Wszedł do boksu i się rozpłakał. Wcześniej złamany kręgosłup. "Najgorsze już za mną"

Jakub Seweryn
- Trochę czasu od tego minęło, prawda? - mówi Sport.pl Tai Woffinden, zapytany o swoje ostatnie zwycięstwo w żużlowej Grand Prix. Choć trudno w to uwierzyć, trzykrotny mistrz świata po raz ostatni wygrał zawody GP jeszcze w 2018 roku. - Z niecierpliwością czekam na sobotę - przyznaje przed sobotnimi zawodami w Pradze, gdzie zwyciężał trzykrotnie, a rok temu był na podium. Grand Prix Czech w Pradze w sobotę o godzinie 19:00. Transmisja w Eurosporcie Extra na Playerze.

Ostatnie sezony w Grand Prix nie należą do Taia Woffindena. 32-letni Brytyjczyk, trzykrotny mistrz świata na żużlu (2013, 2015, 2018), od ponad trzech lat nie wygrał ani jednych zawodów z udziałem najlepszych żużlowców świata. Mimo to, w 2020 roku został wicemistrzem świata, ustępując jedynie Bartoszowi Zmarzlikowi.

Zobacz wideo "Zawieszam rękawice (ale tylko na chwilę) na kołku. Nie będzie przeskakiwania z MMA do boksu"

- Trochę czasu od tego minęło, prawda? - mówi Woffinden w rozmowie ze Sport.pl, zapytany o swoją ostatnią wygraną w Grand Prix. Przed sobotnim GP Czech w Pradze zawodnik z Wielkiej Brytanii jest jednak dobrej myśli. - Wierzę, że tym razem mi się uda zwyciężyć, choć w takich zawodach nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. W ostatnim czasie pracowaliśmy naprawdę ciężko, by pewne rzeczy poprawić po niezbyt udanym początku sezonu, i teraz jeździ mi się już zdecydowanie lepiej. Z niecierpliwością czekam na sobotę – zaznacza.

Turniej w Pradze Woffinden zawsze zaznacza w kalendarzu GP. W Czechach wygrywał trzykrotnie – w 2013, 2014 i 2015 roku. Dwa lata temu był dwukrotnie drugi, a w ubiegłym sezonie trzeci. - To świetne zawody. To dość mały i techniczny tor, ale też nie jest tak, że nie ma się gdzie rozpędzić. Nie mogę się doczekać tych zawodów, zabieram nawet ze sobą moją rodzinę, aby zrobić jej małą wycieczkę, jak co roku, gdy wybieramy się do Pragi – zdradza zawodnik Betard Sparty Wrocław.

Bartosz Zmarzlik broni się przed upadkiem w półfinaleCzech wyznaje: To wy, Polacy, jesteście naszym największym paliwem

W ostatnich latach zawody w Pradze były jednak nielicznymi pozytywnymi występami „Tajskiego" w sezonie. Zapytany o powód takiego stanu rzeczy, Woffinden rozpoczyna dość specyficzną wyliczankę:

- Cóż, w 2019 roku złamałem łopatkę i kręgosłup, w 2020 złamałem rękę oraz stopę. I to dwukrotnie! Raz u siebie we Wrocławiu i raz w Lublinie. W poprzednim sezonie z kolei pozrywałem wszystkie więzadła w barku. To nie był dla mnie łatwy czas, jeśli chodzi o kontuzje, a i w tym sezonie miałem chyba dwa wypadki – mówi. - Taki jest jednak żużel, który kochamy. Wypadki to część tego sportu, ale wierzę, że najgorsze już za mną. Staram się iść do przodu, przede mną jeszcze wiele ścigania. Jak będę jeździł tak długo jak Greg Hancock (amerykański mistrz świata jest w teamie Woffindena – red.), to będę jeszcze rywalizował 10-12 lat.

Wielkie odrodzenie Woffindena? "Oczywiście!"

Tai Woffinden miał bardzo trudny początek sezonu. W GP Chorwacji w Gorican był dopiero trzynasty, a do tego zdarzały mu się kiepskie występy w Speedway Ekstralidze. W ostatnim czasie jednak Brytyjczyk wrócił na dobre tory – na Stadionie Narodowym był już w półfinale. Woffinden nie chce wracać do tego, co miało miejsce w pierwszych tygodniach sezonu 2022.

- To już bez znaczenia. Dokonaliśmy pewnych zmian i ciężko pracowaliśmy, aby wrócić na poziom, do którego przyzwyczaiłem kibiców. Wygląda na to, że się udało – przyznaje z radością.

Czy to oznacza, że trzykrotny mistrz świata może się jeszcze włączyć do walki o czwarty tytuł mistrzowski lub choćby podium na koniec cyklu? - Oczywiście! Za nami dopiero dwie rundy. Po Chorwacji byłem chyba drugi czy trzeci od końca, w Warszawie udało się nieco awansować. Kolejny krok w górę klasyfikacji chcę zrobić w Pradze. Zobaczymy, dokąd to wspinanie zaprowadzi mnie na koniec sezonu – dodaje Brytyjczyk.

Grand Prix Polski .Żużel podbił serca Polaków. Najlepszy wynik od 20 lat

Optymizm Woffindena opiera się na tym, że w czołówce klasyfikacji generalnej panuje spory ścisk. Pierwszego Bartosza Zmarzlika od czwartego Macieja Janowskiego dzielą tylko trzy punkty. - Trudno stwierdzić, kto obecnie jest faworytem. W ostatnich latach trudno przewidzieć, kto zostanie mistrzem świata. Wielu żużlowców jest na podobnym poziomie i wszystko sprowadza się do tego, co wydarzy się na torze w kolejnych rundach. A wiemy, od jak wielu rzeczy zależy to, kto będzie najlepszy. Nie bez powodu jednak są to mistrzostwa świata, a moim celem jest to, żeby po nieudanym początku teraz wspinać się coraz wyżej i wyżej – analizuje Tai.

Jedno jest pewne – zarówno Woffindenowi, jak i Zmarzlikowi czy Janowskiemu w tym sezonie ubyło dwóch poważnych konkurentów. Rosjanie Emil Sajfutdinow i broniący tytułu Artiom Łaguta zostali wykluczeni z rywalizacji. Cierpi na tym jednak m.in. klub Woffindena – Betard Sparta Wrocław. Co na to Brytyjczyk? - Szczerze mówiąc, nie chcę o tym rozmawiać. Nie ma to już większego sensu. Podjęto taką, a nie inną decyzję, która już nie zostanie zmieniona – ucina temat.

Zwycięstwo w Ekstralidze? "Smakowało jak pierwsze mistrzostwo świata"

Choć indywidualnie w Grand Prix Tai Woffinden ostatnio przestał wygrywać, pod kątem drużynowym rok 2021 był dla niego bardzo udany. Z Betard Spartą Wrocław świętował on swoje pierwsze drużynowe mistrzostwo Polski, a do tego dołożył również triumf z Wielką Brytanią w Speedway of Nations.

- Zwycięstwo w Ekstralidze z kolei smakowało jak moje pierwsze mistrzostwo świata. Naprawdę! - nie kryje Woffinden. - Pracowaliśmy ciężko na to przez 10 lat. Gdy trafiłem do Wrocławia, nie wspierało nas wielu kibiców. Potem zaczęła się modernizacja stadionu, przez co rywalizowaliśmy w Poznaniu, ale gdy wróciliśmy do siebie, to nagle co tydzień na stadionie był komplet. Przez lata byliśmy naprawdę blisko tego tytułu, a gdy zapewniliśmy sobie mistrzostwo, rozpłakałem się w swoim boksie. Tak wiele to dla mnie znaczyło – przyznaje.

eWinner 1. liga żużlowa, sezon 2022. Stelmet Falubaz Zielona Góra zremisował 45:45 na torze H. Skrzydlewska Orła Łódź.Polski gigant spadł z ligi, a prezydent rozdał w nagrodę grubą kasę. Oburzenie

- Speedway of Nations to z kolei bardzo trudne zawody. A mnie dodatkowo jeszcze zabrakło drugiego dnia po upadku dzień wcześniej, gdy poradziłem sobie całkiem dobrze. Trzeba też uczciwie przyznać, że w finale doszło do dość kuriozalnej sytuacji, ale i tak ten tytuł był czymś, w co celowałem przez lata. W końcu się udało! - zaznacza Tai, wspominając, że drugi dzień Speedway of Nations musiał opuścić z powodu kontuzji, a mimo to wraz z Robertem Lambertem i Danem Bewleyem zdołali sięgnąć po główne trofeum, po tym jak w finale przewrócił się Maciej Janowski.

A co trzeba, żeby zostać mistrzem świata? - Jeszcze kilka lat temu, gdy zdobywałem tytuł, system punktowania sprzyjał przede wszystkim dobrej stabilnej jeździe przez całe zawody i cały sezon. Teraz jednak liczą się zwycięstwa w poszczególnych zawodach Grand Prix. Możesz źle rozpocząć wieczór, ale rzutem na taśmę awansować do półfinału, a potem wygrać całe zawody i na koniec zdobyć najwięcej punktów do klasyfikacji – opowiada Woffinden.

- Dlatego też rywalizacja o mistrzostwo świata jest zdecydowanie bardziej otwarta. Kiedyś, gdy źle zaczynałeś, ponosiłeś już duże straty, a mój przypadek jest prawdopodobnie jednym z powodów, dlaczego to zmieniono. Pamiętam jedne zawody, gdy zdobyłem więcej punktów do klasyfikacji od ich zwycięzcy Jarosława Hampela, gdyż po prostu przez cały wieczór, w kolejnych wyścigach punktowałem lepiej od niego, ale to on wygrał w finale – dodaje brytyjski żużlowiec.

- Ale teraz jest też nowe otwarcie. Grand Prix zostało przejęte przez Discovery, co uważam za świetną rzecz i sam czekam na to, by zobaczyć, jak będzie wyglądał żużel w najbliższych latach – kończy Tai Woffinden.

Żużlowe Grand Prix Pragi odbędzie się w sobotę 28 maja o godzinie 19:00. Transmisja w Eurosporcie Extra na Playerze.

Więcej o: