Oto Gollob: skandalista, wojownik, ewoluujący rozmówca, społecznik. I triumfator

Nie ma i nie było w polskim żużlu postaci barwniejszej niż Tomasz Gollob. Przed ostatnim występem w cyklu Grand Prix przypominamy jego historię.

Postać nietuzinkowa, więc podzieliła Toruń na pół

Gollob, jako żużlowiec toruńskiego klubu, zarobić miał za sezon 2,6 mln zł. Jego kontrakt postrzegany był w kategoriach science fiction. Uosobienie żużlowego konfliktu toruńsko-bydgoskiego, człowiek przeraźliwie wygwizdywany kiedyś na stadionie przy ul. Broniewskiego stać miał się nadzieją części miasta na złoto w żużlowej ekstralidze. Tylko części, bo transfer Golloba dzieli żużlowy Toruń na pół. Zwolenników i tych, którzy uważają jego transfer za zdradę jakichkolwiek ideałów.
I jedni, i drudzy zgadzają się co do jednego. Gollob to postać wyjątkowa dla polskiego żużla.

Gollob skazaniec

Jason Crump, kiedyś as toruńskiego Apatora i żużlowy mistrz świata, mówiąc o Gollobie kręci głową z niedowierzaniem. - Aż dziwne, że nikt tu w Polsce jeszcze nie nakręcił o nim filmu.
Leszek Blanik, mistrz olimpijski w gimnastyce sportowej i poseł Platformy Obywatelskiej: - Co tu wiele mówić. Podziwiam Golloba.
Tomasz Lis, dziennikarz telewizyjny: - Do żużlowców, ze względu na specyfikę tego sportu i potrzebną do niego odwagę, w ogóle trzeba mieć duży szacunek. A dla Golloba szczególny. Niesamowity charakter.
Kiedy zapytać o Golloba Zbigniewa Bońka, legendę polskiego futbolu, mówi jeszcze szybciej niż zwykle. - Co za facet! Gdzie tylko byłem, komu tylko mogłem, opowiadałem o Gollobie. Niezłomny.
- Fachowcy twierdzą, że mama naszego świetnego żużlowca, pani Czesława Gollob, miała ciężki poród. Ponoć Tomasz urodził się od razu z motocyklem - tak w grudniu 2001 roku Jerzy Matuszak, spiker charytatywnego turnieju żużlowego na bydgoskim lodowisku, zapowiedział wejście na taflę Golloba.
Żart jest symboliczny. 44-letni dziś Gollob przez ponad połowę życia był niczym skazany na żużel. Choć chwytał się wszystkiego, co związane z rywalizacją. Był w klasie pływackiej, więc przyzwyczaił się do wczesnych poranków na basenie. Sprawdzał się w łyżwiarstwie, ale wolał hokej na lodzie. Uwielbia narty, siatkówkę, trudno go pokonać w tenisa. W Polonii Bydgoszcz grał w piłkę nożną przez sześć lat, na przeróżnych pozycjach. A na treningi jechał albo na rowerze, albo biegł.
Aż wsiadł na motocykl. Fascynacja motoryzacją Tomasza i jego brata Jacka, wygrała z nauką. Skończyli wtedy edukację na podstawówce. Później Jacek żartował, że ma wykształcenie wyższe. Wyższe żużlowe. Tomasz w ogóle o nauce mówić nie chciał. Był rok w zawodówce, rok w liceum. Aż zajął się na dobre żużlem.
Jako nastolatek zbierał porzeczki, kopał ogród, by uzbierać pieniądze na stół do tenisa, i sprowadzał z Niemiec używane samochody. Aż wszystko co miał zainwestował w sprzęt żużlowy. Dziś jego park maszyn robi ogromne wrażenie. Zestaw motocykli jest ogromny. Są też różne typy samochodów i kilka maszyn do motocrossu. Kiedyś Gollob miał nawet typowe ścigacze do rozwijania zawrotnych prędkości na szosie. Teraz jeździ już wolniej, nie są tak potrzebne.
Niemal dwadzieścia lat później przyzna się w Gazecie Pomorskiej, że zdarza mu się nawet śnić o motocyklach. Kiedy się obudzi, pędzi do warsztatu spisać pomysły ze snu.
Bydgoszczanin znający, jak to określa, klan Gollobów: - Nie byłoby Tomka bez ojca. Trzymał go krótką ręką, był kontrowersyjny, ale skuteczny. Władek robił wszystko: od organizowania wyjazdów, przez zajmowanie się sprzętem, dawanie rad. Tomek i Jacek mieli tylko uczyć się jeździć. Nic więcej.
W Bydgoszczy do dziś wspominana jest jedna z konferencji prasowych, na których Gollob senior wskazał na swojego syna i stwierdził, że to przyszły mistrz świata. Dziś wspomina: Patrzyli na mnie jak na kosmitę.

Gollob rozmówca

Ojciec udzielał za syna wywiadów. Kwiecień 1992. Tomasz ma 21 lat, w rozkochanej wtedy w żużlu Bydgoszczy jest już gwiazdą. Kiedy dziennikarz Gazety prosi go o krótką rozmowę, ojciec pyta wprost: - Ile mi pan zapłaci za ten wywiad?
Konsternacja. Później Gollob senior dodaje: - Po co panu ten wywiad? To, że Tomek jest najlepszy, wiedzą wszyscy. Mnie nie zależy na reklamie. Jestem bardziej popularny niż prezydent Wałęsa.
A jak wywiadów udzielał Gollob? 1994, Vojens. Pada pytanie. Kto może przeszkodzić mu w zdobyciu medalu? - Przeciwnicy - odparł Gollob. Kolejne: - Czy wśród finalistów jest ktoś, kogo boi się pan szczególnie?
- Jest ich szesnastu. Nawet siebie się obawiam.
Obawa przed samym sobą stała się motywem przewodnim wypowiedzi Golloba. Trzy lata później Canal+ pytał, kogo jadąc na motocyklu, nie lubi mieć za plecami. - Samego siebie - odparł żużlowiec. Powtarzał to kilka razy.
Medialnie Gollob ewaluował. Stopniowo wywiady robiły się coraz dłuższe. Niezmiennie, chroni swoją prywatność. Znajomych też prosi, by nie opowiadali o nim za wiele. Kiedy przed laty Przegląd Sportowy zapytał go, czy jest za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, stwierdził, że 'polityką się nie zajmuje i wypowiadać się nie będzie'.
Przeglad Sportowy zapytał więc jedynie: 'Czy weźmie pan udział w czerwcowym referendum?'.
- Nie należy się zbytnio odsłaniać. Nawet na ten temat nie dostanie pan odpowiedzi - odparł Gollob.
Nie cierpiał długo rozgłosu. Przed dekadą stwierdził, że za dziennikarzami nie przepada, bo piszą nieprawdę. Kiedy zauważył, że zainteresowanie mediów przekłada się na liczbę sponsorów coraz chętniej reklamujących się na jego strojach i czapkach, zaczął udzielać wywiadów. Często lakonicznych.
Teraz Gollob się zmienił. Stał się medialny, potrafi sypać anegdotami, a mediów nie traktuje jako zła koniecznego. Może w Tygodniku Żużlowym mówić o tłumikach, a w show Kuby Wojewódzkiego w TVN żartować ze świata celebrytów. I dlatego sponsorzy lgną do niego. Przegląd Sportowy wyliczył, że reklamowa wartość Golloba to 3 mln zł. Nie ma w Polsce żużlowca, który marketingowo budziłby większe zainteresowanie. I to miało również znaczenie dla właściciela Unibaksu, Romana Karkosika.

Na zdjęciu: Gollob na podium. Nikt inny w lidze nie inkasuje tak wiele za reklamy na swoim kevlarze.

Gollob wojownik

Dziwny człowiek. Ma bardzo skomplikowaną psychikę, zawsze potrzebował wroga do motywacji - mówi polski żużlowiec znający Golloba od lat. - Kiedy zaczynał, musiał wszystkim udowodnić, że jest lepszy od Dołka [Ryszard Dołomisiewicz, gwiazda Polonii Bydgoszcz w latach 80.]. Później był konflikt z Piotrem Protasiewiczem.
I wymienia kolejne nazwiska. Z Amerykaninem Samem Ermolenko Gollob był w otwartym konflikcie. Z sześciokrotnym mistrzem świata Tony Rickardssonem omal się nie pobił w trakcie zawodów. Niedawno Szwed wypowiadał się o nim w nSport+ w samych superlatywach. Australijczyk Craig Boyce w 1995 r. po jednym z biegów podszedł do Golloba i ciosem prosto w kask zrzucił go z motocykla.
Przez lata Polak był postrzegany jak intruz, który chce się wbić w poukładany światek żużla, gdzie od lat wszystko co najlepsze zarezerwowane było dla Duńczyków, Szwedów, Anglików i czasami Amerykanów. Mówił wtedy o wrogiej koalicji.
Boniek wiele razy jeździł z Gollobem na turnieje GP. - Przez to, że jest Polakiem, na początku był traktowany jako człowiek drugiej kategorii. Miał problemy, ale nie wynikało to z jego winy, tylko tych, którzy nie chcieli go zaakceptować.
Człowiek, który przy cyklu GP jest od lat: - Nie było żadnej koalicji przeciwko niemu. Po prostu Gollob nie jest typem człowieka, który będzie się bawił. Po turniejach zawodnicy chodzili na małe spotkania towarzyskie. Jego nigdy na nich nie było.
Nie było, bo Gollob stroni od alkoholu.

