W koszulkach i spodenkach z hitlerowskich sztandarów - opowieść o śląskiej piłce w 1945 r.

Uwierzycie, że mecze piłkarskie na Śląsku odbywały się nawet tuż przed wkroczeniem do Katowic Armii Czerwonej? Po przejściu frontu boiska opustoszały tylko na chwilę, a brak sprzętu nie był żadną przeszkodą. Co bardziej pomysłowi miłośnicy futbolu grali w koszulkach uszytych z hitlerowskich sztandarów. O tym, co działo się na śląskich boiskach 60 lat temu, piszą Paweł Czado i Bartosz T. Wieliński
12 stycznia 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej, 1. Frontu Ukraińskiego, przekroczyli Wisłę i potężną ławą ruszyli na Śląsk. W Katowicach wybuchła panika, która nie dotyczyła jednak... piłkarzy.

"Ostro walczono 14 stycznia na boiskach śląskiej gauligi. Można się spodziewać, że za kilka tygodni niektóre kluby przeżyją osłabienie formy" - pisał jak gdyby nigdy nic "Kattowitzer Zeitung". A przecież w stronę Śląska parł milion radzieckich żołnierzy! No i piłkarze nie zdążyli już stracić formy. 27 stycznia, dokładnie 60 lat temu, Armia Czerwona wkroczyła do Katowic.

Lider tabeli traci punkty

Pod takim tytułem zachowała się relacja "katowitzerki" z ostatniej kolejki śląskiej gauligi. "Preußen Hindenburg pokonał 1. FC Kattowitz (...). Mimo to FC dalej jest na szczycie tabeli, a RSG Kattowitz po remisie musiało odstąpić Lipinom jeden punkt. Następnej w kolejce drużynie Römergrube udało się pobić mistrzowską Germanię. SV Bismarckhütte zremisowała z TuS Scharley. Zauważyć można zwyżkę formy u piłkarzy TuS Swientochlowitz, ale VR Gleiwitz na własnym boisku okazał się jednak lepszy. Wygrał 3:1".

Poniżej krótkie opisy meczów. Niestety, nie podano składów i liczby widzów. Pewnie nie było ich zbyt dużo. W tym czasie większość Ślązaków oczekiwała frontu w piwnicach i schronach.

1. FC Kattowitz - Preußen Hindenburg 1:2 (1:1)

"Porażka katowiczan nie jest całkowicie zasłużona. Katowiczanie dominowali, ale ich atak nie potrafił wykorzystać nadarzających się okazji do strzelenia gola. Już po pierwszym kwadransie 1. FC prowadziło 1:0, ale zaraz po tym goście wyrównali. Po przerwie nacierali gospodarze, ale niespodziewany atak graczy Preußen rozstrzygnął wynik. Nadaremno próbował FC w ostatnich minutach uratować chociaż jeden punkt".

TuS Lipine - RSG Kattowitz 1:1 (0:0)

"Obydwie drużyny były w doskonałej dyspozycji. Przed przerwą kolejarze dominowali na boisku, ale Kwoka na bramce Lipin był bardzo dobry. Niebezpieczne natarcia ruchliwego ataku bardzo angażowały katowickiego bramkarza. W drugiej połowie po karnym wykorzystanym przez Pieca Lipiny objęły prowadzenie. Za ostrą grę Piec, Kalus i jeden gracz kolejarzy zostali wyrzuceni z boiska. W dziewięciu Lipiny nie miały żadnych szans na zwycięstwo. Kolejarze postawili wszystko na jedną kartę i dzięki wyrównującemu strzałowi Rudy udało się utrzymać miano niepokonanej drużyny w obecnych rozgrywkach".

Germania Königshütte - WKG Römergrube 2:3 (2:2)

"Mimo sukcesu spodziewaliśmy się po ligowym nowicjuszu czegoś więcej. Ale dzięki swojej ambicji stali się już bardzo niebezpieczni. Gościom w pierwszych trzydziestu minutach udało się zdobyć dwie bramki. Germania jednak wyrównała. Po przerwie wyglądało na to, że chorzowianie zwyciężą. Rak był wiodącą siłą ich ataku, ale pomoc marnowała szansę za szansą. Gdy boisko opuścił Kierisch, Römergrube objęła prowadzenie. Przy fatalnej obronie atak gości przebił się z lewej strony i strzelił zwycięskiego gola".

SVg Bismarckhütte - TuS Scharley 1:1 (0:0)

"Dla Bismarckhütte mecz był wyzwaniem, zważywszy na liczbę rezerwowych zawodników, jakich zespół wystawił. Ale zespół ten, tak zresztą jak i przeciwnik, dał popis doskonałej gry. Gdy na piętnaście minut przed końcem SVB strzelił pierwszą bramkę, wydawało się, że zwycięstwo ma w kieszeni. Goście zdołali jednak wyrównać".

VR Gleiwitz - TuS Schwientochlowitz 3:1 (2:1)

"Świętochłowiczanie dawali sobie radę w Gliwicach. Przy stanie 0:2 wbili gola staremu mistrzowi [z lat 1939 i 1940 - przyp. red.], a potem kilka razy mogli nawet wyrównać. Niestety, marnowali okazje. Na koniec VR zdobył jeszcze jedną bramkę i podwyższył wynik meczu na 3:1".

Grała także 1.Kreisklasse czyli klasa powiatowa - bezpośrednie zaplecze gauligi.

Niespodzianek nie było. "Wygrywały najsilniejsze zespoły w tabeli. TuS Michalkowitz pobił nawet rekord - wygrał z TuS Bogutschutz 22:0 (7:0). TuS Friedenshütte pokonał na obcym boisku WKG Oberhütten - wynik 8:3 (4:1). Pozostałe mecze: TuS Nikolai - SV Radzionkau 4:4 (3:0), VfR Gleiwitz - Glückauf Beuthen 1:8 (1:2), SV Gehörlosen Hindeburg - RSG Pietrowitz 2:5 (1:2), Stadssportverein Sosnowitz - TuS Hohenlohehütte 3:3 (1:2), TuS Karwin - WKG Auschwitz 10:1 (5:1), TuS Emmagrube - TuS Rydultau 8:0 (4:0), RSG Sturm Bielitz - Preußen Ratibor 2:9 (2:3) WKG Myslowitzgrube - Turngemeinde Kattowitz 5:2 (0:2)".

Tabela w momencie przerwania rozgrywek prezentowała się następująco:



1.1. FC Kattowitz81313:9
2. RSG Kattowitz71124:4
3. WKG Römersgrube71021:14
4. TuS Lipine6628:12
5. Preußen Hindenburg6622:14
6. VR Gleiwitz6614:10
7. SVg Bismarckhütte8614:21
8. TuS Scharley5515:11
9. Germania Königshütte7314:24
10. TuS Schwientochlowitz604:39
Mecz podwyższonego ryzyka

Tymczasem na 20 stycznia gazeta z podziwu godnym spokojem zapowiedziała kolejną rundę spotkań. W niedzielę o godz. 14.30 miały się rozpocząć następujące mecze: TuS Lipine - SV Bismarckhütte, Preussen Hindenburg - Germania Köenigshütte, Reichsbahn SG Kattowitz - Vorvarts-Rasensport Gleiwitz, TuS Scharley - WKG Romergrube i TuS Schwientochlowitz - 1. FC Kattowitz. To ostatnie spotkanie można by dziś uznać za "mecz podwyższonego ryzyka". Powód? - Kibice ze Świętochłowic z fanami 1. FC Kattowitz po prostu się nienawidzili. Zdarzały się awantury - opowiadał mi nieżyjący już Ewald Cebula, który grał w reprezentacji Polski przed i po wojnie, a w czasie okupacji był piłkarzem TuS Schwientochlowitz. Jednak wszystko wskazuje na to, że do tych meczów już nie doszło. Nie zachowały się jakiekolwiek relacje świadczące o ich rozegraniu, podobnie jak meczów 1.Kreisligi. Zestaw par: TuS Bogutschitz - Stadtsportverein Sosnowitz, Turngemainde Kattowitz - SV Börschachte, TuS Michalkowitz - ATV Laurahutte, RSG/Sturm Bielitz - Germania Lubom, TuS Rydultau - DSK Teschen, Preußen Ratibor - WKG Auschwitz, TuS Emmagrube - TuS Karwin.

Tydzień później do Katowic wkroczyła Armia Czerwona.

Prezesom zależało na piłkarzach

Dlaczego na terenie okupowanej Polski obowiązywał bezwzględny zakaz gry w piłkę, a na terenach Górnego Śląska należącego przed wojną do Rzeczypospolitej można ją było kopać bez przeszkód? To oczywiste; hitlerowcy traktowali te tereny jako III Rzeszę, a jej mieszkańców jako jej obywateli. Tymczasem rząd RP na uchodźstwie zalecił, by Ślązacy "dla zachowania substancji narodowej" podpisywali niemieckie listy narodowościowe. Gen. Władysław Sikorski po konsultacji z biskupem katowickim Stanisławem Adamskim kilkakrotnie przez radio zachęcał Ślązaków do tzw. "maskowania". Uczestnictwo w ligowych rozgrywkach było takim elementem "maskowania". Także przedwojenny selekcjoner Józef Kałuża nie widział nic złego w tym, że śląscy piłkarze uczestniczą w niemieckich rozgrywkach. Ślązacy rywalizowali więc w gaulidze i rozgrywkach Pucharu Niemiec, wówczas zwanego Tschammer Pokal, czyli Puchar Tschammera. Hans von Tschammer und Osten był Reischssportführerem i szefem wydziału sportu w narodowosocjalistycznej organizacji rekreacyjnej Kraft durch Freude (Siła przez radość).

W 1939 r. większość klubów zmieniła szyld i grała dalej. Jedynie Ruch Hajduki Wielkie - jako klub o wybitnie polskim rodowodzie i tradycjach - został już kilkadziesiąt godzin po rozpoczęciu wojny zlikwidowany. Na jego miejsce okupanci powołali Bismarckhütter Ballspiel Club, wkrótce przemianowany na Bismarckhütter Sport Vereingung. Grały w nim przedwojenne sławy Ruchu, m.in. Gerard Wodarz, najlepszy lewoskrzydłowy do czasów Roberta Gadochy. Wodarz, wcielony do Wehrmachtu, przy nadarzającej się okazji uciekł do polskich sił zbrojnych na Zachodzie.

- Niemieckim prezesom naszego klubu tak naprawdę zależało, żeby grali u nich dobrzy piłkarze. Narodowość nie była ważna. Na boisku odzywaliśmy się do siebie po polsku i nie było z tego powodu żadnych nieprzyjemności - wspomina 82-letni Teodor Wieczorek, jedyny żyjący członek słynnej Germanii Königshütte (przed i po wojnie AKS Chorzów) - mistrza Górnego Śląska w latach 1941-44, a po wojnie reprezentant Polski.

- My chcieliśmy grać, żyć, a do polityki się nie mieszaliśmy - mówił mi Cebula.

Coraz młodsze roczniki

Mecze śląskiej gauligi cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Nawet gdy Niemcy zaczęli przegrywać na wszystkich frontach, kibice tłumnie chodzili na mecze. W kwietniu 1944 r. Germania Königshütte podejmowała Turn und Sportverein Lipine (przed wojną byłby to mecz AKS-u z Naprzodem Lipiny). Ten mecz decydował o mistrzostwie Górnego Śląska. Przyszło 15 tys. widzów. Wygrała Germania 1:0.

30 kwietnia 1944 r., dokładnie rok przed samobójczą śmiercią Hitlera, w momencie gdy Armia Czerwona była już niedaleko ziem polskich, a żołnierze 2. Korpusu Polskiego zajmowali pozycje pod masywem Monte Cassino, na Śląsku wydarzeniem dnia był towarzyski mecz piłkarski. Na stadion Ruchu (wówczas w posiadaniu Bismarckhütte SVg) przyszło aż 50 tys. rozentuzjazmowanych kibiców! Chcieli zobaczyć słynną drużynę Schalke 04 Gelsenkirchen (w latach 1934-42 sześciokrotnego mistrza Niemiec) ze sławnymi napastnikami polskiego pochodzenia - Fritzem Sczepanem (uczestnikiem MŚ 1934 i 38) i Ernstem Kuzorrą na czele. Goście rozbili wówczas Bergknappen Königshütte (przed wojną Kresy Chorzów) aż 8:1.

Zachował się skład Bergknappen: Gondzik - Eytzek, Gruschka - Thiem, Kosubek, Janduda - Przywara, Kieritsch, Hartwig, Stettins, Rak. Prawy pomocnik Adolf Thiem po wojnie zmieni nazwisko na Franciszek Tim (komuniści nalegali wówczas na takie zmiany) i z Ruchem Chorzów będzie trzykrotnym mistrzem Polski. Także lewy obrońca Alfred Gruszka grał w "niebieskich" po wojnie.

W miarę jak zbliżał się front, wcielano do Wehrmachtu, kogo się dało, także piłkarzy. Dlatego w pierwszych drużynach grały coraz młodsze roczniki, niedawni juniorzy byli pierwszoplanowymi postaciami. 23 czerwca 1944 r. w ramach Pucharu Tschammera odbył się mecz RSG Kattowitz - SV Bismarckhütte. Goście wygrali 3:2, a jedną z bramek zdobył Cieślik. "Już po pięciu minutach RSG wyrównał, ale przecież był tam Cieślik i znowu Bismarckhütte prowadziło" - napisał "Kattowitzer Zeitung". Gerard Cieślik miał wówczas 17 lat. - Byłem w trampkarzach, a potem w juniorach SV Bismarckhütte. Skoro w gazecie pisze, że strzeliłem gola, to pewnie strzeliłem. Choć ja tego nie pamiętam - przyznaje śląski piłkarz 80-lecia.

Przeszkadzały ruskie armaty

Kiedy przeszedł front, śląskie piłkarstwo zaczęło się błyskawicznie odradzać. Ale nie wszędzie można było od razu grać w piłkę. Niektóre stadiony zajęła Armia Czerwona. - Na stadionie Ruchu nie można było grać jeszcze parę miesięcy po wojnie, bo na murawie stały ruskie armaty - wspomina Cieślik. Armia Czerwona opuściła stadion Ruchu dopiero pod koniec 1945 r.

"W najbliższych dniach odbędzie się zebranie Komisji, która zajmie się odbudową sportu polskiego na Śląsku. Po utworzeniu lokalnych komisyj sportowych w miastach i miasteczkach śląskich, które niezwłocznie powinny - w porozumieniu z miejscowymi władzami państwowymi i samorządowymi - zabezpieczyć wszelki sprzęt sportowy, nie tylko nieruchomy, ale i ten, który się znajduje w rękach prywatnych członków organizacyj sportowych" - pisał "Dziennik Zachodni" z 15 lutego 1945 r.

Katowiczanin Marian Lubina zabezpieczał sprzęt na dawnym obiekcie Pogoni (dziś AWF). W czasie wojny grał tam Turngemainde Kattowitz. - Zaraz kiedy opadły śniegi, poszliśmy z kolegami zobaczyć, co się dzieje na stadionie. W pobliżu, na al. Górnośląskiej, stały jeszcze cztery rozwalone rosyjskie czołgi ze zwłokami żołnierzy. Boisko i trybuny były niezniszczone. Odnaleźliśmy buty piłkarskie i ochraniacze, które należały do Turnegemainde, ale nie było koszulek i spodenek - wspomina.

Przedsiębiorczy Lubina szybko wpadł na pomysł, jak temu zaradzić. Zatrudnił się jako magazynier w obiekcie przy ul. Przemysłowej należącym do Urzędu Miejskiego. Leżały tam nietknięte wielkie sześciometrowe niemieckie sztandary ze swastyką. Hitlerowcy lubowali się w wywieszaniu ich podczas parad i świąt państwowych. - Pomogła znajoma szwaczka. Odpruła swastyki i ze szkarłatnego płótna uszyła stroje. Zdarzało się, że ten wypłowiały fragment, gdzie wcześniej widniała swastyka, był na siedzeniu - wspomina Lubina.

Juniorzy Pogoni grali w tych szkarłatnych strojach kilka miesięcy. Dopiero latem z okazji defilady podczas święta 3 maja (w 1945 r. jeszcze obchodzono rocznicę) dostali eleganckie stroje w przedwojennych klubowych barwach Pogoni: białe koszulki, niebieskie spodenki i tzw. sztuce, czyli getry.

Daleko im do szerokich mas

W połowie lutego wojewoda ppłk Jerzy Ziętek wydał zarządzenie dotyczące odrodzenia życia sportowego na Śląsku. Nakazał w nim zabezpieczyć nie tylko wszystkie obiekty sportowe i urządzenia, ale także zarekwirować "wszelkiego rodzaju nagrody, proporczyki, dyplomy, plakietki, żetony, upominki, wydawnictwa sportowe, fotografie i instrumenty muzyczne byłych organizacji Hitlerjugend". Miejscowa ludność miała na to 14 dni. Ziętek zagroził, że po tym terminie każdy, u kogo zostaną znalezione takie przedmioty, "będzie karany sądownie".

Efekt? Zdjęcia i pamiątki dotyczące śląskiego piłkarstwa z lat 1939-45 są dziś prawdziwym rarytasem.

17 lutego utworzono Śląską Radę Sportową. Działacze wszystkich nowo tworzonych lub reaktywowanych klubów sportowych zgłaszali się do Referatu Sportowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego (rezydował w pokoju 267), by podać dokładny adres klubu, jego kierownika, liczbę członków i informacje o tym, jakim sprzętem dysponuje.

Uroczyste otwarcie sezonu piłkarskiego na polskim Śląsku przewidziano na 1 marca. Na stadionie Pogoni miał odbyć się mecz między nowo powstałym Klubem Sportowym Związku Zawodowego Kolejarzy a słynną Cracovią. Publiczność przeżyła duży zawód - najpopularniejszy przedwojenny polski klub po prostu na mecz nie dojechał. Żeby zrekompensować zawód kibicom, zespół KS ZZK podzielił się na dwie siedmiozespołowe drużyny (więcej piłkarzy nie było) i rozegrał mecz 2x30 min. Charakterystyczne, że zawody sędziował oficer Armii Czerwonej. Niejaki Aleksiej Anidorow był członkiem moskiewskiego kolegium sędziów piłkarskich. Pewnie czerwonoarmistów na tym meczu było dużo więcej; komuniści długo czuli się na Śląsku niepewnie i prosili Rosjan, żeby zostali jak najdłużej. W tym czasie sowietyzacja sportu nie przebiegała tak brutalnie, jak na przełomie lat 40. i 50., ale można było dostrzec jej pierwsze symptomy.

"Dopiero tam, gdzie sport uprawiają jak najszersze masy, można mówić o wynikach, które przychodzą same, bez szkodliwej metody pielęgnowania talentów sportowych" - pisała prasa. Cieszono się z 20 tys. czynnych piłkarzy, ale podkreślano, że to "daleko do szerokich mas, jakie obejmował sport radziecki".



Leniwi sędziowie

18 marca z okazji przyłączenia Zagłębia Dąbrowskiego do Śląska doszło w Katowicach do bardzo prestiżowego meczu. Reprezentacja Śląska zmierzyła się z reprezentacją Zagłębia. Wygrali goście 2:1 (1:1), a dziennikarz podkreślił, że Zagłębiacy przez blisko sześć lat nie występowali publicznie na zawodach, a mimo to wykazali bardzo dobrą formę. Jednak w czasie okupacji życie piłkarskie w Zagłębiu nie całkiem zamarło. Drużyna Stadtsportverein Sosnowitz uczestniczyła przecież w niemieckich rozgrywkach; w niedokończonym sezonie 1944/45 występowała w 1.Kreisklasse, zapleczu gauligi.

Problemów środowisku piłkarskiemu nie brakowało: Robotnicze KS-y z Katowic i Załęża wycofały się z nowo utworzonych rozgrywek, bo po prostu nie zdołały zebrać kompletu strojów. Najbardziej poszukiwane były oczywiście buty. Każdy klub w miarę możliwości łatał niedostatki we własnym zakresie.

Jak wynika ze sprawozdań prasy, największą plagą byli w tym czasie... leniwi sędziowie. Po prostu nie chciało im się przyjeżdżać na mecze, które mieli wyznaczone do sędziowania. Po bezskutecznym oczekiwaniu drużyny umawiały się, że zagrają, towarzysko, nie o punkty. "Brak poczucia obowiązkowości u sędziów doprowadza do tego, że kluby tracą cenne terminy na rozgrywanie meczów towarzyskich". Dlatego szybko Wydział Gier i Dyscypliny nakazał, żeby wszystkie mecze rozgrywane jako towarzyskie, które prowadzili przygodni sędziowie, którzy akurat byli na trybunach, uznać za oficjalne! - pisał "Dziennik Zachodni".

27 marca - dokładnie dwa miesiące po wejściu do Katowic Armii Czerwonej - na Śląsku zarejestrowanych było już 61 klubów (w tym pięć katowickich: Pogoń, Baildon, Pocztowe PW, Robotniczy KS i KS ZZK). A przecież należy pamiętać, że na Śląsku nadal toczyły się ciężkie walki: Rybnik i Wodzisław zostały zdobyte przez Armię Czerwoną dopiero 28 kwietnia! Mimo to ludzie na Śląsku zaczęli wracać na stadiony.







HOKEIŚCI TEŻ GRALI

Ciekawostką niezwiązaną z futbolem jest fakt, że 14 stycznia odbył się prawdopodobnie ostatni oficjalny na Górnym Śląsku mecz w hokeju na lodzie. "Kattowitzer Zeitung" podał wyniki: zawodnicy Myslowitzgrube pokonali Eishockeyclub Kattowitz 5:2 (3:0, 1:1, 1:1).



Z kopalni na boisko

W latach 30. symbolem śląskiego piłkarstwa był Ruch Wielkie Hajduki z Wilimowskim, w latach 50. Ruch z Cieślikiem. Lata 60. należały do Górnika z Lubańskim i Oślizłą, tak samo jak i 80. - z Matysikiem, Urbanem i Iwanem. A w latach 40.? Tysiące kibiców z całego Śląska przyjeżdżało do Królewskiej Huty, żeby zobaczyć Germanię - znakomitą drużynę pełną przed- i powojennych reprezentantów Polski. Tak naprawdę był to Amatorski KS z Chorzowa, ale hitlerowcy narzucili nową nazwę. W czasie okupacji Germania nie miała sobie równych. Aż czterokrotnie - w latach 1941-44 - zdobywała mistrzostwo Górnego Śląska, mimo że piłkarze Germanii trenowali dwa razy w tygodniu, po pracy na dole w kopalni lub hucie. Ale po wojnie Amatorski KS miał zapłacić za te sukcesy, choć w drugiej połowie lat 40. był drużyną na miarę mistrzostwa Polski. Nigdy go jednak nie zdobył.

Opowieść o najlepszej drużynie Śląska lat 40. - wkrótce



Skomentuj:
W koszulkach i spodenkach z hitlerowskich sztandarów - opowieść o śląskiej piłce w 1945 r.
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz