Oni pojadą w Grand Prix Europy. Od Woffindena do Miedzińskiego

Mistrz świata wybrał sobie plastron z nr 1. Najwięcej fantazji miał Krzysztof Kasprzak. Polak zaszalał na całego. 507 to jego liczba w Grand Prix 2014. Piętnastu stałych uczestników tegorocznego cyklu mogło sobie wybrać dowolne stałe numery, z którymi pojadą w GP 2014. To nowość wprowadzona przez organizatora, angielską firmę BSI. Przedstawiamy uczestników GP Europy w Bydgoszczy.
Tai Woffinden Tai Woffinden Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

1. Tai Woffinden (Wielka Brytania

Przed rokiem był wielką rewelacją Grand Prix. W 12 turniejach pięć razy stawał na podium. Raz wygrał w Pradze na Stadionie Marketa. To wystarczyło do tego, by 24-letni dziś Brytyjczyk mógł świętował tytuł mistrza świata. To była chyba największa sensacja w dotychczasowej historii GP. Tym bardziej, że poprzednio niewiele wskazywało na to, że Woffinden może osiągnąć tak wspaniały wynik. To w głównej dzięki niemu Sparta Wrocław utrzymała się w Enea Ekstralidze. Niestety kosztem m.in. bydgoskiej Polonii.

Nicki Pedersen Nicki Pedersen Fot. Pawel Malinowski / Agencja Gazeta

5. Nicki Pedersen (Dania)

Najbardziej utytułowany żużlowiec w stawce tegorocznego cyklu Grand Prix. Trzykrotny mistrz świata (2003, 2007, 2008) ma wielką ochotę powiększyć swoją kolekcję o kolejne złoto. Szansa jest na to spora, bo fachowcy wskazując faworyta, najczęściej wymieniają właśnie Duńczyka. Pedersen od lat utrzymuje się w światowej czołówce i od lat jego jazda budzi spore kontrowersje. Zdaniem rywali z toru jeździ zbyt brawurowo i na pograniczu faulu. Kilku żużlowców starcie z nim na torze okupiło kontuzjami. Te nie omijają też samego Pedersena. W sumie w turniejach Grand Prix triumfował już 13 razy.

Krzysztof Kasprzak Krzysztof Kasprzak Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

507. Krzysztof Kasprzak (Polska)

Jak do tej pory odnosił sukcesy w zawodach mniejszej rangi. W swoim dorobku ma złote medale Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów (2005), Indywidualnych Mistrzostw Europy (2003) i aż cztery tytuły Drużynowego Pucharu Świata. W Grand Prix zadebiutował w 2004 roku. Przed kolejne trzy lata ze światową czołówką walczyć mógł tylko dzięki ?dzikiej karcie?. W 2007 r. w Bydgoszczy z dorobkiem 17 pkt zajął drugie miejsce. W ubiegłym roku dwa razy stawał na podium: w Pradze (2) i Cardiff (3). Tegoroczny sezon też rozpoczął nieźle, bo trzecim miejscem w Auckland.

Martin Smolinski Martin Smolinski Fot. Speedwaygp.com

84. Martin Smolinski (Niemcy)

Największa sensacja tegorocznego sezonu. Wielokrotny indywidualny mistrz Niemiec po raz pierwszy w turnieju Grand Prix wystartował przed rokiem. W Toruniu nie zdobył choćby jednego punktu. W tym sezonie jest już jednak stałym uczestnikiem cyklu i zaczął go doskonale. Wygrał GP Nowej Zelandii w Aucklad i do Bydgoszczy przyjeżdża jako lider klasyfikacji generalnej. Ciekawostką jest fakt, że jako jedyny uczestnik Grand Prix nie startuje w żadnej z polskich lig.

Fredrik Lindgren Fredrik Lindgren Fot. Ireneusz Klimczak / Agencja Gazeta

66. Fredrik Lindgren (Szwecja)

26 maja 2012 roku Fredrik Lindgren wygrywa w Grand Prix Szwecji. Triumf na stadionie Ullevii w Goeteborgu był jak to tej pory jedynym turniejowy zwycięstwem Szweda. To niespodzianka, bo od wielu lat uznawany jest za duży, ale ciągle niezrealizowany talent. Obecny sezon jest szóstym, w którym Lindgren jest stałym uczestnikiem cyklu GP. Przez ten czas tylko sześć razu stawał na podium poszczególnych turniejów. To zdecydowanie za mało, by myśleć o sukcesach. Obecny rok zaczął jednak nieźle, od czwartej lokaty w Auckland.

Chris Holder Chris Holder Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

23. Chris Holder (Australia)

Doskonale rozpoczął swoją przygodę z cyklem Grand Prix. Pojawił się w nim w 2010 roku. I już w szóstym turnieju w Cardiff okazał się najlepszy. Już wtedy fachowcy wskazywali go jako przyszłego mistrza świata. Na potwierdzenie tej tezy Australijczyk nie pozwolił zbyt długo czekać. Dwa lata później zdobywając w sumie 160 punktów, w wieku 25 lat został najlepszym żużlowcem globu. Przed rokiem bardzo chciał obronić tytuł, ale na przeszkodzie stanęła mu poważna kontuzja, która wyeliminowała go z pięciu ostatnich turniejów. W Polsce broni barw toruńskiego Unibaksu.

91. Kenneth Bjerre (Dania)

Zdolny, ale bardzo chimeryczny. Tak najczęściej określa się Duńczyka. Od kilku lat startuje w Grand Prix. Tylko raz udało mu się wygrać turniej (2010, Goeteborg). Po raz ostatni na podium stał w 2011 w Malilli. Był trzeci. Od tego czasu obniżył loty, choć akurat obecny sezon rozpoczął nieźle. W Auckland był piąty i w Bydgoszczy będzie chciał przynajmniej powtórzyć ten wynik. W Polsce zdążył zaliczyć już siedem klubów. W żadnych z nich nie był czołową postacią.

Jarosław Hampel Jarosław Hampel Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta

33. Jarosław Hampel (Polska)

To w nim upatruje się następcy Tomasza Golloba. Doskonale zna smak sukcesu w Grand Prix. Na koncie ma już pięć indywidualnych zwycięstw. Ponadto 20 razy stawał na podium poszczególnych turniejów. Do kolekcji brakuje mu już tylko tytułu mistrza świata. Inne medale już ma. W 2010 i 2013 był wicemistrzem, a w 2011 cieszył się z brązowego medalu IMŚ. Co ciekawe, nigdy nie stanął na podium w podczas zawodów rozgrywanych w Bydgoszczy. Więc może tym razem mu się uda?

100. Andreas Jonsson (Szwecja)

Byłemu mistrzowi świata juniorów przepowiadano wielką przyszłość, ale indywidualnie zbyt wielu sukcesów na swoim koncie ma. Jako stały uczestnik Grand Prix zadebiutował w 12 lat temu. Przez ten czas wygrał osiem turniejów, w tym jeden w Bydgoszczy (2010). Najbardziej udany dla niego był rok 2011, w którym został wicemistrzem świata. Później jednak było coraz gorzej. Kolejne sezony kończył 9. i 13 miejscu.

88. Niels-Kristian Iversen (Dania)

Wystrzelił w poprzednim roku. Przed 2013 uważany był na przeciętnego żużlowca. W turniejach GP z dobrej strony pokazywał się sporadycznie. Ale w ubiegłym sezonie był rewelacją. Zwycięstwa w Grand Prix Włoch i Skandynawii sprawiły, że miał nawet szanse na złoto. Ostatecznie skończyło się na brązowym medalu, co i tak było to sporą niespodzianką. Kibice w Danii mają nadzieję, że ten sezon będzie podobny. Zaczęło się kiepsko. Sześć punktów zdobytych w Auckland dało Iversenowi dopiero 12. miejsce.

Greg Hancock Greg Hancock Monster Energy

45. Greg Hancock (USA)

Wielka gwiazda żużla. Amerykanin ma już 44 lata i ciągle walczy jak równy z równym z najlepszymi na świecie. Gdy w 1997 roku po raz pierwszy zdobywał tytuł mistrza świata, większość z jego obecnych rywali w GP ścigała się co najwyżej na rowerach z czterema kółkami. Zawsze uśmiechnięty Hancock to chyba najbardziej lubiany przez kibiców i przeciwników żużlowiec. Dlatego też wielu świętowało, gdy w 2011 ponownie świętował tytuł mistrzowski. Ogólnie w swojej karierze wygrał już 17 turniejów GP i aż 51 razy stawał na podium

55. Matej Zagar (Słowenia)

Kilka lat uważany był za wielki talent, ale nie zrobił takiej kariery, jakiej oczekiwano. Słoweniec najlepszy w GP miał poprzedni sezon. Aż trzy razy stawał na drugim stopniu podium (tak było m.in. podczas rozgrywanego w Bydgoszczy Grand Prix Europy). Niestety w innych turniejach zawodził i ostatecznie zajął najwyższą w karierze 7. lokatę. Dzięki temu utrzymał się w cyklu. Ten obecny zaczął kiepsko. Tylko sześć punktów w Aucklad i dopiero 11. miejsce nie wróżą mu najlepiej.

Darcy Ward Darcy Ward Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta

43. Darcy Ward (Australia)

Dwukrotny indywidualny mistrz świata ma wszelkie dane ku temu, by podobne sukcesy osiągać także wśród seniorów. 27 sierpnia 2011 w swoim debiucie w Grand Prix na torze w Toruniu zdołał wspiąć się na podium (był trzeci). Niespełna rok później był już najlepszy. W sztucznym torze w Kopenhadze wywalczył 19 pkt. Potem jeszcze był drugi w Daugavpils, a cały cykl zakończył na 8. miejscu. Niestety prześladują go kontuzje. Przykład? Pierwsze tegoroczne GP w Auckland. Na szczęście zapowiada, że pomimo urazu w Bydgoszczy stanie na starcie.

75. Troy Batchelor (Australia)

Startuje w Grand Prix tylko dlatego, że inni z zrezygnowali z walki o mistrzostwo świata. Bydgoskie zawody będą dopiero trzecimi w cyklu z udziałem Australijczyka. Przed rokiem w Toruniu zdobył 6 oczek, a w Auckland zaledwie cztery. A to oznacza, że na torze Polonii raczej wiele po nim spodziewać się nie będziemy mogli.

Chris Harris Chris Harris Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

37. Chris Harris (W. Brytania)

Anglik od lat promowany jest przez swoich rodaków z firmy BSI, która organizuje cały cykl. To on najczęściej dostaję stałą ?dziką kartę? przynależną Brytyjczykom. Zbyt wiele jakości do Grand Prix nie wnosi. Chociaż w ciągu 11 lat startów siedem razy stał na podium. Raz stało się to w Bydgoszczy w 2010 roku (był drugi). Jego obecna forma nie rokuje najlepiej. W Aucklad był ostatni. Zawiódł też w meczu ligowym rybnickiego ROW-u z Polonią.

16. Adrian Miedziński (Polska)

Dostał dziką kartę na bydgoskie zawody. Dość niespodziewanie, bo organizatorzy mieli nadzieję, że otrzyma ją Tomasz Gollob. Ten jednak zrezygnował i na torze Polonii zobaczymy żużlowca Unibaksu. Miedziński największy triumf odniósł jesienią na swoim torze w Toruniu. Zwyciężył w Grand Prix na Motoarenie. Czy w Bydgoszczy powtórzy ten wynik?