Legenda wraca! "W Polsce chcieli, żebym przegrał. Zawsze byłem tym złym"

Jakub Seweryn
- W Polsce wielu kibiców chciało, żebym przegrał, wspierając przy tym Tomasza Golloba. Z kolei gdy przenosiliśmy się do Szwecji role się odwracały. W Polsce on był tym dobrym, a ja tym złym, a w Szwecji na odwrót. Ale to było dobre: i dla nas, i dla żużla - mówi Sport.pl legenda światowego żużla Szwed Tony Rickardsson.

Tony Rickardsson to sześciokrotny mistrz świata na żużlu. Po latach rozłąki ze speedwayem Rickardsson wraca do żużla jako ambasador cyklu Grand Prix, współpracując nowym promotorem imprezy - Discovery Sports Events. Z okazji wizyty Tony'ego Rickardssona w Toruniu, przed finałem tegorocznego sezonu GP, redakcji Sport.pl udało się porozmawiać z 51-letnią legendą speedwaya. 

Zobacz wideo

Jakub Seweryn: Kto pańskim zdaniem zdobędzie mistrzostwo świata – Bartosz Zmarzlik czy Artiom Łaguta?

Tony Rickardsson: Kończy się świetny sezon. Zmarzlik i Łaguta byli nieco lepsi od reszty i ich wyścig po mistrzostwo jest fascynujący. Może lepiej byłoby, gdyby w walce o tytuł liczyło się więcej zawodników, ale obserwujemy niezwykle zaciętą rywalizację dwóch wspaniałych żużlowców.

Nie jest pan pierwszą osobą, która pyta mnie o to, kto zostanie mistrzem, ale nie podam nazwiska. Powiem tylko jedno – uważam, że ten, kto będzie prowadził w klasyfikacji generalnej po piątkowych zawodach, nie zdobędzie mistrzostwa.

Zaskakujące.

- Tak mówi mi moje doświadczenie. Tak to nazwijmy.

Jak oceniłby pan tę wyjątkową dwójkę, szczególnie Zmarzlika, który cieszy się w Polsce ogromną popularnością?

- Obserwuję jego rozwój od najmłodszych lat. Gdy tylko go spotykam, mówię mu, jak bardzo ekscytującym jest zawodnikiem. Naprawdę. Zawsze jeździ świetnie, niezależnie od tego, czy akurat wygrywa, czy nie. To wspaniały żużlowiec, którego talent znakomicie się rozwinął. Jest na szczycie, będąc zawodnikiem niemal kompletnym, i tak naprawdę nie ma już wielu rzeczy, nad którymi może jeszcze popracować. Świetnie pasuje do tego sportu, ma do niego znakomite nastawienie i życzę mu wszystkiego najlepszego w karierze, bo robi wiele dobrego dla tego sportu.

Jest pan rekordzistą w liczbie zdobytych tytułów mistrza świata (6). Nie boi się pan, że Zmarzlik, który ma zaledwie 26 lat, może przebić pańskie osiągnięcie?

- Absolutnie. Mam nadzieję, że prędzej czy później komuś się to uda! Wierzę, że wydarzy się to jeszcze za mojego życia. Zmarzlik jest na dobrej drodze i z radością sam wręczę mu złoty medal.

Czy jest pan zaskoczony postawą Artioma Łaguty, który zdołał osiągnąć równie wysoki poziom w tym sezonie?

- Łaguta już wcześniej pokazywał, że stać go na wiele. Potrafił jeździć rewelacyjnie, ale czasami drobne rzeczy wybijały go z dobrego rytmu. W tym roku nauczył radzić sobie z tym, że coś czasem może pójść nie po jego myśli. Jest niezwykle szybki, a jego forma jest zarazem stabilna. To jest jego moment, dzięki czemu czeka nas fantastyczna walka w Toruniu o mistrzostwo świata.

DLOTOPolsko-rosyjski wyścig o MŚ. O tytule mogą zdecydować numery startowe

Czy nie ma pan wrażenia, że Polska trochę zdominowała światowy żużel w ostatnich latach? Dotyczy to zarówno Grand Prix, jak i ligi. Jeśli tak, to z czego to pana zdaniem wynika?

- Myślę, że tak, ale uważam to za coś naprawdę pozytywnego. Nie jestem osobą, która teraz chciałaby zniżyć Polskę do poziomu reszty stawki, ale raczej sprawić, żeby ta reszta rosła w siłę i próbowała zrównać się z nią swoim poziomem. Polska wykonuje fantastyczną pracę dla całego żużla, ciągnie cały ten wózek. Rozwój żużla w waszym kraju jest naprawdę ekscytujący i szczerze życzyłbym sobie, aby więcej krajów próbowało do tego poziomu dorównać.

A co pańskim zdaniem sprawia, że Polska jest obecnie wyjątkowa dla światowego żużla?

- Gdy rozpoczynałem się ścigać na początku lat 90., to Anglia była krajem, w którym wręcz trzeba było jeździć, aby liczyć się później w walce o mistrzostwo świata. Była tam bardzo trudna i zacięta rywalizacja. Później bywały lata, że to Szwecja stawała się najsilniejszą ligą, ale już wtedy Polska była "w poczekalni", by przejąć to miano.

Na mecze w Polsce już wtedy przychodziło bardzo wielu kibiców, być może tylko brakowało tylko odpowiedniej organizacji, jak w Wielkiej Brytanii czy Szwecji. Ale Polacy potrafili przejąć to, co dobre w innych krajach, i przełożyć to na własne podwórko. Teraz dzięki temu otrzymali produkt końcowy w postaci zdominowania światowego speedwaya. Żużlowa Polska jest świetnie zorganizowana i ma zdecydowanie najsilniejszą ligę. Mogę wam tylko tego pogratulować. Dobra robota.

Jak pan wspomina rywalizację w Polsce i z polskimi zawodnikami, przede wszystkim Tomaszem Gollobem?

- Miałem to szczęście, że w trakcie kariery mogłem rywalizować ze swoimi idolami, takimi jak Hans Nielsen, ale taka najbardziej zacięta i najfajniejsza rywalizacja była właśnie z Tomaszem Gollobem. Jesteśmy w tym samym wieku i mieliśmy ogromne wsparcie ze strony swoich rodaków. Kiedy byłem w Polsce, czułem, że wytwarzam wiele emocji. Bardzo wielu kibiców chciało, żebym przegrał, wspierając przy tym Tomasza. Z kolei gdy przenosiliśmy się do Szwecji, role się odwracały. W Polsce to on był tym dobrym, a ja tym złym, w Szwecji było na odwrót. Rywalizacja ta sprawiała również, że przez cały czas starałem się podnosić poziom swojej jazdy, ale też Tomasz zawsze starał się mnie dogonić. To było coś dobrego zarówno dla nas, jak i dla całego żużla. To był świetny rywal. Poza torem mam do niego ogromny szacunek, ale na torze byliśmy zażartymi wrogami.

Wygrał pan w tym czasie aż sześć tytułów mistrza świata. Jakie to w ogóle jest uczucie być najlepszym na świecie?

- Jestem osobą, która raczej nie żyje przeszłością. To, czego nie używam przez sześć miesięcy, wyrzucam. Podobnie bywa z moją pamięcią. Mistrzostwa świata niespecjalnie zmieniły moje życie, ale lubię czasem poleżeć, szczególnie jak mam trudny dzień, podrapać się po klatce piersiowej i przypomnieć sobie: "Cóż, przynajmniej byłem sześć razy żużlowym mistrzem świata, więc coś w tym życiu udało mi się osiągnąć".

Jest coś, czego panu brakuje lub czego pan żałuje?

- Raczej nie... Ważne decyzje, które podejmowałem, poprzedzały długie rozważania. Oczywiście, patrząc na jakieś drobne rzeczy, czasem byłem na coś wściekły lub powiedziałem o kilka słów za dużo, czego potem żałowałem, ale koniec końców zakończyłem karierę będąc na szczycie, z czego jestem bardzo szczęśliwy. Jestem również wdzięczny za to wszystko, co dał mi ten sport.

Patrząc wstecz, nie myślę o tym, że może mogłem jeszcze jeździć rok czy dwa. Owszem, byłem dość młody, gdy przestałem jeździć. Miałem 35 lat, ale przez całą karierę dałem z siebie wszystko sportowi, który kocham. Przyszedł jednak moment na nowe wyzwania w życiu i okazało się to świetną decyzją, bo na życie poza żużlem też nie mogłem narzekać. Teraz do niego wracam, ale przez ten czas zdobyłem doświadczenia poza torem, które teraz mogą zaprocentować.

Motor Lublin - Sparta Wrocław 45:45Ale spektakl w finale Ekstraligi! Kosmiczny poziom! Jest nowy mistrz Polski!

Jak pan sądzi, co się dzieje obecnie ze szwedzkim żużlem? W Grand Prix liczy się jedynie doświadczony Fredrik Lindgren, podczas gdy Oliver Berntzon w całym cyklu i Pontus Aspgren z dziką kartą w Malilli zupełnie sobie nie poradzili, a do tego w Grand Prix Challenge nie było ani jednego zawodnika ze Szwecji.

- Oczywiście, nie możemy porównać obecnych czasów z tymi, gdy jeszcze ja jeździłem po torze. Wówczas mieliśmy wielu świetnych zawodników, teraz jest ich trochę mniej. Tak to wszystko po prostu ewoluowało, takie wzloty i upadki się zdarzają. Dzisiaj to Polska jest liderem światowego żużla za sprawą kilku dobrych posunięć w odpowiednim czasie, podczas gdy my w Szwecji być może trochę zawiedliśmy w pracy z młodzieżą, nie było odpowiedniego systemu szkolenia. Ale wierzę, że jest to jeszcze do uratowania. Trzeba jednak patrzeć na wszystko szerzej, w skali światowej. Mam nadzieję, że do tego sportu będzie się przebijało coraz więcej zawodników z całego świata, nie tylko tych krajów, co zawsze. Chcemy się do tego przyczynić i w ten sposób wzmocnić światowy żużel.

W trakcie pańskiej przerwy od żużla był pan prowadzącym szwedzkiej edycji programu Top Gear, a obecnie został pan światowym ambasadorem Speedway Grand Prix. Jak pan się czuje w obu tych rolach?

- Jako ambasador nie będę błyszczał przed kamerami, czy stał i rozdawał autografy. To będzie praca raczej za kulisami, czeka mnie sporo pracy, także biurowej. Chcę stworzyć odpowiedni program szkolenia młodzieży i być dobrym doradcą dla nowego promotora – Discovery Sports Events. Wierzę, że będziemy wspólnie podejmować dobre decyzje dotyczące rozwoju sportowej i organizacyjnej strony żużla. Chcemy stworzyć coś naprawdę fajnego.

Top Gear? Mieliśmy naprawdę bardzo wiele czystej radości z prowadzenia tego programu. To była sama przyjemność, ale niestety, wszystko to przerwała śmierć jednego z prowadzących, Adama Alsinga, który przegrał walkę z COVID-19. To był bardzo smutny koniec bardzo fajnego doświadczenia.

Jak pan widzi najbliższą przyszłość światowego żużla?

- Nie podam konkretnej daty, ale mam nadzieję, że pewnego dnia zobaczymy na torach odpowiednią mieszankę zawodników z Grand Prix, młodzieżowców oraz juniorów, a także świetnie działający program szkolenia, który połączy ich wszystkich na wielkich imprezach i pozwoli wyławiać prawdziwe talenty na największej scenie przed wieloma kibicami.

Więcej o: