0,8 mln zł za podpis, 5 tys. zł za punkt. Tyle płaci się w żużlowej lidze [ZESTAWIENIE]

Kilka klubów w Enea Ekstralidze ma tyle pieniędzy, że może przebierać w ofertach. Inne będą musiały liczyć się z każdym groszem.

Stal Gorzów. Nowe plany mistrzów Polski.

 

Właśnie stabilizacja składu jest sporym atutem Stali. Będzie w nowym sezonie silniejsza niż w obecnym - nastąpi tylko wymiana najsłabszych ogniw. W połowie sezonu można było zwątpić w sens umowy z Linusem Sundstroemem, ale Szwed końcówkę sezonu miał zaskakująco dobrą - w takiej sytuacji pożegnanie ze Stalą nie miałoby większego sezonu. Możliwe jest za to w przypadku Piotra Świderskiego.
Trudno zakładać odejście Nielsa K. Iversena. Mniej pewna jest pozycja Mateja Zagara, ale i na to Stal ma alternatywę - jest ?po słowie? z Michaelem Jepsenem Jensenem.

Według stanu na połowę października - klub w najlepszej sytuacji w Ekstralidze. Powód to nie tylko niemal milion zł premii, jakie od spółki organizującej rozgrywki Stal dostanie za zdobycie złotego medalu. Gorzów - i tak już wcześniej miasto rozkochane w żużlu - żyje tą dyscypliną jeszcze bardziej, więc jesienią i zimą łatwiej będzie zarówno o przychylność władz miasta, jak i sponsorów. W tej sytuacji nawet kredyt, po jaki Stal sięgała przed sezonem, nie jest już wielkim problemem. Widać to już po składzie zespołu. Błyskawicznie skończyła się kwestia przyszłości Krzysztofa Kasprzaka, który szybko przedłużył kontrakt. Ma za sobą najlepszy sezon w karierze, zdobył indydywidualne mistrzostwo Polski, poprowadził Stal do złota w lidze, zajął drugie miejsce w Grand Prix - chętnych na jego usługi byłoby wielu. A wybrał Gorzów. Właśnie stabilizacja składu jest sporym atutem Stali. Będzie w nowym sezonie silniejsza niż w obecnym - nastąpi tylko wymiana najsłabszych ogniw. W połowie sezonu można było zwątpić w sens umowy z Linusem Sundstroemem, ale Szwed końcówkę sezonu miał zaskakująco dobrą - w takiej sytuacji pożegnanie ze Stalą nie miałoby większego sensu. Możliwe jest za to w przypadku Piotra Świderskiego. Trudno zakładać odejście Nielsa K. Iversena. Mniej pewna jest pozycja Mateja Zagara, ale i na to Stal ma alternatywę - jest po słowie z Michaelem Jepsenem Jensenem.

Unia Leszno. Myślami koło Jarosława Hampela.

 

W Unii zostać chciałby Grzegorz Zengota i Kenneth Bjerre. Pierwszy się sprawdził, drugi - nieco rozczarowywał. Mają szansę na następne kontrakty, ale pod warunkiem, że w Lesznie nie uda się zatrudnić kogoś lepszego. Dotyczy to szczególnie Duńczyka.

Srebro zdobyte w tym sezonie to spory impuls dla Unii. Trzon drużyny ma już zbudowany. Kontrakt również na rok 2015 ma Nicki Pedersen - choć rozczarowywał, jego pozostanie w Lesznie jest przesądzone. Dla Unii kluczowe były umowy z młodymi filarami, na których klub chce budować społeczność kibiców. W Lesznie pozostaną lokalne odkrycia: Tobiasz Musielak oraz bracia Piotr i Przemysław Pawliccy. Ich kontrakty to niespodzianka - zakładano, że negocjacje będą wyjątkowo trudne. Okazały się łatwiejsze niż zakładano. Nieoficjalnie - ale coraz głośniej - mówi się o tym, iż Unia chętnie widziałaby w zespole jeszcze Jarosława Hampela. Był jej liderem w przeszłości, ale związał się z ważnym jeszcze przez rok kontraktem z Falubazem Zielona Góra. Problem w tym, że relacje między nim a klubem są bliżej stanu zimnej wojny niż gorącej przyjaźni. Jeśli więc umowę udałoby się rozwiązać, Hampel miałby szansę wrócić do klubu, gdzie czuł się najlepiej. Tym bardziej, że chce tego firma będąca jednym z największych sponsorów Unii. A na tym mocarstwowe plany Unii się nie kończą, bo w jej kontekście wspomina się m.in. o Gregu Hancocku. Zestawienie, w którym wszyscy wymienieni mieliby wspólnie jeździć dla Leszna jest oczywiście niemożliwe, ale i tak skład z Pedersenem, Musielakiem, Pawlickimi i np. Hampelem byłby imponujący. I świadczyłby o tym, że w Lesznie ktoś najwyraźniej ostatnio wygrał sporą sumę w Lotto. W Unii zostać chciałby Grzegorz Zengota i Kenneth Bjerre. Pierwszy się sprawdził, drugi - nieco rozczarowywał. Mają szansę na następne kontrakty, ale pod warunkiem, że w Lesznie nie uda się zatrudnić kogoś lepszego. Dotyczy to szczególnie Duńczyka.

Unia Tarnów. Przykręcony państwowy kurek.

Wygląda na to, że to co dobre w Tarnowie, już się kończy. Klub finansowo oparty głównie na spółkach skarbu państwa ma problem, bo te już zadeklarowały znacznie ograniczenie wsparcia. A bez wielkich pieniędzy od Grupy Azoty oraz Tauron SA, o podobny skład jak w roku 2014 będzie trudno. Nie oznacza to jednak dużego kryzysu. Z południa Polski ruszać się zamiaru nie ma Janusz Kołodziej (na zdjęciu) - związany bezpośrednio i z miastem, i Grupą Azoty. Zapewne uda się też porozumieć z Martinem Vaculikiem - nawet mimo prawdopodobnych obniżki kontraktu. W Tarnowie zostać chce też Krzysztof Buczkowski. Ale już np. Greg Hancock - od soboty nowy mistrz świata - będzie do wzięcia.

SPAR Falubaz - Stal Gorzów SPAR Falubaz - Stal Gorzów Agata Michalak

Falubaz Zielona Góra. Kontrakty są, klimatu - brak.

 

Zielonogórzanie chcą, by Hampel zredukował nieco swoje oczekiwania finansowe wobec roku 2015 w związku z tym, jak prezentował się w tegorocznej lidze. Od tego zależą następne ruchy klubu.
Jeśli Hampel odejdzie, bez problemu można zaoferować sowity kontrakt bardzo mile widzianemu w Zielonej Górze Emilowi Sajfutdinowowi. W Falubazie bez większych problemów mógłby w skali roku liczyć na ok. 1,5-1,6 mln zł - to kwota za wysoka chociażby dla klubu w Toruniu. Siłą Falubazu jest to, iż ważne kontrakty mają niemal wszyscy zawodnicy związani z nim w tym sezonie. Wyjątek to Andreas Jonsson. I właśnie na stabilizację składu zwracają uwagę działacze podkreślając, że nie rewolucji kadrowej w Zielonej Górze nie będzie.

Zielonogórska Myszka Miki trzyma w ręku wielki znak zapytania. Falubaz ma za sobą bardzo trudny sezon. Nierozegrany finał z 2013 r. zaburzył finansowymi planami klubu, który dotychczas był symbolem stabilności finansowej. Porażka w tym sezonie - tak trzeba rozpatrywać brak awansu do finału - rozbiła zespół od wewnątrz. Falubaz stracił wsparcie kibiców, ostatnie mecz sezonu rozgrywał praktycznie przy pustych trybunach. Emocje dostarczały nie jego wyniki, ale tajemnicza sprawa Jarosława Hampela i dopingowe problemy Patryka Dudka. Co dalej z pogrążoną w chaosie żużlową Zieloną Górą? Można oczywiście myśleć o wariancie oszczędnościowym, ale wtedy trudno liczyć na kibiców. Taki zespół nie spełniałby też oczekiwań jego szarej eminencji, senatora Roberta Dowhana. Kluczowe wydaje się być rozwiązanie sprawy Hampela. Jeśli pozostanie w Falubazie, warianty ruchów kadrowych będą skromne. Zielonogórzanie chcą, by Hampel zredukował nieco swoje oczekiwania finansowe wobec roku 2015 w związku z tym, jak prezentował się w tegorocznej lidze. Od tego zależą następne ruchy klubu. Jeśli Hampel odejdzie, bez problemu można zaoferować sowity kontrakt bardzo mile widzianemu w Zielonej Górze Emilowi Sajfutdinowowi. W Falubazie bez większych problemów mógłby w skali roku liczyć na ok. 1,5-1,6 mln zł - to kwota za wysoka chociażby dla klubu w Toruniu. Siłą Falubazu jest to, iż ważne kontrakty mają niemal wszyscy zawodnicy związani z nim w tym sezonie. Wyjątek to Andreas Jonsson. I właśnie na stabilizację składu zwracają uwagę działacze podkreślając, że nie rewolucji kadrowej w Zielonej Górze nie będzie.

Chris Holder Chris Holder Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta

KS Toruń SA. Budżet mniejszy, ale nie wirtualny.

Media spekulują o tym, że Adrian Miedziński miałby trafić do Rzeszowa, Chris Holder (na zdjęciu) - do Wrocławia, a Emil Sajfutdinow - Zielonej Góry. Dywagacje to jedno, poczucie finansowej stabilizacji - drugie. Pewne jest jedno: w Toruniu pieniędzy będzie z pewnością - niż za czasów kontraktów z Romanem Karkosikiem - mniej, ale nie będą wirtualne. Klub zaoferuje tyle, ile może - za to z gwarancją pełnej wypłacalności. Na to zwrócić uwagę powinien chociażby Emil Sajfutdinow i jego menedżer Tomasz Suskiewicz, którzy przed rokiem toczyli batalię z Włókniarzem Częstochowa. Tam obiecywano im wiele, ale na deklaracjach się skończyło. Priorytetem dla Torunia jest stabilizacja budżetowa, co - być może - będzie związane z utratą liderów. Dla niektórych - choćby dla Adriana Miedzińskiego - pożegnanie z miastem może wiązać się z utratą własnych, lokalnych i związanych z nim od lat sponsorów. Czy to zrekompensuje chociażby ewentualny kontrakt w Rzeszowie? Torunianie czekają. Są po rozmowach ze wszystkimi liderami - sprawa Holdera powinna rozstrzygnąć się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Kwestia Darcy Warda uzależniona została od kary ze strony FIM - to pokłosie jego nietrzeźwości przed turniejem Grand Prix. Ofertę otrzymał też Sajfutdinow - będzie wybierał między wieloma propozycjami. Co jeśli gwiazdy wybiorą kontrakty od konkurencji? Z alternatyw też można zbudować ciekawy zespół. Toruń dołączył już do klubów, które chętnie zatrudniłyby Grega Hancocka. Mile widziany będzie też - w razie niepowodzeń w negocjacjach z liderami - Australijczyk Jason Doyle. Raczej przepadła kandydatura Szymona Woźniaka, którego wypuścić z Bydgoszczy nie chce Polonia. Bardzo możliwe, że w nowym sezonie wzrośnie rola tych, którzy mają ważne umowy z KS Toruń SA - Pawłem Przedpełskim i Oskarem Fajferem.

Prezes Krystyna Kloc Prezes Krystyna Kloc (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Betard Sparta Wrocław. Cicho, ale ciekawie

Na Dolnym Śląsku wyraźnie obowiązuje zasada, iż ciszej jadąc zajedzie się dalej. Sparta - i jej szefowa, Krystyna Kloc (na zdjęciu) - nie robi wokół swoich planów transferowych szumu, ale może zaskoczyć. We Wrocławiu długów nie ma, a wypłaty były regulowane terminowo - stąd niezła opinia klubu wśród żużlowców. Sparta ugrzęzła nieco między dwoma ligowymi frontami. Była za silna, by obawiać się spadku, ale i zbyt przeciętna, żeby walczyć o medale mistrzostw Polski. Teraz wyraźnie chce zrobić krok ku temu, by z tej przeciętności się wybić. Ma ku temu podstawy. Na pewno we Wrocławiu pozostanie Tai Woffinden, którego wiąże ze Spartą podpisany wcześniej kontrakt. Trudno zakładać odejście Tomasza Jędrzejaka. Możliwe, że uda się nakłonić na kolejny rok współpracy Macieja Janowskiego. On sam twierdzi, że zmianę klubu traktowałby w kategoriach niespodzianki. W takiej sytuacji we Wrocławiu potrzebny byłby jeszcze jeden wysokiej klasy zawodnik - dlatego wrocławianie kuszą Chrisa Holdera. Australijczyk właśnie tam zaczynał żużlową karierę w Polsce. Jeśli rozmowy z nim by się nie udały, stosunkowo łatwo byłby nakłonić do jazdy Grega Hancocka. Spartę stać na jego warunki finansowe, ale priorytetem jest Holder.

PGE Marma Rzeszów. Ktoś rozbił tam bank?

 

Sajfutdinow w kontekście rzeszowskim pewny nie jest, ale za to już Grigorij Łaguta - tak. Z drużyny I-ligowej pozostanie jedynie Duńczyk Kenny Larsen. Możliwe, że właśnie do Rzeszowa przeniesie się Tomasz Gollob.

Po awansie do Ekstraligi Marma kusi żużlowców kwotami, o jakie trudno gdziekolwiek indziej. Maksymalne stawki - 175 tys. zł za podpis na kontrakcie i 4 tys. zł za zdobyty punkt - były już w kilku miastach kwitowane uśmiechem. Jak ma być inaczej, jeśli w Rzeszowie ambitna prezes Marta Półtorak (na zdjęciu) proponuje nawet cztery razy więcej za samo sygnowanie umowy? Także wynagrodzenia za punkty jest w stanie wywindować do poziomu 5 - 5,5 tys. zł. Co to oznacza np. dla Emila Sajfutdinowa, którego bardzo chce mieć Półtorak? Rosjanin, 4. żużlowiec Ekstraligi w tym sezonie, zdobył w niej - wraz z bonusami - 139 punktów. Jeśli tylko za każdy z nich w Rzeszowie otrzymałby 5 tys. zł, daje to niespełna 0,7 mln zł. 0,8 może dostać za podpisanie umowy. Kontrakt jest więc ze startu na poziomie 1,5 mln zł - a trzeba pamiętać o tym, że Sajfutdinow w tym sezonie wystartował w tylko 14 spotkaniach. Gdyby PGE Marma wystąpiła również w play-off, kwota może wzrosnąć o ok. 200 tys. zł. Trudno przebić taką ofertę chociażby w Toruniu. Sajfutdinow w kontekście rzeszowskim pewny nie jest, ale za to już Grigorij Łaguta - tak. Z drużyny I-ligowej pozostanie jedynie Duńczyk Kenny Larsen. Możliwe, że właśnie do Rzeszowa przeniesie się Tomasz Gollob.

mecz Polonia Bydgoszcz - GKM Grudziądz mecz Polonia Bydgoszcz - GKM Grudziądz ARKADIUSZ WOJTASIEWICZ

GKM Grudziądz. Chęć, ale i wielkie obawy

 

To prawdopodobnie GKM zostanie dokooptowany do grona ekstraligowców. W Grudziądzu widać jednak paradoks. Od kilku lat w mieście regularnie mówi się o planach awansu z I ligi. Za każdym razem się to nie udawało. Kiedy jednak w końcu jest to możliwe - choć nie drogą sportową - zaczynają się wątpliwości. Organizacyjnie GKM jest w niezłej sytuacji - ma dobry klubowy marketing, spore grono mniejszych sponsorów. Brak mu strategicznych, pozwalających na budżet rzeczywiście godny Ekstraligi. Z 4 mln zł - o takiej kwocie w GKM mówi się nieoficjalnie - trudno będzie kusić nie tylko gwiazdy, ale i zawodników ze średniej półki.
Na zdjęciu: mecz GKM w I lidze w Bydgoszczy z Polonią.

To prawdopodobnie GKM zostanie dokooptowany do grona ekstraligowców. W Grudziądzu widać jednak paradoks. Od kilku lat w mieście regularnie mówi się o planach awansu z I ligi. Za każdym razem się to nie udawało. Kiedy jednak w końcu jest to możliwe - choć nie drogą sportową - zaczynają się wątpliwości. Organizacyjnie GKM jest w niezłej sytuacji - ma dobry klubowy marketing, spore grono mniejszych sponsorów. Brak mu strategicznych, pozwalających na budżet rzeczywiście godny Ekstraligi. Z 4 mln zł - o takiej kwocie w GKM mówi się nieoficjalnie - trudno będzie kusić nie tylko gwiazdy, ale i zawodników ze średniej półki. Na zdjęciu: mecz GKM w I lidze w Bydgoszczy z Polonią.