"Gość" może wstrzymać pół ligi. Łańcuch potencjalnych infekcji. "Ludzie niedawno się śmiali"

Czy jedna zainfekowana koronawirusem osoba w parku maszyn może zatrzymać pół żużlowej Ekstraligi? Przekonamy się niebawem. Przypadek z meczu PGG ROW - Fogo Unia Leszno i tzw. "gości" pokazuje, jak bardzo ligowy żużel narażony jest na ryzyko rozprzestrzeniania się zakażeń. Dużo bardziej niż piłkarska Ekstraklasa.

Piłkarze w ekstraklasie za kilka dni kończą sezon. Grali po pandemii przez dwa miesiące, bez żadnych nieprzewidzianych przerw. W decydujący moment wchodzą też rozgrywki Fortuna 1. Ligi. W najbliższy weekend z powodu koronawirusa nie odbędą się dwa spotkania żużlowej PGE Ekstraligi (a kolejny mecz został przełożony przez awarię zasilania na stadionie w Gorzowie, więc dojdzie tylko do spotkania Motoru Lublin - GKM Grudziądz). Ekstraliga jeździ dopiero od miesiąca, a już dalszy ciąg jest zagrożony. Martwią się też w żużlowej eWinner 1. Lidze, a kibice, którzy 15 lipca szykowali się na mistrzostwa Europy na żużlu zaplanowane w Gnieźnie, też musieli zmienić swoje plany. Czy żużel ma od piłki nożnej gorsze procedury? Jest narażony na infekcje przez specyfikę zawodów? A może to tylko zwykły pech?

Zobacz wideo "Włoskie media raz kogoś kochają, raz nienawidzą". Z czego wynika problem Ferrari?

Żużlowy łańcuch potencjalnych infekcji

Już w punkcie wyjścia żużlowa liga była w bardziej ryzykownej sytuacji niż piłkarska. W piłce nożnej koronawirus w jednej kolejce może co najwyżej przejść z klubu X do klubu Y lub na ekipę sędziowską. W żużlu może się roznieść dalej. Widać to wyraźnie na przykładzie tego, co stało się Rybniku. W piątek 10 lipca doszło tam do starcia miejscowego PGG ROW-u z FOGO Unią Leszno. Okazało się, że jedna z osób, która była wtedy w parku maszyn, ma pozytywny test na koronawirusa. Osoba z pozytywnym wynikiem jest w izolacji i będzie w niej do momentu wyleczenia i udokumentowania tego testem. Ekstraliga w porozumieniu z władzami sanitarnymi odesłała na tygodniową izolację wszystkie osoby, które były 10 lipca w parku maszyn w Rybniku, lub miały styczność z zainfekowanym. To około 40-50 osób. Mają one zakaz wszelkiej aktywności. Mecze obu tych drużyn w najbliższej kolejce zostały przełożone. 20 lipca ta grupa przejdzie testy genetyczne na COVID-19 (dopiero 20 lipca, bo trzeba trochę odczekać, by mieć większą pewność, czy wirus się rozwija, czy nie). 21 lipca będzie wiadomo, czy doszło do zakażeń.

Ale sprawa może się na tym nie skończyć. W ekipie z Rybnika jako tzw. gość jechał w piątek Adrian Miedziński, na co dzień zawodnik 1. ligowego eWinner Apatora Toruń. Zapis o "gościu" pozwala klubom z najwyższej klasy rozgrywek korzystać z żużlowców z 1. i 2. ligi. Klubom daje to możliwość dysponowania szerszym składem, zawodnikom zarobienia większych pieniędzy i częstszej rywalizacji. Przy epidemii koronawirusa takie mieszanie w składach może być jednak niebezpieczne. Wspomniany Miedziński po gościnnym występie w Rybniku w sobotę pojechał w meczu swojego Apatora. Miał zatem styczność z rywalami, czyli Car Gwarant Kapi Meble Budex Start Gniezno. I na tym oczywiście łańcuszek się nie kończył. Jego koledzy z drużyny i oponenci z Gniezna pojechali bowiem w poniedziałek w Indywidualnych Mistrzostwach 1. Ligi. Brali w nich udział przedstawiciele niemal wszystkich pierwszoligowych klubów.

Dodatkowo jeden z juniorów ROW-u, który jechał w piątkowym meczu, zdążył jeszcze przed pozytywnym testem w jego drużynie wziąć udział w zawodach Ligi Juniorów w Grudziądzu, co potencjalnie może wpłynąć na problemy kliku innych ekip Ekstraligi, które też w Grudziądzu miały młodych zawodników. 

Dobrze, że koronawirusa udało się potwierdzić w ekipie z Rybnika już we wtorek, bo trzech graczy ROW-u i jeden zawodnik Unii Leszno mieli w środę pojechać w indywidualnych mistrzostwach Europy. Z powodu przymusowej izolacji tych drużyn zawody w Gnieźnie odwołano.

Procedury zabezpieczające i co dalej? "Wielu niedawno się śmiało"

Żużel, jak i futbol, musiały powalczyć o odmrożenie lig i stworzyć dość szczegółowy plan, przewidujący także czarne scenariusze. Rząd go zaakceptował. Teraz ministerstwo sportu przygląda się sytuacji.

- Ministerstwo sportu otrzymało dokładny plan wraz ze szczegółowymi wytycznymi i z opisem procedur na wypadek wystąpienia przypadku zakażenia koronawirusem - potwierdza nam biuro komunikacji Danuty-Dmowskiej Andrzejuk. - Wprowadzenie procedur kryzysowych leży po stronie organizatora rozgrywek – słyszymy. Te procedury wprowadzono zaraz po pozytywnym teście. Jeśli wyniki testów z 20 lipca będą negatywne, obie ekipy wrócą do normalnych aktywności i treningów. Ale jeśli będzie kolejny pozytywny wynik, Ekstralidze i 1. lidze grozi lockdown.

Ryzyko, że osoba z Rybnika zainfekowała innych, nie jest duże. Podczas żużlowych zawodów obowiązują specjalne wytyczne sanitarne. Są obowiązkowe maseczki lub przyłbice i rękawiczki dla mechaników, członków sztabu, czy osób funkcyjnych, a po rywalizacji na torze także dla sportowców. Wszystkim ograniczono też czas przebywania w pomieszczeniach zamkniętych. Niemożliwe jest np. korzystanie z szatni. Zawodnicy przed zawodami przebierają się we własnych pojazdach. Podczas zawodów w teorii obowiązuje zachowanie dystansu 2 metrów w każdej strefie obiektu, wyłączając samą rywalizację na torze i współpracę zawodnika z mechanikiem. Ponadto żużlowcy dwóch drużyn w parku maszyn nie powinni mieć ze sobą styczności.

Monitorowanie stanu zdrowia w Ekstralidze opiera się głównie o codzienne kwestionariusze i badanie temperatury ciała przed wejściem do parku maszyn. W procedurze sanitarnej są też zalecenia dotyczące codziennego unikania ryzykownych zachowań i skupisk ludzi. W przypadku zagranicznego wyjazdu zawodnik, trener czy mechanik ma obowiązek na własny koszt zrobić test na COVID metodą genetyczną, techniką PCR i dopiero po zaprotokołowaniu wyników przez władze ligi może dołączyć do treningów czy wziąć udział w zawodach. Ponieważ władze ligi testy dla wszystkich graczy zrobiły tylko raz, przed startem ligi - tym się też różnią od Ekstraklasy piłkarskiej, która testy powtarza - teraz bazują głównie na przyjętych procedurach, ankietach i apelach do sportowców. - Ten nacisk na procedury jest teraz chyba nawet jeszcze większy. Wielu ludzi jeszcze niedawno śmiało się z tych zasad, ale widzimy, dlaczego one są potrzebne - mówi nam Przemysław Szymkowiak, menedżer ds. PR PGE Ekstraligi.

Jeden z żużlowców po wizycie na basenie - co zostało udokumentowane przez kibica - został skierowany na testy na COVID. Musiały przejść je też osoby z dwóch klubów, które poszły na nagranie programu do jednej z telewizji. W piłkarskiej ekstraklasie zawodnicy i trenerzy mają zakaz chodzenia do mediów, w programach uczestniczą jedynie drogą łączeń. Na obligatoryjne testy przez Ekstraligę zostało też wysłanych kilka osób, co do zachowania których żużlowa spółka i jej komisarz sanitarny mieli pewne zastrzeżenia. - W sumie takie dodatkowe testy zostały zaordynowane u 5,6 osób - przyznaje Szymkowiak.

"Nie będzie z naszej strony żadnej taryfy ulgowej"

Według jednego z naszych rozmówców, który mecze Ekstraligi obserwuje z bliska, w ostatnim czasie wśród rywalizujących ekip doszło do pewnego rozluźnienia, jeśli chodzi o stosowanie wytycznych sanitarnych.

- Środowisko żużlowe już od dawna wie, że nie ma żartów z koronawirusem i nie będzie też z naszej strony żadnej taryfy ulgowej w zakresie przestrzegania reguł sanitarnych wśród zawodników - mówi nam Prezes PGE Ekstraligi Wojciech Stępniewski. - Nie ma miejsca na pobłażanie, będziemy nadal surowo przestrzegać zasad, a za najmniejsze przejawy rozluźnienia wyciągać konsekwencje. Jeśli komuś wydaje się, że nasze wytyczne to przesada, to będzie kierowany na ponowne testy - mówi nam Stępniewski.

Na razie procedury związane z rybnicką infekcją w Ekstralidze kończą się na ekipie ROW-u i Unii. Pewne kroki podjęła też 1. liga, głównie w stosunku do osób, które miały kontakt z członkami obu ekip. Decyzji o przekładaniu czy wstrzymywaniu jakichkolwiek spotkań na niższym szczeblu rozgrywkowym na razie nie ma.

- Wszystko będzie zależało od tego, czy Adrian Miedziński i osoby z jego teamu są zdrowe - powiedział w rozmowie ze Sportowymi Faktami przewodniczący GKSŻ Piotr Szymański. - W piątek rano wykonamy im testy. Podjęliśmy w tej sprawie konkretne działania. Jeśli wyniki będą ujemne, to liga pojedzie normalnie - opisywał Szymański.

Władze obu lig na razie nie muszą działać pod presją czasu, sezon niedawno się zaczął, jest w nim kilka terminów rezerwowych. Ze znalezieniem dla przełożonych meczów miejsca w kalendarzu problemów nie będzie. Jeśli testy wykażą infekcje kilku zawodników, kluby będą radziły sobie bez nich, a w meczach skorzystają ze zdrowych zawodników. Przepis o "gościu" czy zastępstwie gracza w tym przypadku bardzo się przyda.

Przeczytaj także:

Więcej o: