Ależ skandal. Obustronny walkower w polskiej lidze! To nie mieści się w głowie [WIDEO]

We wtorek 28 maja o godz. 18:00 miał odbyć się mecz pomiędzy Stalą Gorzów a GKM-em Grudziądz. Miał, ponieważ finalnie nie doszło do zaległego spotkania 5. kolejki PGE Ekstraligi. Zawodnicy i sędziowie prawie przez cztery godziny zastanawiali się, czy tor w Gorzowie nadaje się do jazdy. Ostateczni arbiter poinformował o obustronnym walkowerze, co wywołało mnóstwo kontrowersji.

We wtorkowe popołudnie na torze w Gorzowie Wielkopolskim miały zmierzyć się drużyny Stali i GKM-u Grudziądz. Był to drugi termin 5. kolejki pomiędzy dwoma zespołami. Pierwszy raz zawodnicy nie pojechali ze względu na fatalne warunki pogodowe. I tym razem zaplanowane na godz. 18:00 zawodny ostatecznie nie doszły do skutku. Doszło natomiast do wielkiego skandalu, po którym kibice po prostu nie wytrzymali.

Zobacz wideo Michał Probierz odpowiada na głośny tekst Sport.pl. Mocna polemika. "Dobrze, że się prześlizgnęliśmy"

Dantejskie sceny w Ekstralidze. Sędzia ogłosił obustronny walkower

Już przed planowym startem meczu nad torem zaczęły pojawiać się chmury, z których spadł delikatny deszcz. Sytuacja pogodowa z minuty na minutę stawała się coraz gorsza. W końcu organizatorzy zdecydowali się rozłożyć plandeki, które miały ochronić tor przed ulewą. Około godz. 19:00 deszcz przestał padać. Plandeki zostały ściągnięte, jednak... tor i tak był zalany. W takiej sytuacji rozpoczęło się jego osuszanie.

Start spotkania wciąż się przedłużał, a zirytowani kibice tylko patrzyli na nieudolne próby doprowadzenia toru do porządku. 20 minut przed godz. 21:00 zaplanowana została próba toru, jednak ten proces również opóźnił się przez niefrasobliwość sędziów, którzy zgłosili awarię pulpitu. Na placu pojawili się tylko Jakub Miśkowiak i Szymon Woźniak ze Stali. Zawodnicy GKM-u odmówili wyjazdu ze względu na niebezpieczne warunki. 

O godz. 21:15 zakończyła się okrojona próba toru, po której sędziowie przez 40 minut naradzali się, czy rozpoczęcie spotkania ma jakikolwiek sens. W międzyczasie żużlowcy, którzy przejechali się po mokrej nawierzchni, mówili wprost, że nie nadaje się ona do rywalizacji we czterech. Po co więc potrzebne były kolejne minuty oczekiwań, które finalnie zamieniły się w godziny? Na koniec obie ekipy twierdziły, że niebezpieczeństwo na zalanym torze jest zbyt duże.

Po niemal czterech godzinach w końcu poznaliśmy ostateczną decyzję sędziów, która równie dobrze mogła zapaść o wiele wcześniej. - Ja oceniłem stan toru jako trudny, aczkolwiek regulaminowy. Po próbie toru rozmawiałem z kapitanami drużyn oraz z Szymkiem Woźniakiem i Jakubem Miśkowiakiem, którzy potwierdzili, że jest trudno, ale akceptowalnie. Minęło 10-15 minut i obie drużyny zgodnie zaczęły twierdzić, iż tor jest niebezpieczny i odmawiają jazdy w dzisiejszym meczu - mówił przed kamerami Canal+ Sport sędzia Michał Sasień, który poinformował o obustronnym walkowerze. Żadna z drużyn nie otrzymała punków.

- Taka jest decyzja. Tor w mojej ocenie i w ocenie komisarza toru był trudny, ale regulaminowy. Kierownicy drużyn potwierdzili, że zawodnicy odmawiają wyjazdu na mecz - dodawał, podczas gdy kibice zebrani na trybunach krzyczeli i rzucali obelgami w stronę arbitrów. Koniec końców doszło do wielkiego skandalu i zamieszenia, które wyniknęło z dziurawych plandek, niezrozumiałych decyzji sędziowskich i niezdecydowanych kroków podejmowanych przez same zespoły. Najbardziej poszkodowani zostali fani, którzy od 18:00 do prawie 22:00 marzli w deszczu, czekając na werdykt.

Śledzisz rozgrywki Ekstraligi?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.