Bił żonę, miał obsesję, aż w końcu zadzwonił: Zastrzeliłem Pam, teraz zastrzelę siebie

Paweł Karpiarz
Miał twarz dziecka, niebywały talent i obsesję zostania mistrzem świata na żużlu. Ale zapisał się w historii jako czarny charakter jednej z największych tragedii i zagadek w dziejach sportu. Dlaczego w maju 1986 r. Kenny Carter najpierw zamordował własną żonę, a potem popełnił samobójstwo?

26 maja 1986 roku. Ron Oldham, przyjaciel brytyjskiego żużlowca Kenny'ego Cartera, odebrał telefon. Po drugiej stronie usłyszał głos sportowca. - Brzmiał na strasznie przygnębionego. Powiedział: "Zastrzeliłem Pam, a teraz zastrzelę siebie. Nic nie mów, bo teraz będzie o dzieciach. Mam sporo pieniędzy. Weź je i dopilnuj, żeby niczego im nie brakowało". Dodał, że bawią się poza domem i że zaraz odbierze sobie życie. "Więcej się nie usłyszymy. Żegnaj". I odłożył słuchawkę – wspominał Oldham, który próbował oddzwonić, ale bezskutecznie. Kenny Carter po tym, jak zamordował własną żonę, usiadł na brzegu łóżka. Przeładował strzelbę, wycelował w klatkę piersiową i oddał strzał. Tak zakończył życie pełne rodzinnych dramatów i sportowych rozczarowań, które najpewniej doprowadziły do tragicznego finału.

Zobacz wideo Dlaczego Iga Świątek nie miażdży tak jak przed Roland Garros? Powtarzała tylko: kilka dni wolnego

Krzysztof CegielskiLekarze mówili: Nigdy nie wstaniesz z wózka. Cegielski zatańczył na weselu

Kenny Carter był najstarszym synem Mala i Christine. Miał również dwóch braci, Alana i Malcolma. Ich ojciech prowadził własny biznes. Sprzedawał używane samochody i był dilerem motocykli Suzuki. Dlatego Kenny już od dziecka miał styczność z jednośladami. I bardzo szybko je polubił. Już kiedy miał sześć lat, otrzymał swój pierwszy pojazd. Znakomicie sobie z nim radził i niedługo później dostał mocniejszą maszynę, a potem jeszcze kolejną. Wstąpił do młodzieżowego stowarzyszenia motocyklowego i czynił bardzo szybkie postępy. Awansował do seniorów i tam również zachwycał. Starsi koledzy patrzyli na niego z zazdrością i stosowali czasami nieczyste sztuczki, żeby mu przeszkodzić. Wtedy Kenny rywalizował w zawodach crossowych. Ojciec postanowił zmienić tor kariery chłopaka. Na żużlu mógł zostać bohaterem lokalnej społeczności. I na dodatek nieźle zarobić.

Cios. I kolejny. Jak Kenny coraz bardziej zamykał się w sobie

W 1970 r. rozpoczęła się sekwencja zdarzeń, która prawdopodobnie ostatecznie doprowadziła do tragedii 16 lat później. Matka Kenny'ego miała poważny wypadek samochodowy. Tak poważny, że do końca życia pozostała sparaliżowana. Ale jeszcze większą tragedią dla rodziny był fakt, że w wypadku zginął Malcolm, który też był na pokładzie auta. Miał cztery lata. W efekcie rodzinnego dramatu rodzice Kenny'ego wzięli rozwód. To był dopiero pierwszy, ale potężny cios w serce młodego Cartera. Starał się nie uzewnętrzniać i skupić na sporcie.

Mal nie odciął się od rodziny całkowicie. Zostawił jej dom, a pozostałych dwóch synów wspierał finansowo i nie tylko. Zrobił użytek ze swoich kontaktów. Jednym z nich był Eric Boothroyd - kapitan, a później promotor miejscowego żużlowego klubu Halifax Dukes. Carter wybłagał u niego, żeby Kenny mógł sprawdzić się na torze. Nie radził sobie źle, ale Boothroyd wspominał, że postawiłby na również trenującego wówczas Rona Halsama, późniejszego mistrza świata. Jednak tydzień później Boothroyd mógł przecierać oczy ze zdumienia, bo Kenny radził sobie o wiele, wiele lepiej niż za pierwszym razem.

Dzięki staraniom Mala, Kenny miał w zasadzie pewny kontrakt w Halifax Dukes, ale z zastrzeżeniem, że podpisze go dopiero w 1978 roku, czyli wtedy, kiedy będzie miał 17 lat. Do tego momentu miał trenować. Jeden z treningów przyniósł mu kolejny cios. 3 grudnia 1977 roku Carter zderzył się z 20-letnim Stuartem Shirleyem. Rywal Kenny'ego z impetem uderzył w metalową barierkę okalającą tor. Nie uratowano go. Chłopak poniósł śmierć na miejscu.

W 1978 r. Kenny został wypożyczony do klubu Newcastle Diamonds. I znowu cios. W jego trzecim meczu klubowy kolega, 18-letni Chris Prime, zginął w bardzo podobny sposób – uderzył w metalową barierkę. Ponownie Carter przetrawiał to sam i nie prosił nikogo o wsparcie. Znowu starał się skupić na sporcie. A w nim był rewelacyjny. W pierwszym sezonie stał się gwiazdą zespołu. Zachwycano się nim i wróżono wielką przyszłość. Jego ojciec przestał sponsorować innych zawodników i skupił się tylko na Kennym. Wydawało się, że wszystko układa się dobrze.

Wypadek Lee Richardsona. Mija 9 lat od śmierci żużlowcaTragiczne wieści ze szpitala. Szok, a potem Polska obejrzała żałosny spektakl

Pewnego dnia Kenny odwiedził swój dom rodzinny razem ze swoim przyjacielem, Jimmym Rossem. Młody Carter zastał w nim swoją martwą matkę. 36-letnia kobieta załamała się po stracie dziecka i nie mogła też znieść ciągłego bólu i przykucia do łóżka. Popełniła samobójstwo, przedawkując leki przeciwbólowe. Kenny natychmiast wezwał karetkę, ale było już za późno.

Scenariusz znowu się powtórzył. Kenny tłumił emocje. W biografii "Tragedia: historia Kenny'ego Cartera" Jimmy Ross przyznał, że żużlowiec zwierzył się z jednej rzeczy. - Po jej śmierci wyznał, że czuje się winny, kiedy przypomina sobie chwile, gdy ignorował jej wołanie, lub wkurzał się, kiedy był zajęty grą w piłkę na podwórku, a ona mu przerywała. Naprawdę go to dręczyło, choć w rzeczywistości zachowywał się jak każdy dzieciak, którego matka wymaga stałej opieki – powiedział. Dodał też, że po śmierci matki Kenny położył się do łóżka i płakał przez całą noc. Należy tutaj wspomnieć, że to właśnie Carter kupował i dostarczał matce leki, które ostatecznie przedawkowała.

Z wielu tragedii, które dotknęły Cartera, to właśnie ta wydaje się największa i najważniejsza w kontekście tego, jak wyglądało jego późniejsze życie. Wtedy złożył obietnicę. W hołdzie dla swojej mamy chciał zostać indywidualnym mistrzem świata na żużlu. Tak rozpoczęła się jego obsesja na tym punkcie.

Kenny niewątpliwie miał talent. Pieniędzy, dzięki ojcu, też mu nie brakowało. Miał mentalność zwycięzcy. We wszystkim musiał być najlepszy. Nie tylko w żużlu, ale nawet w grach towarzyskich. Ale żeby zostać mistrzem świata trzeba było czegoś więcej.

Obsesja zwyciężania

- Aby być mistrzem świata, nie możesz tylko mieć w swojej świadomości, że jesteś najlepszy. Zostanie nim nie jest wcale łatwe. Potrzebujesz szczęścia, dobrych ludzi wokół siebie i jeszcze paru innych rzeczy.  Pieniądze nie wystarczą, a dzięki ojcu mieliśmy ich naprawdę dużo. Wszystko musi być dopracowane od A do Z. Kenny, pomimo wielkiego talentu, nie miał w karierze momentu, w którym wszystko potrzebne do mistrzostwa miałby jednocześnie. To udawało się innym, ale nie jemu. Nie rozumiał tego i to go frustrowało. Miał przeświadczenie o swojej doskonałości. Nie każdy może zostać mistrzem. To trzeba zrozumieć. Ani ja, ani Kenny mistrzami świata nie byliśmy, bo po prostu nie byliśmy najlepsi – mówił brat Kenny'ego Alan, który ścigał się w szosowych zawodach motocyklowych (cytat za portalem po-bandzie.com.pl).

 Widok z lotu ptaka stadion Motoarena Polacy mają najlepszy stadion na świecie. "Jedyny argument, abym wznowił karierę"

W 1981 miał pierwszą szansę na wygranie MŚ, ale wcześniej sam był blisko śmierci. Podczas jednego z wyścigów Carter ścigał Hansa Nielsena. Ale w pogoni za nim uderzył o jego tylne koło i wystrzelił jak z procy i uderzył głową o tor. Na szczęście miał na sobie kask, który był pełen krwi, kiedy do Cartera dobiegł lekarz. Spodziewał się najgorszego, ale skończyło się na złamanej szczęce w ośmiu miejscach. Efektem ubocznym było to, że Carter szczerze znienawidził Nielsena. Do końca oskarżał go o to, że specjalnie zamknął gaz, żeby Carter na niego wpadł.

Kenny wrócił szybko i w tym samym roku zajął drugie miejsce w mistrzostwach Wielkiej Brytanii. Każda porażka czy niepowodzenie mocno frustrowało Kenny'ego i wpływało na jego późniejsze zachowanie. Po wyścigu krzyczał, że o drugim miejscu nikt po latach nie będzie pamiętał. Druga pozycja dała mu jednak przepustkę do kolejnych turniejów kwalifikacyjnych do indywidualnych mistrzostw świata, do których w końcu się dostał. 5 września odbył się finał. Po 12 biegach Carter był jedynie za swoim wielkim rywalem Brucem Penhallem. Jednak w decydującym momencie, w 14. odsłonie zawodów, Cartera zawiódł sprzęt. Wtedy stało się jasne nie tylko to, że Carter przegra złoto, ale że w ogóle nie znajdzie się na podium. Ostatecznie zajął, bardzo rozczarowujące dla niego, piąte miejsce.

Kolejna szansa na upragnione złoto MŚ nadarzyła się rok później, 28 sierpnia 1982 roku. Zaledwie trzy tygodnie wcześniej Carter miał wypadek na torze, w którym połamał sobie żebra, a jedno z nich przebiło mu płuco. Lekarze odradzali mu podróż do Los Angeles, gdzie miały się rozstrzygnąć losy tytułu, ale pragnienie zdobycia tytułu mistrza świata było silniejsze. Poza tym finał odbywał się w USA. Kenny nie lubił Amerykanów, których oskarżał o stosowanie dopingu. Nie było lepszego miejsca i momentu, żeby pokonać Penhalla, który był faworytem tamtejszej publiczności.  

Po trzech seriach startów Carter miał punkt więcej od Amerykanina. Kluczowa miała okazać się czternasta gonitwa. Zaraz po starcie Kenny był za Penhallem. Wyprzedził go, niemal powodując upadek Amerykanina, ale ten zaraz potem minął Brytyjczyka, który… wywrócił się. Sędzia uznał, że to Carter był winien przerwania wyścigu i został wykluczony. Decyzja była kontrowersyjna, ale fakt był taki, że kolejny raz Brytyjczyk został pozbawiony szansy na złoto. Cała świta Kenny'ego próbowała przekonać sędziego do zmiany decyzji. W parkingu doszło do ogromnego zamieszania, ale niczego ono już nie zmieniło. To, czy decyzja była słuszna czy nie, do dzisiaj budzi dyskusje fanów żużla.

Trzecią i ostatnią zarazem próbę zdobycia złota w indywidualnych MŚ Carter podjął w 1983 r., ale wówczas po prostu przegrał na torze. Tym razem brakującym elementem układanki mogła być nieobecność w jego ekipie jego dotychczasowych współpracowników. Pojawiły się również kontrowersje dotyczące samego toru, który miał być przygotowywany przez gospodarzy (Niemców) tak, aby pasował ich faworytowi, Egonowi Muellerowi. To właśnie on sięgnął po tytuł.

Kolejnych szans nie było. W 1984 roku przeszkodziła mu złamana noga po jednym z upadków na torze. Mimo niedoleczonej kontuzji i bólu próbował się zakwalifikować, ale to się nie powiodło. Rok później podczas turnieju eliminacyjnego znowu zaliczył upadek i złamał tę samą nogę, co wcześniej.

Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) w czasie rywalizacji w cyklu Grand Prix 2022Kwalifikacje w żużlowym GP okazały się chybionym pomysłem

- Na pewno to był wielki, o ile nie gigantyczny talent w tamtych latach. Różnica była jednak taka, że inni, oprócz talentu, cały czas pracowali, dążyli do jeszcze większej doskonałości. Carter myślał chyba, że talent wystarczy do wszystkiego, a reszta przyjdzie sama. W żużlu jest inaczej. Talent trzeba połączyć z pracą. Do tego zawsze musisz mieć po swojej stronie szczęście. Myślę, że to był w jakimś stopniu jego problem. Za bardzo był przekonany o swojej doskonałości. Był doskonałym zawodnikiem, ale jako człowiek nie zawsze był przyjemny. Wynikało to właśnie z tej chorej pewności siebie. Wszystko było super na początku – tor wspaniały, pogoda wspaniała. Ale gdy coś jednak zaczęło iść nie tak, to wszystko było nagle do d…. Miał wielki talent, ale jeszcze większe przekonanie o swojej doskonałości – mówi Mueller cytowany przez po-bandzie.com.pl.

Szkolna miłość, tragiczna śmierć

Te wszystkie rozczarowania, pechowe porażki i inne pomniejsze wydarzenia mocno frustrowały zawodnika. Stawał się trudny w kontaktach międzyludzkich. – Kenny w moich oczach był za bardzo impulsywny i chyba zbyt przeświadczony o swojej doskonałości. Pieniądze, wbrew opiniom, nie były dla niego najważniejsze. Dla niego najważniejszy był sukces i indywidualne mistrzostwo świata. To był priorytet. Nic innego się dla niego liczyło. Na pewno z roku na rok frustracja w nim narastała. To, co później się stało, trudno sensownie wytłumaczyć. Problemy w związku to jedno, ma je wielu ludzi, czyny to drugie - mówi w rozmowie z serwisem po-bandzie.com.pl były menadżer angielskiej reprezentacji, Reg Freaman.

W 1981 r. Kenny wziął ślub z Pamelą, miłością jeszcze z czasów szkolnych, ale ich związek nie układał się dobrze. Carter był chorobliwie zazdrosny, aż w końcu Pam została więźniem we własnym domu. Kenny tłumił jej wszelkie dodatkowe aktywności. Krążyły nawet plotki, że Pamela rzeczywiście ma kochanka, ale w rozmowie z ojcem przysięgała, że to nieprawda. Nawet Kenny zdawał się w to w końcu uwierzyć.

Ale nie mogło przykryć tego, co już między nimi zaszło. Już przed ślubem Pam miała być bita przez żużlowca. Dawał o sobie znać jego wybuchowy charakter. Miarka przebrała się w końcu w połowie maja 1986 roku. Po jednej z kolejnych kłótni kobieta wyprowadziła się do rodziców, zabierając ze sobą dzieci – 3-letnią Kelly i 2-letniego Malcolma. Kilka dni później wróciła do domu i ogłosiła Kenny'emu, że chce odejść. Ten zagroził, że ją zabije, jeśli spróbuje. Była wówczas w asyście kuzyna i odjechała stamtąd razem ze swoimi rzeczami.

Emil SajfutdinowLegenda Apatora oburzona decyzją ws. Sajfutdinowa. "Ręce opadają"

21 maja 1986 roku Kenny zadzwonił do Pam, żeby ta oddała mu klucze do domu. Ojciec kobiety, Bob, mając w pamięci groźbę Cartera i generalnie jego charakter, bał się puścić kobietę samą. Kenny zapewnił go jednak, że w domu nikogo nie będzie, bo on spędza ten czas z rodziną. Dodatkowo, Bob sam zabrał z domu pary strzelbę. O 18:30 Pam pojawiła się w domu. Kiedy otworzyła drzwi, zobaczyła tam swojego męża z nabitą strzelbą, którą pożyczył od kolegi. Natychmiast zaczęła uciekać, ale potknęła się, a Carter strzelił jej w plecy. Pam zginęła na miejscu. Następnie Carter skontaktował się z Oldhamem i popełnił samobójstwo. Jedna z sąsiadek, zaniepokojona odgłosami, podniosła alarm. Pod dom podjechał ojciec Pam z synem, a potem policja, ale nic nie można było już zrobić.

Kenny szykował się do popełnienia zbrodni. Oprócz wypożyczenia strzelby napisał też list pożegnalny. "Chcę, żeby Ron i Margaret Oldhamowie zaopiekowali się naszymi dziećmi. Przekazuję im również cały swój dobytek. Kocham Pam i nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli żyć oddzielnie. Teraz idę się zastrzelić. Proszę pochować nas razem. Ona mnie kochała. Teraz wreszcie będę przy mamie. Przekażcie bratu, że go kocham i nie mówcie dzieciom o tym, co się stało" – napisał.

Dla przyjaciół i bliskich pary to był szok. Sprawa była bardzo szeroko opisywana przez media, zwłaszcza tabloidy, które plotkowały o romansach i Kenny'ego, i Pam. Dziennikarze potrafili koczować pod domem znajomych żużlowca, żeby czegokolwiek się dowiedzieć. Przyczyny tej tragedii nie są znane do dzisiaj. Ale można jedynie gdybać co by było, gdyby Kenny jednak wygrał upragnione mistrzostwo. Albo gdyby nie tłumił w sobie wszystkich emocji po kolejnych tragediach, które go spotykały. Swoje mogła zrobić też presja – Kenny był nie tylko żużlowcem, ale i biznesmenem. Łączenie tych dwóch światów było dla niego wyczerpujące.  Do tego doszły problemy w związku. Eric Boothroyd wysnuł nawet tezę, że Kenny cierpiał na schizofrenię.

- Kenny zawsze mówił, że ci, co zajmują drugie miejsca, odchodzą w niepamięć. Pamięta się tylko o numerach jeden. To w pewnym momencie była obsesja i w pewnym stopniu miała wpływ na jego zachowanie. W którymś momencie z Pamelą przestało mu się układać – mówił Oldham w rozmowie z "The Sun".

Łukasz RomanekTragiczna śmierć Łukasza Romanka wstrząsnęła polskim sportem. Miał dopiero 23 lata

– Sprawiał wrażenie operowej divy. Był typem introwertyka. Byłem świadkiem, jak nieprzyjemnie i z góry traktował dziennikarzy. Warczał na nich podczas wywiadów. On jeszcze mógł wiele osiągnąć. Nie wierzę też w te historie, że problemy biznesowe miały wpływ na to, co się stało. On chyba jako pierwszy sprzedawał w Anglii swoje gadżety na stadionie. Tam przy ich stoisku zawsze były tłumy kibiców. Na pewno do biznesu nie dokładał. Miał dopiero 25 lat. Ktoś mi opowiadał po tym, co się stało, że Kenny powiedział, że u Carterów w rodzinie rozwodów nigdy nie będzie. Faktycznie nie było. Sprawę załatwił inaczej – dodał Mueller w rozmowie z po-bandzie.com.pl.

Carter osierocił dwójkę dzieci. W życiu jego syna, Malcolma, również rozegrał się dramat, aczkolwiek to on był jego sprawcą. W 2003 r. został skazany na pięć lat więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Nie okazał skruchy twierdząc, że prowadzi auta bardzo dobrze i nie stwarzał zagrożenia na drodze. W rzeczywistości przekroczył dopuszczalną prędkość.

Więcej o: