Liga żużlowa na ostrym wirażu. Koniec tego sportu w Polsce?

Może okazać się, że cały żużel - jako dyscyplina w Polsce - stanie nad przepaścią, bo kary, jakie będzie trzeba zapłacić, są nie do udźwignięcia. Dla kogokolwiek.

Taką przygnębiającą wizję Enea Ekstraligi w Polsce snuje Krzysztof Cegielski - kiedyś żużlowiec, teraz szef stowarzyszenia skupiającego zawodników i ekspert NC+. W przededniu startu rozgrywek nad krajowym żużlem jest widmo zagłady.

To efekt orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie Adama Skórnickiego. Żużlowiec nie zgodził się z tym, iż urząd skarbowy potraktował go nie jak przedsiębiorcę - płacącego 19-procentowy podatek - a nakazał rozliczenie według standardu obowiązującego wszystkich zatrudnionych, a bardzo niekorzystnego z punktu widzenia zawodników. Podobne problemy miał w przeszłości np. Ryan Sullivan, kiedy reprezentował toruński Unibax.

Czy żużlowiec może być bowiem traktowany jak firma i prowadzić działalność gospodarczą oraz korzystać z podatku liniowego na poziomie 19 proc.? A czy klub - formalnie spółka akcyjna - której tenże żużlowiec wystawia fakturę, może od niej odliczać VAT?

Żużlowcy rejestrują prowadzoną przez siebie działalność gospodarczą. Prowadząc firmy, wystawiają faktury klubom. Te z kolei mogą odliczyć od nich VAT. Dla każdego z klubów w skali roku to kilkaset tysięcy złotych.

Urzędy skarbowe coraz częściej kwestionują oba mechanizmy, uznając, że zawodnicy powinni rozliczać się według zwykłej skali podatkowej - a nie 19-procentowej, dla przedsiębiorców - zaś kluby nie mogą odliczać VAT z zawodniczych faktur.

Żużlowcom opodatkowanie dla przedsiębiorców jest bardzo opłacalne. W przypadku fiskusa - wręcz przeciwnie. Kontrakty zawodników idą w setki tysięcy, a czasami nawet w miliony złotych. Jeśli nie byliby rozliczani według podatku liniowego, błyskawicznie trafialiby w 32-procentowy próg podatkowy. A różnica między poziomami robi wrażenie.

Skórnicki w tym tygodniu poznał wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Z punktu widzenia żużlowców jest druzgocący. W pełni podtrzymuje linię urzędów skarbowych - żużlowcy nie mogą stosować 19-procentowego, liniowego opodatkowania. NSA orzekł, że działalność żużlowca różni się od typowo gospodarczej - a to odróżnia realizację kontraktów sportowych od zwykłych przychodów. Wynika to m.in. z tego, iż żużlowcy muszą reprezentować dany klub i nie może w tym ich nikt zastąpić.

W klubach panuje chaos. Zawodnicy będą chcieli wystawiać faktury, których teoretycznie wystawiać nie mają prawa. Szefowie klubów nie mają pojęcia, jak wypłacać wynagrodzenia - powinni, znów w teorii, liczyć się z zaliczkami na podatek, opłacać ubezpieczenia. Żużlowa elita błyskawicznie znajdzie się w 32-procentowym progu podatkowym - co z kolei ograniczy ich realne wpływy. A te przeznaczają m.in. na inwestycje sprzętowe. To z kolei może oznaczać największy kryzys w historii Enea Ekstraligi.

100 procent formy? Boję się! - mówi dyrektor Unibaksu Sławomir Kryjom