Na zdjęciu: Gollob wraz z Protasiewiczem i Jarosławem Hampelem - pierwszym był skonfliktowany już dawno. Z drugim miał spór podczas jednego z turniejów GP.

Gollob awanturnik

W 1992 r. 21-letni Gollob nie zgadza się na warunki finansowe proponowane kadrowiczom. Pisze do Polskiego Związku Motorowego: 'Tak długo, jak będzie trwać obecnie realizowana polityka promocji wyników reprezentacji kraju, tzn. pokazywania kawałka ścierwa na długim kiju umocowanym na karku zawodnika w postaci 50 milionów złotych, tak długo miejsca dla mnie w reprezentacji Polski nie będzie'.
Zdanie zmienia szybko. Charakter pozostaje taki sam. Co jakiś czas raptus wywołuje skandal. Rok 1995. Po finale indywidualnych mistrzostw Polski kierownik parku maszyn Jerzy Lipiński pisze do Głównej Komisji Sportu Żużlowego: 'Po 20. biegu zawodnik Tomasz Gollob rozbił szybę swojego boksu w parku maszyn. Wartość szyby ok. 400 zł. Po zjechaniu zawodnika Piotra Śwista Władysław Gollob, gratulując mu drugiego miejsca, pokazał palec w górę (fuck off). Zawodnik Świst po przybyciu do parku maszyn, przyjmując gratulacje od Jacka Golloba, który też pokazał mu palec, zachował się spokojnie. Ale zareagował mechanik Śwista. Doszło do szarpaniny. Tomasz Gollob, zjeżdżając z toru i widząc to zamieszanie w boksie, skoczył do mnie z pięściami, przewracając mnie na ziemię'.
Rok 2004. Kiedy w meczu ligo-wym torunianin Tomasz Bajerski przewraca w trakcie wyścigu jego brata, Tomasz Gollob wybiega z parkingu i uderza rywala dwa razy. Podobno taśma z nagraniem zrobiona przez tarnowską kablówkę zniknęła wraz z tym, jak żużlowiec został pozwany do sądu. Bajerski miał dowód: podbite oko. Pozował fotoreporterom, a od kolegów żużlowców dostał żartobliwy prezent, bokserskie rękawice do obrony przed Gollobem. - To, co on robi, to chamstwo, którego nie powinno być na torach żużlowych - mówił Bajerski. - Żadnej bijatyki nie było, to wymysł dziennikarzy - odpowiadał Gollob.
Dziś powstrzymuje się już od okazywania emocji. Ale tylko tych negatywnych. Kiedy w czerwcu 2010 r. w imponującym stylu wygrał w Toruniu turniej Grand Prix, w wyraźnej euforii najpierw wbrew zaleceniom organizatorów przestał mówić łamaną angielszczyzną i przeszedł na polski. Chwilę później spontanicznie obiecał, że dla kibiców zdobędzie w tym roku mistrzostwo świata. Słowa dotrzymał.
Jeden z rywali Golloba: - Mam wrażenie, że dopiero teraz się zmienił, że już nie potrzebuje wrogów, by go nakręcali.
Gollob w Gazecie Pomorskiej kiedyś powiedział: Wściekam się i wszystko się we mnie gotuje, choć nie zawsze to widać. Po angielsku nauczyłem się nie nosić serca na talerzu.

Gollob społecznik

Dar Tomasza Golloba - taki napis na sprezentowanym mu fiacie cinquecento zrobił jeden z bydgoskich kibiców. Dostał od żużlowca samochód, by mógł oglądać więcej meczów ligowych. Takich napisów Gollob zostawił po sobie więcej.
Ma drugą twarz: społecznika, altruisty, gwiazdy spotkań charytatywnych. To twarz nieznana, z premedytacją ukryta i nieeksponowana.
W spocie radiowym przestrzega przed szybką jazdą: Zachowaj rozwagę. Ulica to nie ring.

