Przed startem sezonu pisaliśmy o tym, że Krono-Plast Włókniarz Częstochowa miałby problem z awansem do finału rozgrywek na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej, ale startuje w PGE Ekstralidze. Na papierze drużyna prowadzona przez Mariusza Staszewskiego wyraźnie odstawała od reszty. I to do tego stopnia, że niektórzy zastanawiali się nad tym, czy Częstochowianie wygrają choćby jeden mecz.
Na razie początek rozgrywek wygląda zgodnie z przewidywaniami. Najpierw porażka z Fogo Unią Leszno na wyjeździe 31:59, a teraz lanie od wicemistrzów Polski. Włókniarz przegrał w piątek z Orlen Oil Motorem Lublin 26:64. Takie wysokie porażki gospodarzy w żużlu widuje się rzadko.
Na trybuny nie przybyło zbyt wielu kibiców, ale trudno się dziwić. Włókniarz, choć ma w herbie lwa, był skazany na pożarcie. Wymowny był wynik po dziesięciu biegach, gdzie Częstochowianie przegrywali aż 30 punktami! Na wynik 15:45 składało się osiem zwycięstw Lublinian wynikiem 5:1, jeden remis i jedno zwycięstwo gospodarzy (4:2). Na wszystko ze smutną miną spoglądał legendarny zawodnik i trener Marek Cieślak, który był związany w obu rolach z Włókniarzem.
- Przykro patrzeć. Klub, w którym się wychowałem i taki mecz... To jest tragedia - powiedział Cieślak na antenie Canal+ Sport.
- Dlaczego Włókniarz nie ma drużyny? Piękna okolica, stadion, kibice na to zasługują. Ja wiem dlaczego tak jest, ale ogółem panuje cisza i osoby, które powinny uderzyć się w pierś, siedzą cicho - dodał.
Przed biegami nominowanymi Motor prowadził 56:22, czyli praktycznie było pewne, że przekroczy granicę 60 punktów, a to duży wyczyn w meczu wyjazdowym. Po stronie gospodarzy potencjalni liderzy (Rohan Tungate, Jaimon Lidsey) byli w tak koszmarnej dyspozycji, że trener Staszewski miał problem, którego z nich wystawić do czternastej gonitwy. Ostatecznie padło na Tungate'a.
W trakcie rywalizacji ewidentnie dość jednostronnego widowiska miał Zbigniew Boniek, który jest wielkim fanem żużla. "Taki speedway nikogo nie kręci. Za duża różnica" - napisał na platformie X.
W czternastym biegu Motor znów zwyciężył 5:1, więc już wtedy przekroczył "60-tkę". A w ostatniej gonitwie nie widzieliśmy Bartosza Zmarzlika, który po czterech wygranych wyścigach oddał bieg młodzieżowcowi - Bartoszowi Bańborowi. Temu jednak już na starcie zdefektował motocykl, ale Włókniarz... i tak nie wygrał drużynowo tej potyczki, bo gospodarzom uciekł Kacper Woryna, były zresztą zawodnik Lwów. Tego dnia stracił tylko punkt. Motor zwyciężył 64:26 i ma już drugie wysokie zwycięstwo w tym sezonie - tydzień wcześniej Lublinianie wygrali u siebie z PRES Grupą Deweloperską Toruń 56:34.