Czwarty raz z rzędu Drużynowe Mistrzostwa Świata Juniorów rozegrano w systemie parowym, a trzeci raz pod nazwą Speedway of Nations. Reprezentanci Polski przed zmaganiami byli zdecydowanymi faworytami, zwłaszcza że wygrali poprzednie 10 edycji, a do tego mieli na koncie łącznie 16 triumfów, czyli najwięcej w całej historii.
Trener Rafał Dobrucki do boju w Manchesterze posłał Bartosza Bańbora i Wiktora Przyjemskiego, a rezerwowym mianował Jakuba Krawczyka. Niespodziewanie to Bańbor okazał się liderem polskiego zespołu i w siedmiu startach zapisał na koncie 22 punkty. Przyjemski, a więc najlepszy junior w ekstralidze, zdobył o trzy "oczka" mniej.
Łącznie 41 punktów wystarczyło Biało-Czerwonym do triumfu w Manchesterze i zdobycia Drużynowego Mistrzostwa Świata Juniorów 11. raz z rzędu i 17. raz w historii. Podium uzupełnili Szwedzi z rewelacyjnym tego dnia Philipem Hellstroemem-Baengsem (23 pkt) oraz Australijczycy z najlepszym na torze Keynanem Rew (27 pkt).
Nie obyło się jednak bez kontrowersji, która prawdopodobnie wpłynęła na wynik całych zawodów. W 16. biegu Polacy zmierzyli się ze Szwedami, a na drugim okrążeniu upadł Bańbor wyprzedzany przez Hellstroema-Baengsa. Napędzony Szwed przeleciał obok Polaka i faktycznie dotknął go deflektorem, ale trudno było wskazać go jako winnego upadku zawodnika Orlen Oil Motoru Lublin.
Finalnie jednak sędziowie uznali, że Bańbor upadł po kontrakcie z rywalem i wykluczyli Hellstroema-Baengsa z powtórki biegu. - Jest to decyzja kontrowersyjna - przyznał wprost komentator Marcin Kuźbicki i miał rację. - Wyprzedził już Bańbora, który zjeżdżał do lewej - dodał.
- Jeśli można mieć do kogoś pretensje, to do sędziego Aleksandra Latosinskiego. W 95 procentach jest tak, że ten który się położył, zyskuje powtórkę ze swoim udziałem. To jest najprostsze do wytłumaczenia. On upadł, on go dotknął, koniec tłumaczenia - dodawał Michał Korościel. Mówiąc wprost, ukraiński arbiter podjął kontrowersyjną i raczej niesłuszną decyzję.
Gdyby wówczas Hellstroem-Baengs wyprzedził Bańbora, to Szwedzi mogliby nawet wygrać bieg co najmniej wynikiem 5:4, a może nawet 7:2, a nie przegrać go w powtórce 2:7. Wówczas w klasyfikacji mieliby co najmniej 40 punktów, a Polacy 38, co wywróciłoby ogólną tabelę i odebrało Biało-Czerwonym triumf, a może i nawet drugie miejsce, bo Australijczycy mieli 38 punktów.
Finalnie jednak to Polacy zdobyli Drużynowe Mistrzostwo Świata Juniorów, a Szwedzi muszą zadowolić się srebrem. W sobotę 13 lipca odbędzie się finał seniorskich zmagań i pozostaje mieć nadzieję, że tym razem obejdzie się bez kontrowersji. Polacy są faworytami do triumfu obok Australijczyków, Szwedów i Brytyjczyków. Początek zmagań o 20:00.