Jednak na niemieckiej autostradzie swoim bmw pędził z zawrotną prędkością, a trasę z Bydgoszczy, tam mieszka, do  klubu w Gorzowie przejeżdżał czasami w dwie godziny. Z policjantami, choć go rozpoznają, nie negocjuje. Przyjmuje mandaty, ma punkty karne. Nie chce w ten sposób wykorzystywać popularności.
Woli robić to inaczej. Miał już kampanię reklamową, w której odżegnywał od picia alkoholu ("Nie upijam się" - podkreśla w spocie).
Na pieniądze nie zwraca już uwagi jak kiedyś. Gdy otrzymał nowy motocykl, wart jest kilkadziesiąt tysięcy złotych, oddał go na licytację, a dzięki temu w sierpniu do Bogatyni przekazano specjalne osuszacze do zawilgoconych po powodzi budynków. Sprawa przeszła bez echa. Tak jak ta z lipca, gdy na swój koszt wysłał szesnaścioro wychowanków bydgoskiego domu dziecka na wakacje do Szwecji.
Gdy w listopadzie dziennikarz Radia Zachód zaczął wypytywać go, z kim podpisze kontrakt na rok 2013 (jeszcze nie gruchnęła wtedy wiadomość, że zwiąże się z Unibaksem) Gollob (tu na spotkaniu ze swoimi kibicami) powiedział, iż pieniądze nie są dla niego już najważniejsze. W żużlowym światku mówi się, że kiedyś rzeszowska PGE Marma i jej prezes, nie szczędząca grosza Marta Półtorak oferowała równie wiele, jak były właściciel Unibaksu, Roman Karkosik. Teoretycznie Gollob mógłby bez większego problemu doprowadzić do licytacji o swój podpis, szczególnie zdając sobie sprawę z tego, że obie strony są bardzo zainteresowane takim rozwiązaniem. Tego jednak nie zrobił. Stwierdził, że grzechem byłoby nie skorzystać z tego, iż z domu na Motoarenę ma kilkadziesiąt kilometrów, a do Rzeszowa pół tysiąca.

Gollob zwycięzca

Najbardziej charakterystyczną cechą Golloba był upór, niesamowita determinacja. Kiedy próbował jeździć na rowerze, to do upadłego. Kiedy wydoroślał, też upadał. I za każdym razem uparcie wstawał.
Uwielbia być pierwszy. Kiedyś swój samochód ozdobił charakterystyczną rejestracją złożoną z pięciu jedynek. Jeśli jest drugi, to oznacza, że przegrał.
Boniek: To doskonała cecha charakteru, bo Tomasz łączy ją z tym, że choć uwielbia zwyciężać, a nienawidzi porażek, to jeszcze potrafi się z nimi godzić. Nie można w sporcie wygrywać, jeśli brak pewności siebie.
Z tą Gollob problemów nie miał nigdy.
Jako 26-latek mówił dla Canal+: - Moim idolem w dzieciństwie był Boniek. Znamy się, to porządny jegomość. Kto wie, czy bym nie pobił jego rekordów.
Porządny jegomość Boniek dziś odpowiada: - Może, może? Widzę go w systemie 4-2-3-1 na lewej stronie boiska, byłby świetny. Podejrzewam, że za cokolwiek by się Tomek zabrał, jego determinacja doprowadziłaby go do sukcesu.
A przez tę determinację stracił kawałek palca.
W 1999 r. był o krok od złota w Grand Prix. Miał cztery punkty przewagi nad Rickardssonem. Przed turniejem w Vojens wystartował w zawodach w Polsce. Wtedy jego wypadek został uznany za jeden z najbardziej koszmarnych w historii krajowego żużla. Najpierw, pędząc, zahaczył o motocykl jednego z rywali, później wpadł prosto na kolejnego. Wypadł z motocykla niczym z katapulty, przeleciał nad ogrodzeniem i wpadł prosto na słup, na którym zamontowana była sygnalizacja alarmowa.
Kiedy został odwieziony na chirurgię, nie stwierdzono ani złamań, ani urazów wewnętrznych. Lekarze musieli jedynie odciąć mu opuszek palca. Miał wstrząśnienie mózgu. Spokojnie, kontaktuję mówił do dziennikarzy czekających przed jego salą. Ale żona mówiła wprost: Nie zgadzam się, by walczył w Vojens.
Tłumaczyła, że Gollob ma zaniki pamięci, że walka nawet o mistrzostwo to zbyt wielkie ryzyko po wstrząśnieniu mózgu.
Sytuacja przed turniejem w Vojens była prosta: gdyby Gollob nie wystartował w ogóle, spadłby na trzecie miejsce. Choćby jeden wyścig i ostatnie miejsce w zawodach oznaczałoby pięć skromnych punktów zapewniających srebro. Ale Gollob chciał złota nawet ryzykując. Wbrew opiniom lekarzy i żony, w Vojens wystartował. 
Wyczerpany Gollob nie miał szans na walkę z Rickardssonem. Później przyznał, że jeszcze przed zawodami wiedział, że nie jest w stanie zdobyć złota.