Żużel. To szok, co się dzieje z ligą

Polska liga żużlowa regularnie zaskakuje kolejnymi absurdami i skandalami, ale w niedzielny wieczór w Toruniu przebiła wszystkie dotychczasowe. Nie tylko dlatego, że sędzia półfinałowego meczu nie potrafił policzyć sumy sześciu liczb.

Co redaktorzy robią w pracy, gdy nie piszą? Sprawdź na Facebook/Sportpl ?

Mistrz świata i gwiazda Azotów/Tauronu Tarnów Greg Hancock wydarzenia toruńskie nazwał kuriozalnymi. Lider torunian Ryan Sullivan - hańbą. Marek Cieślak, trener kadry i Azotów/Tauronu, niemal rozpłakał się przed kamerą. - To nóż w plecy polskiego żużla! - mówił.

Enea Ekstraliga w przeszłości zasłynęła już nakazem, by fotoreporterzy przychodzili na mecz w śnieżnobiałych koszulach, co miało poprawić medialny odbiór rozgrywek. Nie miała też pomysłu, jak poradzić sobie z preparowaniem torów przez organizatorów spotkań w Polsce. W niedzielę wieczorem przekroczona została kolejna granica absurdu.

Mecz w Toruniu, którego stawką był awans do finału ligi, chciało oglądać 14 tys. kibiców. Tuż po godz. 17 usłyszeli, że mogą iść do domów. Wystarczyło spóźnienie Hancocka, który miał problemy z połączeniem lotniczym do Polski. Amerykanin wylądował w Gdańsku, wyruszył autostradą do Torunia, ale w mieście utknął w korkach. By zdążyć, pobiegł na stadion. Spóźnił się sześć minut i sędzia Piotr Lis go wykluczył.

Zdaniem arbitra oznaczało to też walkower dla Unibaksu. Regulamin ligi - mocno krytykowany przez zawodników - zakłada, że mecz może rozegrać tylko zespół, którego minimalny KSM przekracza 34 punkty. KSM oznacza Kalkulowaną Średnią Meczową, czyli zestawienie przeciętnych wyników w lidze wszystkich zawodników. Lis, zliczając KSM tarnowian, zapomniał o Jakubie Jamrogu. Bez niego średnia Azotów była zbyt niska, więc ogłosił walkower, a media - awans Unibaksu do finału. Wieczorem okazało się, że Lis się pomylił. W poniedziałek Ryszard Kowalski, szef ligi, anulował walkower i wyznaczył kolejny termin meczu - na niedzielę 23 września.

- To, co się dzieje teraz z ligą, to szok - mówi Cieślak.

Ligę krytykują kibice - za medialny upadek, niewykorzystaną szansę przebicia się poza kilka żużlowych miast - i zawodnicy - za próby ograniczania ich zarobków i żądania, by dzielili się z ligą wpływami za reklamy sponsorów na strojach. Dlatego szykują się zmiany. Od nowego sezonu polski żużel nadzorować ma już nowa spółka. Kierować będzie nią - to informacje nieoficjalne - Wojciech Stępniewski, dotychczasowy prezes Unibaksu. Według Cieślaka był jedną z osób, które w niedzielę z zegarkiem w ręku wyliczały minuty spóźnienia Hancocka. Sam Stępniewski mówi o zamieszaniu toruńskim krótko: - Liga bardzo straciła na wizerunku.

Powtórka meczu Azoty/Tauron - Unibaks ? w niedzielę

Więcej o: