"Teraz jest czyściec. Co to znaczy? Kluby przepłacały zawodników, podpisywały kontrakty, na które nie było ich stać. Teraz nie ma takich pieniędzy i nie ma takich zawodników, którzy warci są tych pieniędzy. (...) Trzeba wrócić do zdrowych zasad rynku" - mówi w komentarzu dla Sportowefakty.pl szef PZMot Andrzej Witkowski. Zaznacza też - to pierwsza tak jednoznaczna deklaracja - że liga i związek nie zejdą z tej drogi nawet mimo bardzo realnej groźby ledwie 7-drużynowych rozgrywek. Witkowski przyznał, iż ów czyściec może "spowodować, że liga nie wystartuje w komplecie".
Możliwe, że w ekstralidze nie będzie beniaminka - Rzeszowa. Tam, dość niespodziewanie, klub ma ledwie połowę pieniędzy wystarczających na jazdę w elicie. Mocarstwowe plany runęły wraz z decyzją Marty Półtorak, szefowej firmy Marma Polskie Folie, która - niejako w geście protestu przeciw władzom ligi i PZMot - ogranicza pieniądze przeznaczane na klub żużlowy. Robi więc dokładnie to samo, co w tym roku Roman Karkosik. Właściciel KS Unibax sprzedał spółkę i wycofał się ze sponsorowania żużla również m.in. ze względu na to, jakie były jego relacje z PZMot.
Zakładając brak w lidze Rzeszowa - co jest bardzo realne; trudno będzie namówić kogoś do inwestowania w klub w tak trudnej sytuacji - Enea Ekstraliga będzie przedziwna. Przede wszystkim: nieparzysta liczba drużyn to zawsze - w każdych zawodowych rozgrywkach - problem. Uderza to np. w plan transmisji stacji NC+. Telewizja, która w tym roku wprowadziła ligowy żużel na całkowicie nowy, znakomity poziom medialny, praktycznie nie będzie miała wyboru spotkań. Otrzyma, co kolejkę, trzy.
W czym jednak wybierać, jeśli na wartościowe, mocne składy można liczyć w przypadku tylko Gorzowa, Leszna, Zielonej Góry, Tarnowa i Torunia? Wrocław - jeśli nie wzmocni składu jeszcze jednym klasowym żużlowcem - to przeciętność. Grudziądz, z budżetem na poziomie 5 mln zł, jest w stanie angażować tylko tych, którzy nie znajdą pracy w elicie.
Trudno w takiej sytuacji będzie budować medialną wartość Ekstraligi, która jest tworem coraz bardziej zamkniętym. Jej założeniem - i drogą do sukcesu - było wydobycie żużla spoza kilku rozkochanych w nim ośrodków. Można mieć wątpliwości, czy produkt oparty na kilku małych lub średnich miastach będzie atrakcyjny.
Liga traci - Częstochowę, Gdańsk, prawdopodobnie Rzeszów. Oczywiście nie na własne życzenie - ich brak to pochodna albo żenujących decyzji finansowych, albo sporów i konfliktów. Niezależnie od przyczyn liczy się jedno. Częstochowa to 240 tys. mieszkańców. Gdańsk - 450 tys. Rzeszów - 177 tys. Jeśli klubu z Podkarpacia w ekstralidze nie będzie, ta straci ponad 850 tys. "mieszkańców". A zyska - przy całym szacunku - Grudziądz.
Można oczywiście wskazać, że to jedynie suche liczby. Liga, jako spółka, musi jednak żyć właśnie w świecie liczb. O jej wartości medialnej i atrakcyjności dla sponsorów decydują choćby wyniki telewizyjnej oglądalności, płaszczyzna poświęcana w prasie czy internecie. Naiwnością byłoby sądzić, że kibic z Częstochowy czy Rzeszowa będzie interesował się ekstraligą na podobnym poziomie niezależnie od tego, czy jego zespół będzie - lub nie - w rozgrywkach.
Jest dla traconych ośrodków zaplecze. Nieźle rozwijający się Rybnik - reprezentujący praktycznie górniczy region. Wielkie ambicje ma mały Ostrów Wielkopolski. Najważniejsza, z punktu widzenia ligi, powinna być teraz Łódź - w przyszłości z nowym stadionem i już w elicie. To wszystko jednak przyszłość. Warto myśleć perspektywicznie, ale owa przyszłość dla całego żużla w Polsce stoi pod sporym znakiem zapytania, jeśli czyściec 2015 r. obali następne kluby.
Niemożliwe? Niekoniecznie. Obniżanie kontraktów żużlowców - już widoczne - nie wystarcza. Klubowe budżety oparte są na sprzedaży biletów i karnetów oraz umów ze sponsorami.
Jeśli w lidze zabraknie Rzeszowa, meczów do rozegrania będzie mniej - mniejsze będą więc i wpływy do klubowych kas. Nie chodzi jedynie o samą frekwencję. Jak przekonać chociażby firmę X, by została sponsorem strategicznym drużyny, jeśli właściciel owego przedsiębiorstwa zestawi fakty? Jak nakłonić go do zainwestowania w żużlową spółkę - traktujmy ligę jako przedsięwzięcie biznesowe - gdy zauważy, iż jego reklama będzie eksponowana w sezonie zasadniczym 12 razy (przy czym: nie zawsze na tle atrakcyjnego rywala). Jak przekonać go, iż warto się zaangażować w ten projekt, jeśli ów właściciel firmy pamięta czasy sprzed kilku lat, kiedy klubów w ekstralidze było dziesięć? Altruistów w żużlu już nie ma - są ludzie mający na ten sport pomysł biznesowy. By go realizować, muszą mieć wartościowy fundament działalności.
7-drużynowa liga to też praktycznie ograbienie jej z emocji. Najsłabszy klub z góry będzie znany - Grudziądza nie stać na skład na poziomie konkurencji. Najciekawsze pomysły marketingowe, budowanie żużlowej społeczności i tworzenie w kibicach poczucia odpowiedzialności za losy drużyny nie wystarczy do tego, by wypełnić stadiony. Przyjdą, jeśli otrzymają produkt generujący emocje. A ekstraliga w 2015 r. i kształcie okrojonym jak nigdy wcześniej ich nie wyzwoli.