Gwiazda ligi porzuciła samochód przez ceny paliw. Jeździ na mecze pociągami

Żużlowiec Krzysztof Buczkowski przyznał, że z powodu wysokich cen paliw przestał dojeżdżać na mecze samochodem, a zaczął podróżować pociągiem. - Każda podróż samochodem kosztowała mnie coraz więcej - przyznał w rozmowie z WP Sportowe Fakty.

Polakom we znaki dają się ceny paliw. Aktualnie za litr benzyny lub oleju napędowego musimy zapłacić około ośmiu złotych. Nic więc dziwnego, że wiele osób podejmuje decyzję o zmianie środka transportu, aby zaoszczędzić sporą kwotę. Jak się okazuje, jedną z takich osób jest zawodnik Stelmet Falubazu Zielona Góra, Krzysztof Buczkowski. Mieszka od w Grudziądzu, a stamtąd do Zielonej Góry jest aż 500 kilometrów. W rozmowie z WP Sportowe Fakty Buczkowski mówi wprost, że rachunki za paliwo były tak wysokie, że postanowił podróżować pociągiem.

Zobacz wideo Lewandowski numerem jeden na liście życzeń Barcelony? Potwierdza kataloński dziennikarz

Tai WoffindenTai Woffinden wyzywa rywala do walki w klatce. Klub reaguje

Pociąg tańszy niż samochód. Zawodnik Falubazu pokonuje 500 km w jedną stronę

- Postanowiłem jeździć pociągami, bo praktycznie każda podróż samochodem kosztowała mnie coraz więcej. Pociągiem nie dość, że jest taniej, to dodatkowo mam czas poczytać książkę, czy po prostu porozmyślać. Zwykle w przedziałach jest dość luźno, więc czas mija dość szybko. Zwykle podróż do Zielonej Góry zajmuje mi pięć godzin, czyli w sumie szybciej niż samochodem – twierdzi żużlowiec.

Więcej treści sportowych znajdziesz również na Gazeta.pl

Minusem takiego rozwiązania może być to, że pociągi mogą się opóźnić. Wówczas istniałoby ryzyko, że Buczkowski nie zdąży na mecz. Zapewnia jednak, że do czegoś takiego nie dojdzie. - Do tej pory w tym sezonie tylko raz miałem przygodę z koleją i z meczu ligowego wracałem aż 16 godzin. Uspokajam jednak kibiców, że nie ma możliwości, bym spóźnił się na jakieś spotkanie, bo zwykle do Zielonej Góry wybieram się dzień wcześniej, by spokojnie potrenować i nie martwić się o ewentualne utrudnienia w podróży. Po meczach zwykle w okolice domu podrzucają mnie znajomi. Jak na tyle przejazdów uważam, że jedna wpadka to nie jest dużo – powiedział.

Michael Palm Toft zaliczył niesamowicie groźny wypadek, ale wstał po nim o własnych siłach.Przerażający wypadek na torze, kibice zakrywali oczy. Za chwilę zaskoczenie [WIDEO]

Buczkowskiego ceny pali i tak jednak uderzą po kieszeni. O ile jest on w stanie zaoszczędzić na swoich przejazdach, to nie ma mowy o tym samym w przypadku transportu sprzętu, m.in. motocykli. Te podróżują busem, który w trakcie sezonu robi tysiące kilometrów. - W Polsce być może jestem pierwszym zawodnikiem, który wybrał taki rodzaj transportu. W Wielkiej Brytanii jednak już od lat żużlowcy podróżują na spotkania pociągami i nie jest to dla nich żadna nowość – dodaje.

Więcej o: