grają w turnieju naprawdę imponująco.

Zgadza się pan, że przy wyniku 0:0 zabrakło nam trochę szczęścia czy jednak ogólnie brakowało nam jakości, żeby sprawić sensację?

- Nie ukrywajmy, że nie mamy zespołu na najwyższym światowym poziomie. Nie mówię o poszczególnych piłkarzach, mówię o zespole. My nie mamy takiej jakości jak Argentyna czy Francja. I w meczu z Francją też to widzieliśmy. Do tego poziomu trochę nam brakuje.

Czyli uważa pan, że nawet gdyby Zieliński wykorzystał kapitalną okazję na 1:0, to i tak Francja później dowiodłaby swojej wyższości?

- Tak uważam. Francuzi wykreowali więcej okazji, byli groźniejsi, konkretniejsi. Pokazali wyższą jakość. Jedyną naprawdę pozytywną rzeczą, jaką zauważyłem w tym meczu w naszej grze, był wyższy pressing po stracie piłki. Podobało mi się, że chłopcy odważnie i szybko podchodzili do Francuzów, że ich atakowali, szukali swojej szansy.

Katar 2022. Robert Lewandowski i Jakub Kamiński w trakcie meczu Polska - FrancjaNikt nie wierzył, każdy potrzebował. Polska to nie tylko szczęściarze i przeszkadzacze

Co pan myśli o przyszłości trenera Czesława Michniewicza? Powinien dalej prowadzić Polskę czy potrzebujemy selekcjonera, który dążyłby do ładniejszej gry i próbowałby rozwijać naszą kadrę? A może Michniewicz meczem z Francją pokazał, że byłby w stanie to zrobić?

- Zacznę od tego, że powinno się bardzo poważnie przeanalizować to, co na tym mundialu Polska pokazała. Trzeba przeanalizować, w jaki sposób zespół grał i trzeba pomyśleć, jak chcemy grać w przyszłości. Dopiero po tym można podjąć decyzję czy chcemy iść dalej z tym trenerem, czy nie.

Pan uważa, że jak powinniśmy grać? Pewnie tak jak z Francją, czyli odważniej, a nie jak z Meksykiem i Argentyną, bo wtedy z oglądania Polski nie mieliśmy żadnej przyjemności?

- Jeżeli chodzi o zaangażowanie, ambicję, chęci, to polski zespół grał tak, jak potrafi. Nie widziałem na tym turnieju takiego reprezentanta Polski, który nie wkładałby maksimum tego, co mógł. Ale zabrakło jakości, umiejętności potrzebnych, żeby na najwyższym poziomie coś osiągnąć, a nie tylko pokazać poprawną grę. Jeżeli my będziemy teraz zadowoleni, że na mistrzostwach wyszliśmy z grupy, to dobrze nie będzie. Z tego może być zadowolony tylko PZPN, bo dostał za to dużo pieniędzy. Zasadnicza sprawa jest taka, że sami zawodnicy to wszystko mocno przeżywają. Wiem, jak to jest. Wielu piłkarzy z naszej reprezentacji gra w czołowych, europejskich klubach i po powrocie do nich ci nasi zawodnicy będą skonfrontowani ze słowami kolegów. Usłyszą komentarze typu "No kurczę, nic żeście na tym mundialu nie pokazali, nic nie zrobiliście". Dlatego dziwię się ogólnej euforii po meczu z Francją. Dziwię się, słysząc, że wszyscy są zadowoleni po tym, jak zagraliśmy poprawny mecz i go przegraliśmy. Jeśli cieszymy się po przegranym meczu, to jest źle.

Może nie tyle się cieszymy, co zauważamy poprawę. Wiem, że są kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki, ale jednak posłużę się danymi statystycznymi, żeby naszą poprawę zobrazować. Z Argentyną przegraliśmy 0:2, oddając w meczu cztery strzały przy 23 strzałach rywala. Natomiast w przegranym 1:3 meczu z Francją my mieliśmy 11 strzałów, a oni 17. Porównajmy też posiadanie piłki: z Argentyną mieliśmy ją przez 26 proc. czasu gry, a z Francją przez 45 proc. W tamtym meczu nie istnieliśmy, nie zrobiliśmy nic, graliśmy antyfutbol i później czytaliśmy w mediach z całego świata, że reprezentacja Polski nie ma szacunku do piłki nożnej i że nie wiadomo, jakim cudem dostała się na mundial.

- I dlatego po takim mecz z Argentyną poprawny mecz z Francją zostaje przyjęty jako bardzo dobry. Nie, nie był taki. Nie podoba mi się też zadowalanie się wyjściem z grupy. Wiem, że czekaliśmy na to lata [od 1986 roku - red.], ale ambitni sportowcy jadą na wielki turniej po to, żeby ugrać coś dużego, a nie żeby się zadowolić wyjściem z grupy. Wyobrażam sobie, że nasi zawodnicy tak naprawdę są zawiedzeni tym, jak się to wszystko skończyło.

Mamy grudzień, za chwilę, w marcu, zaczniemy eliminacje Euro 2024. Grupę mamy łatwą, z jednym poważnym rywalem, czyli Czechami, a awans do turnieju wywalczą aż dwie reprezentacje. A zatem powinniśmy myśleć nie w ten sposób, że musimy się zakwalifikować nieważne w jakim stylu, tylko za cel musimy sobie postawić zadbanie o jakość i uczenie się gry w piłkę?

- My w piłkę grać umiemy, tylko że nie zawsze nam to wychodzi. Musimy przede wszystkim przetrawić to, co przyniósł nam mundial. Wracam do tego, bo to jest absolutnie kluczowe. Musimy przeanalizować, dlaczego tak graliśmy. Później pewnie się okaże, że jeden czy drugi starszy zawodnik zrezygnuje z dalszej gry w kadrze. Na to trzeba być przygotowanym. Nadchodzi czas na popracowanie nad przyszłością. I tu jest rola do odegrania dla Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Czesław MichniewiczMichniewicz został zapytany o kontrakt. Odpowiedział w swoim stylu

Nie chce pan wprost odpowiedzieć czy ma zaufanie do trenera Michniewicza? Czy uważa pan, że on może drużynę rozwinąć i w przyszłości poprowadzić Polskę do większych rzeczy niż wyjście z grupy na mundialu?

- Odpowiem w ten sposób: trener nie strzeli gola. Trener musi przygotować zespół, musi umotywować zespół i musi doprowadzić do tego, żeby zespół był w najlepszej formie. Musi też sprawić, żeby jego idee były wykonywane. To jest zasadnicza sprawa. A jeżeli więź pomiędzy zespołem a trenerem jest zachwiana, to nigdy wyniku nie będzie.

Ma pan wrażenie, że więź między trenerem Michniewiczem a zespołem jest zachwiana?

- Nie wiem. Nie wiem, bo nie jestem blisko zespołu. Nie wiem, jak sztab szkoleniowy to wszystko odbiera. I trzeba by było o to pytać zawodników. To jest bardzo ważna sprawa, żeby to była jedność.

Robert LewandowskiLewandowski wbił szpilkę w plan Michniewicza na MŚ? "To jasne ultimatum"

Dopytuję, bo skoro powiedział pan o tej więzi, to może wyczytał pan coś między wierszami z którejś z wypowiedzi?

- Nie, na razie nie ma żadnych zdecydowanych wypowiedzi i reakcji. Ale na pewno będą dyskusje co dalej, jak dalej, z kim dalej. Zaraz po zakończeniu udziału w mistrzostwach świata reakcje czasami mogą być nieuczciwe, niesprawiedliwe. Najpierw trzeba przeanalizować, co żeśmy zakładali, jak żeśmy to zrealizowali i jak żeśmy grali. I dopiero trzeba podjąć decyzję.

Ale nie bez znaczenia jest to, co pan powiedział o powrocie polskich piłkarzy do ich dobrych klubów, bo faktycznie raczej nie będą odbierali gratulacji za wyjątkowo dobry mundial.

- No oczywiście, że nie. Reprezentacja Polski na tych mistrzostwach świata ogólnie zawiodła. To trzeba jasno powiedzieć. Nie ukrywajmy tego. Nie wypada nam zadowolić się tym, że wyszliśmy z grupy i nawet nie wypadało, żeby chłopcy mówili o takim celu przed mistrzostwami. A już nie mówię, co mówili trenerzy, działacze i niektórzy dziennikarze. Prawdziwy sportowiec chce osiągnąć jak najlepszy wynik, a nie wypełnić jakieś minimum.

Więcej o: