GP w Lesznie. Gollob drugi, ale pierwszy

Finał wygrał Duńczyk Nicki Pedersen. Broniący tytułu mistrza świata Tomasz Gollob w decydującym biegu był drugi, Jarosław Hampel czwarty

Przed startem sezonu żużlowego najwięcej mówiło się nie o zawodnikach, ale o sprzęcie. Po długich sporach żużlowcy jeżdżą na motocyklach z nowymi, cichszymi tłumikami. Na same testy nowego sprzętu Nicki Pedersen wydał ok. 26 tys. zł. Duńczykowi się to jednak opłaciło, bo to on wygrał ostatni bieg pierwszych w tym sezonie zawodów z cyklu Grand Prix. - Przy nowych tłumikach najważniejsze jest odpowiednie dopasowanie przełożeń. Trzeba odpowiednio reagować na to, co dzieje się na torze. Mój zespół podejmował mądre decyzje - cieszył się Pedersen po triumfie w Lesznie.

Patrząc na przebieg zawodów na stadionie im. Alfreda Smoczyka, zwycięstwo Duńczyka jest niespodzianką. Pedersen do samego finału był bowiem w cieniu innych żużlowców. W eliminacjach rządził niesamowity Amerykanin Greg Hancock, który nadal nie opuścił żadnych zawodów GP! Te w Lesznie były jego 134. startem. Do finału jednak nie wszedł.

Polacy podnosili ciśnienie swoim kibicom trochę na własne życzenie. W drugim swoim biegu zdyskwalifikowany został Tomasz Gollob, ale on, w przeciwieństwie do wicemistrza Jarosława Hampela, o miejsce w ósemce nie musiał drżeć do samego końca.

W 14. biegu wystartowali czterej najlepsi żużlowcy poprzedniego sezonu. Wygrał Hampel, przed Gollobem, Norwegiem z polskim paszportem Rune Holtą i Jasonem Crumpem. Słaba postawa Australijczyka, który w Lesznie triumfował w dwóch poprzednich GP, a tym razem skończył z pięcioma punktami, była sporą niespodzianką.

Hampel, by walczyć w półfinale, musiał też wygrać ostatni bieg. I układał on się idealnie dla Polaków: wicemistrz świata prowadził, a za nim jechał rodak i kolega z Unii Leszno, Janusz Kołodziej. Przy takim układzie na mecie, obaj wchodzili do półfinału. Kołodziej, rekordzista toru, do końca chciał jednak walczyć o zwycięstwo. Zaryzykował i wypadł z toru. Jego wypadek wyglądał naprawdę groźnie, żużlowiec "zanurkował" głową pod bandę. Po chwili jednak wstał, otrzepał się i przy aplauzie publiczności zszedł do parkingu. Do ósemki jednak nie awansował. - Przeliczyłem się. Teraz jestem trochę mądrzejszy, ale z drugiej strony nigdy nie kalkuluję. Nie jestem do końca zadowolony, ale nie załamuję się. Na pewno muszę jeszcze popracować przy nowych tłumikach - opowiadał Kołodziej, który skończył z 8 pkt. Powtórkę wygrał Hampel. Ten bieg był też ostatnim dla Damiana Balińskiego (4 pkt).

Pierwszy półfinał wygrał Hampel przed Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem, Hancockiem i Holtą. Po chwili szans rywalom nie dał Gollob, który przyjechał przed Pedersenem, Kennethem Bjerre i Fredrikiem Lindgrenem.

Nadzieje kibiców w Lesznie na wysłuchanie "Mazurka Dąbrowskiego" na zakończenie imprezy były więc w pełni uzasadnione. Najlepszy w decydującym biegu był jednak Pedersen, który wyprzedził Golloba, Sajfutdinowa i Hampela. Polski mistrz świata fantastycznie przesunął się z czwartego miejsca na drugie, ale Pedersena nie był już w stanie dogonić.

- Wybaczcie, że nie wygrałem, nie zawsze się udaje - powiedział w wywiadzie pokazywanym na stadionowym telebimie. Na konferencji prasowej dodał: - Jestem zadowolony z drugiego miejsca, zaczynam ciężką walkę o obronę tytułu. Ciekawie się to zapowiada. Poprawiłem start, co mnie cieszy. W zeszłym roku na początku mieliśmy kiepskie miny, tym razem jest inaczej.

Stadion w Lesznie tym razem nie był wypełniony do ostatniego miejsca. W Polsce żużlowcy pojadą jeszcze w Grand Prix w Torunie i w Gorzowie Wlkp. Za dwa tygodnie zawody w Goeteborgu.

Startuję jak kiedyś - Tomasz Gollob >

Więcej o: