Śmierć, która wstrząsnęła Polską. "Całe jego ciało było w bliznach"

Ta śmierć poruszyła całą sportową Polskę. Dokładnie 20 lat temu zmarł Robert Dados. Żużlowy mistrz świata juniorów z 1998 r. po ciężkim wypadku popadł w głębokie problemy psychiczne. Dwa razy podjął nieskuteczne próby samobójcze. Za trzecim razem odebrał sobie życie. - On wtedy został z tym wszystkim sam i nikt nie wierzył, że jego da się z tego wyciągnąć - wspominał trener Marek CIeślak.

Robert Dados był wielką nadzieją polskiego żużla przełomu wieków. Wychowanek Motoru Lublin w 1995 r. przeniósł się do GKM-u Grudziądz, gdzie szybko stał się kluczową postacią. Największy sukces odniósł trzy lata później. Na torze w Pile wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. Pokonał wówczas takie przyszłe gwiazdy światowego żużla, jak Nicki Pedersen, Scott Nicholls, Lee Richardson czy Andreas Jonsson. Zapewnił sobie też możliwość startu w Grand Prix. Wówczas nikt nie miał prawa się spodziewać, że jego losy ułożą się aż tak tragicznie.

Zobacz wideo Michał Probierz odpowiada na głośny tekst Sport.pl. Mocna polemika. "Dobrze, że się prześlizgnęliśmy"

Był nadzieją polskiego żużla. Robert Dados przeżył koszmar. "Nie mieli siły na to patrzeć"

W elicie Dados nie radził sobie najlepiej. W zawodach Grand Prix zajmował jedne z ostatnich miejsc. Niepowodzenia odbijał sobie w GKM-ie, gdzie notował blisko dwupunktową średnią biegową i był drugim najskuteczniejszym zawodnikiem. Wszystko zmieniło się 2 maja 2000 r.

To wtedy Dados przeżył największą tragedię. Jadąc na trening motocyklem, zderzył się nieopodal stadionu z polonezem. - Po prostu widziałem motocyklistę, który wystrzelił, kiedy zapaliło się zielone światło. Ja byłem troszkę dalej. Jak przejeżdżałem, to nie widziałem momentu uderzenia, lecz widziałem leżący motocykl. Nie miałem możliwości się zatrzymać, ale zrobił to nasz doktor, który również jechał na trening i szybko udzielił pomocy. Dopiero na stadionie dowiedziałem się, kim był ten motocyklista - opowiedział w "Przeglądzie Sportowym" klubowy kolega Dadosa, Piotr Markuszewski.

Dados trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Miał złamany obojczyk, nadgarstek, dwa żebra, uszkodzony kręgosłup, pękniętą wątrobę i odmę płucną. - On miał całe ciało pokancerowane. Przecież jemu wycięli kawałek płuca, miał operację na otwartym sercu. Całe jego ciało było w bliznach. I nawet tak twardzi ludzie, jak żużlowcy nie mieli siły na to patrzeć - wspominał w rozmowie z Interią trener Marek Cieślak.

Tragiczny los Roberta Dadosa. Potworne problemy i trzy próby samobójcze. "Wypadek go bardzo zmienił"

Fizycznie Dados doszedł do siebie i wrócił do uprawiania żużla. W 2001 r. przeniósł się do Atlasu Wrocław. Zmagał się jednak z gigantycznymi problemami psychicznymi. Jak ujawnił Cieślak, żużlowiec potrafił nie wracać do domu przez dłuższy czas i nie bardzo orientował we własnej sytuacji finansowej. - Wypadek go bardzo zmienił. W takich stresujących chwilach łatwo się denerwował, robił się agresywny. Wszyscy jednak wiedzieli, że to przez tę chorobę. Było mu ciężko - dodał. Lekarze tłumaczyli jego zachowanie traumą po wypadku.

W 2003 r. Dados dwa razy próbował popełnić samobójstwo. Najpierw podciął sobie żyły. Wtedy uratował go mechanik Rafał Haj. Za drugim razem usiłował się powiesić, ale w porę zauważyła to jego żona. W końcu 23 marca 2004 r. powiesił się po raz kolejny w stodole w rodzinnych Piotrowicach Wielkich. Trafił do szpitala i po tygodniu zmarł, zostawiając żonę Agnieszkę i syna Denisa. Mial 27 lat. Dziś przypada 20. rocznica jego śmierci. - On nie potrzebował trenera, ale psychologa, lekarza. On powinien być w szpitalu. Tam powinni wyciągnąć z niego to wszystko, co w nim siedziało. Teraz już wiem, że on wtedy został z tym wszystkim sam i nikt nie wierzył, że jego da się z tego wyciągnąć - mówił Cieślak.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.