Wybrzeże Gdańsk to zasłużona marka na mapie żużlowej Polski. Od 1957 roku klub ścigał się w rozgrywkach ligowych w kraju i chociaż powstawały inne spółki, to poprzednią rozwiązano dopiero w 2005 roku. Już rok później nowa spółka dostała licencję na starty w II lidze i historia gdańskiego żużla trwa do dziś. Niestety obecny sezon klaruje się jako naprawdę dramatyczny i za chwile może zakończyć się spadkiem z I ligi, a może nawet upadkiem!
Ostatni raz Wybrzeże w ekstralidze jeździło w 2014 roku, a po sezonie straciło licencję i w kolejnym roku rozpoczęło zmagania w II lidze. W najniższej klasie rozgrywkowej spędziło zaledwie rok i dostało się do I ligi. Na początku przewidywano szybki powrót na szczyt ligowego ścigania. Tak się jednak nie stało i już od 2016 gdańszczanie ścigają się w I lidze (obecnie Metalkas 2. Ekstraliga).
Ostatni raz nadzieja na awans w Gdańsku była w 2017 roku, kiedy to przegrali baraż o awans ekstraligi z Apatorem Toruń. Później były jeszcze dwa czwarte miejsca, a w ostatnich dwóch sezonach szóste lokaty w ośmiozespołowej lidze. Niestety w tym roku sytuacja wygląda dramatycznie.
Na razie Wybrzeże ma za sobą osiem meczów, z których przegrało aż siedem. Właściwie poza dotkliwymi przegranymi z Ostrovią Ostrów Wielkopolski i jedną z Wilkami Krosno reszta porażek nie była tak wysoka, o czym świadczą wyniki: 43:47 z Wilkami, 38:52 ze Stalą Rzeszów, 41:49 z Orłem Łódź i 21:27 z Polonią Bydgoszcz w niedokończonym spotkaniu.
Wygrać się jednak nie udało, a jedyny dorobek punktowy to remis z PSŻ-em Poznań na wyjeździe. Bilans gdańszczan wynosi więc 0-1-7, jeden punkt i ostatnie, ósme miejsce w drugiej ekstralidze. Niestety poprawy na horyzoncie raczej nie widać.
Już najbliższy weekend Wybrzeże zmierzy się z PSŻ-em w rewanżu na własnym stadionie w meczu "za trzy punkty". Oczywiście dwa z nich za ewentualne zwycięstwo i jeden za bonus. Taki dorobek pozwoliłby zrównać się w tabeli z przedostatnim Orłem Łódź.
Trudno jednak wierzyć w taką możliwość, bo do meczu gdańszczanie przystąpią mocno osłabieni kontuzją Nicolaia Klindta. Duńczyk podczas meczu z Ostrovią padł na tor po tym, jak wjechał w niego klubowy kolega Bartosz Głogowski. Klub w oficjalnym komunikacie poinformował, że w efekcie tego Klindt w tym sezonie na torze się już nie pojawi. "Nasz duński kapitan najbliższe trzy miesiące spędzi w kołnierzu ortopedycznym, a to oznacza dla niego koniec sezonu. Życzymy powrotu do pełni zdrowia!" - czytamy.
Bez kapitana zespołu i jednocześnie trzeciego zawodnika pod względem średniej biegowej (1,883 pkt) trudno wierzyć, że Wybrzeże może jeszcze powalczyć o utrzymanie. Ciężar walki spłynie teraz na 42-letniego Nielsa Kristiana Iversena (1,921 pkt) i 39-letniego Krzysztofa Kasprzaka (1,919 pkt). Na razie nie wiadomo, czy w Gdańsku spróbują ściągnąć kogoś w miejsce kapitana, ale na ten moment sytuacja wygląda dramatycznie, a pierwszy spadek po dziewięciu sezonach zagląda Wybrzeżu w oczy i mówi "dzień dobry". Co więcej, wiele mówi się o tym, że spadek do II ligi może oznaczać poważne problemy, jeśli chodzi o przyszłość Wybrzeża! Do końca sezonu zasadniczego pozostały niespełna dwa miesiące.