Nie milkną echa historycznego streama prowadzonego przez Łatwoganga od 17 do 26 kwietnia na YouTube. 24-latek w taki sposób dołączył do wsparcia fundacji Cancer Fighters, choć jak sam wspominał w licznych wywiadach, nigdy nie przypuszczał, że akcja nabierze takiego rozpędu.
W małej kawalerce w Warszawie w ciągu dziewięciu dni trwania transmisji na żywo przewinęły się setki osób ze świata showbiznesu. Swoje "pięć groszy" dołożyli także przedstawiciele sportu. Akcję wsparli m.in. Anna i Robert Lewandowscy, Wojciech Szczęsny, Piotr Zieliński, Marcin Bułka, Piotr Żyła, Adam Małysz i wielu, wielu innych, których nie sposób wymienić. Część z nich pojawiła się osobiście w mieszkaniu influencera, a część połączyła się z nim zdalnie. Przez ostatnich kilka dni Polska zapomniała o problemach i kłótniach, jednocząc się wokół zbiórki pieniędzy dla osób chorych na raka, będących podopiecznymi fundacji.
Wiele osób wybrało także wsparcie z zacisza, bez medialnej otoczki. Do takiego grona zaliczyć można z pewnością sześciokrotnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika oraz legendarnego szkoleniowca Biało-Czerwonych Marka Cieślaka. 75-latek w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet" bez wahania odparł, na jaką nagrodę zasłużył Piotr Garkowski, czyli "Łatwogang". - Zasłużył na Nobla. To, co się wydarzyło, pokazuje, że mamy dobre społeczeństwo. Tylko nieliczny procent taki nie jest. Mobilizacja była przeogromna, ale za tym stał jeden człowiek i ukłony przed nim. W zasadzie, to z kim się nie rozmawiało, to wszyscy mówili o tej zbiórce. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem w swoim życiu - przyznał uradowany trener.
Cieślak docenił inicjatywę, na którą zdecydowali się wszyscy zaangażowani w akcję młodzi ludzie. - Ci, którzy to wymyślili, a więc młodzi, nieprawdopodobnie zaangażowani ludzie, pokazali jedno. Jak się okazuje, żeby pomóc, wcale nie potrzeba wielkich organizacji i mechanizmów, aby osiągnąć sukces - liczy się autentyczność działania i dobry pomysł - kontynuował.
Prostota z jaką zostało zorganizowane całe wydarzenie urzekła trenera, który doprowadził reprezentację Polski na zużlu do siedmiu złotych medali w Drużynowym Pucharze Świata. - Pokazali, że z niczego można zrobić coś niezwykłego. To wszystko od początku do końca jest niesamowite - sam pomysł, kawalerka, a ten "spontan" to już w ogóle. Wszystko było takie autentyczne. Jestem dużo starszy od tych osób, a byłem całym sercem z nimi. Zrobili na mnie wielkie wrażenie - komentował z dumą.
Czy w przyszłości pojawi się kontynuacja tej akcji lub coś podobnego? Nad tym faktem zastanawia się Marek Cieślak. - Ciekawe, czy to jednorazowe przedsięwzięcie, czy drugi raz, gdy coś takiego zostanie ogłoszone, również się uda? Czas pokaże. To, co było, jest wyjątkowe i pokazuje, że ludzie mają otwarte serca, zwłaszcza dla tych, którzy tego najbardziej potrzebują, a więc dzieci. Najbardziej nas, a przynajmniej mnie, boli krzywda dzieci. Gdy choruje ktoś, kto ma swoje lata, to nic w porównaniu z tym, co dotyka najmłodszych. Oby teraz te wielkie pieniądze, które popłynęły z serc wielu zwykłych ludzi, realnie wpłynęły na pomoc chorującym - rozmyślał na koniec wybitny trener.
Choć formalnie stream został zakończony, to zbiórka pieniędzy trwa nadal, wobec czego całą akcję można wciąż wspierać dowolnymi wpłatami.