Prezes w areszcie, inni nie wiedzą, czy dokończą sezon. Oto obraz "Kabaretowej Ligi"

W Krajowej Lidze Żużlowej - czyli na trzecim poziomie rozgrywek w Polsce - absurd goni absurd. Choć liga nazywa się "krajowa", to startują w niej zespoły z zagranicy, ale... awansować nie mogą. Z dwóch klubów w ostatniej chwili wycofali się sponsorzy, a kolejny opuścił prezes, który został aresztowany. Nie dziwi, iż rozgrywki zapracowały na szyderczą nazwę "Kabaretowa Liga Żużlowa".

W ostatni weekend żużlowcy w końcu wyjechali na tor. Inauguracja sezonu nie nastąpiła jednak w Ekstralidze, czyli w elicie, a na trzecim poziomie rozgrywek. Dotychczas były one nazywane - to nie błąd - II ligą, ale od nowego sezonu oficjalnie zmieniły nazwę. Dziś to Krajowa Liga Żużlowa.

Zobacz wideo Jakim golfistą jest Michał Probierz? Selekcjoner o swoich umiejętnościach

Nowa nazwa brzmi dumnie, ale żużlowcy jak startowali, tak wciąż startują w oparach absurdu.

Choćby z tego powodu: choć liga nazywa się "krajową", to startują w niej dwa zespoły zagraniczne: Lokomotiv Daugavpils (Łotwa) i Landshut Devils (Niemcy). Ale to początek dłuższej wyliczanki. Zapnijcie pasy, bo kto interesuje się polskim żużlem, ten w cyrku się nie śmieje.

Chaos w Krakowie. Wycofanie na pięć dni przed startem

Ostatecznie na trzecim poziomie rozgrywkowym rywalizować będzie sześć ekip. Do samego końca ważyły się losy zespołu z Krakowa. Dopiero w ubiegły poniedziałek – na pięć dni (!) przed startem sezonu – poinformowano, że Speedway Kraków w tym roku nie wystartuje. Krakowianom nie udało się pozyskać sponsorów. - Niestety w sezonie 2024 nie zobaczymy drużyny w Nowej Hucie. Decyzja trudna, przykra, ale bez gwarancji budżetowych nie podejmiemy ryzyka - taką informację w przekazał Paweł Piskorz, menedżer Stali Rzeszów, zespołu pierwszoligowego, który miał w tym roku współpracować z krakowskim klubem.

W stolicy Małopolski na drużynę żużlową czekają już pięć lat. - Dano nam za mało czasu, aby porozmawiać ze sponsorami. Wszyscy chcieli prowadzić dialog po świętach. Wolimy się spokojnie przygotować się do ligi w 2025 roku, żeby powalczyć o 2. Ekstraligę, zamiast jechać teraz za kilka groszy i potem powiedzieć, że zawodnicy nie są opłaceni. Kraków posiada pełno potencjalnych sponsorów, ale trzeba do nich trafić – tłumaczył w rozmowie z WP SportoweFakty Józef Pilch, były wojewoda małopolski, a obecnie osoba zaangażowana w reaktywację żużla w Krakowie. - Mieli pięć lat na znalezienie sponsorów, a myśleli, że znajdą ich na pięć dni przed startem rozgrywek ligowych" - komentował tę sprawę Marcin Musiał, dziennikarz Eleven Sports. Tamtejsi kibice dostali jedynie namiastkę "czarnego sportu". 1 kwietnia został rozegrany Turniej o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa, który potwierdził, że jest dla kogo budować żużel w Krakowie. Na trybunach zasiadło około 5,5 tysiąca kibiców.

Jest to jednak kuriozalne, że finalny skład zawodowej i profesjonalnej (co w tym wypadku wymaga podkreślenia) Krajowej Ligi Żużlowej poznaliśmy dopiero na kilka dni przed jej inauguracją, zwłaszcza że Polska to główny ośrodek zarobków dla zawodników. Ale to nie koniec absurdów, przez które kibice szyderczo nazywają te rozgrywki "Kabaretową Ligą Żużlową".

"Kabaretowa Liga Żużlowa" - czyli o co tu chodzi?

Zmagania składają się z sześciu drużyn, ale o awans do 2. Ekstraligi mogą walczyć w teorii jedynie cztery. Zagraniczne ekipy – wspomniane Lokomotiv Daugapvils oraz Landshut Devils - nie mogą startować na pierwszym i drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce. Było to spowodowane faktem, iż od tego roku zmaganiami w I Lidze zarządzać będzie Ekstraliga Żużlowa. To pociągnęło za sobą konsekwencje: Niemcy, którzy w zeszłym sezonie sportowo zajęli piąte miejsce w I Lidze, zostali zdegradowani, co utrzymało na ekstraligowym zapleczu PSŻ Poznań. W ten sposób Polska "dba" o pojedyncze zagraniczne ośrodki w mniejszych żużlowych państwach. W ten sposób dwie z sześciu drużyn biorą udział w rywalizacji bez możliwości osiągnięcia nagrody za sukces sportowy.

W grze o awans do 2. Ekstraligi są zatem cztery zespoły. Lecz jedynie w teorii, gdyż w przypadku dwóch z nich istnieje spora obawa, że nie uda im się dokończyć sezonu z powodu problemów finansowych. Mowa o Polonii Piła, z której wycofała się firma Enea, oraz Unii Tarnów, którą porzuciła inna spółka skarbu państwa, czyli Grupa Azoty. 

Unia miała być faworytem całych rozgrywek z uwagi na uznane nazwiska w swoim składzie - startować w Tarnowie mieli Timo Lahti czy David Bellego. Obaj całkiem niedawno z powodzeniem ścigali się ligę wyżej, a Francuz zaliczył nawet jednosezonowy epizod w Ekstralidze w barwach Unii Leszno. Klub o przystąpieniu do rozgrywek oficjalnie poinformował dopiero 28 marca – na trzy dni przed pierwszym meczem przeciwko Startowi Gniezno.

- Rozmowy trwały do ostatniej chwili. W piątek sytuacja była dramatyczna. Praktycznie byliśmy już gotowi do rezygnacji ze startu w lidze. Pomocną dłoń wyciągnęło województwo małopolskie – przyznał podczas konferencji prasowej Kamil Góral, prezes Unii Tarnów. - Pieniądze z województwa wystarczą na bezpieczny start. Umowa zostanie ujawniona po świętach. Rozmowy ze sponsorami cały czas trwają. Zachęcamy do współpracy, by dojechać sezon do końca – dodał. Unia Tarnów w Gnieźnie pojechała swoim najsilniejszym składem. Przegrała 41:49, lecz warto podkreślić, że w żużlu zawodnicy mają płacone "za punkt" – im więcej ich zdobędą, tym więcej klub musi im zapłacić, co oznacza, że żużlowiec dobrymi wynikami może de facto pogrążyć swojego pracodawcę. "W środowisku nie brakuje głosów, że sytuacja tarnowskiej Unii może się szybko zmienić ze złej na bardzo złą, a monitorować trzeba też położenie Polonii" - tłumaczyły tę sytuację WP SportoweFakty. 

Brzmi to kuriozalnie, a w pewnych momentach absurdalnie i groteskowo. Najstabilniejsze organizacyjnie kluby - Devils i Lokomotiv - awansować nie mogą. W takim wypadku najpoważniejszym kandydatem jest Start Gniezno, w którym również każda złotówka jest oglądana kilka razy.

Niech kropką nad i "Kabaretowej Ligi Żużlowej" będzie fakt, iż z żużlowej mapy Polski zniknął zasłużony klub Kolejarz Rawicz. "Niedźwiadki" wpadły w poważne kłopoty w ubiegłym roku, gdy ich ówczesny prezes Sławomir K. został aresztowany za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. K. był założycielem i wieloletnim współwłaścicielem spółki Metalika Recycling, tytularnego sponsora Kolejarza. Długi klubu wynosiły pół miliona złotych, przez co nie było szans, aby uzyskał on licencję na tegoroczny sezon. Niech to będzie dopełnienie sytuacji na trzecim poziomie rozgrywkowym polskiego żużla.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.