Komandosi, 290 km/godz., dom w Barcelonie. Oto żużel!

Z tej strony gwiazdy polskiej ligi są mało znane. A szkoda. Najlepsi żużlowcy kończącej właśnie rozgrywki Enea Ekstraligi to postacie nietuzinkowe. Mają przedziwne zainteresowania, na motoryzacyjne hobby wydają krocie. Jeden ma pecha do brygad antyterrorystycznych, inny ma za sobą przeszłość komandosa. A na ciele jeszcze jednego wkrótce może zabraknąć miejsca na tatuaże. Oto galeria najciekawszych kulisów karier żużlowców znanych z Grand Prix i polskiej ligi.

Od porzeczek i auta z Niemiec po majątek

Najciekawszą postacią wydaje się być zdecydowanie Tomasz Gollob, który ostatnio częściej niż w przeszłości otwierał się w mediach. I okazało się, że uważany za milczka żużlowiec to człowiek mający do opowiedzenia wiele ciekawych historii, co pokazała wizyta w show Kuby Wojewódzkiego. Mitem jest to, że majętny Tomasz Gollob pracował wyłącznie ścigając się na żużlu. Zbierał porzeczki, kopał ogród (tak uzbierał pieniądze na stół to tenisa). Jako nastolatek zaczął sprowadzać z Niemiec używane samochody. Aż w końcu stwierdził, że wszystko co ma zainwestuje w sprzęt żużlowy. Opłaciło się.

Śpiewać każdy może. A pędzić?

Nie byłby Gollob znakomitym żużlowcem gdyby nie to, że nie boi się prędkości. Wręcz przeciwnie: bardzo ją lubi. Pędzi bez wątpienia na torze żużlowym. A na drodze? Przyznał, że jego rekordem jest 290 km na godz. Przekraczać 300 nie chce, bo 'droga zmienia się w nitkę' i trudniej kontrolować rzeczywistość. Sam przyznaje, że im jest starszy, tym spokojniej jeździ po ulicach. Z czasem coraz chętniej zamienia się w wokalistę. Ma za sobą też współpracę z ekscentrycznym wokalistą, Glacą. Śpiewał też m.in. na balu charytatywnym Stali Gorzów.

Basen, łyżwy, tenis, piłka i narty

Skąd się wzięło fantastyczne przygotowanie kondycyjne Golloba? Gra w niemal wszystko co może, trenował całkiem sporo dyscyplin. Kiedyś chodził do szkoły sportowej, był w klasie pływackiej, co oznaczało codzienne poranne treningi na basenie. Zajmował się też łyżwiarstwem figurowym, ale na lodzie wolał hokej. Jeździł - ciągle jeździ - na nartach, uwielbia siatkówkę, koszykówkę, trudno go pokonać w tenisa. W piłkarskiej Polonii Bydgoszcz był przez sześć lat - na przeróżnych pozycjach: od napastnika po bramkarza. Chciał też trenować skoki narciarskie, bo ma do tego świetne warunki fizyczne. A - jak wyjawił w jednym z wywiadów - na wiele treningów pędził na rowerze lub biegł kilka przystanków za autobusem. Czy można nie mieć w takiej sytuacji kondycji?

Był Baryłą, a dziś jest Chudym

Okazuje się jednak, że nie zawsze był tak szczupły jak dziś. Tomasz Gollob to wśród kolegów - ale i kibiców - od lat 'Chudy'. A chudy wcale kiedyś nie był. Miał pseudonim (tak mówił w wywiadzie dla Playboy'a) 'Baryła'. - Byłem ciemnym grubaskiem - przyznał Gollob. Dziś trudno w to uwierzyć. Jest równie szczupły jak czirliderki gorzowskiej Stali.

Skrzyżowanie Golloba koło Pniew

Wracając jednak do motoryzacyjnych przypadków Golloba. Ma swoje skrzyżowanie. Nieoficjalne. W wywiadzie dla Playboy'a mówił w przeszłości: - Pod Pniewami, w moje auto uderzył facet, który wyjechał z podporządkowanej. Każdy z nas miał sto na liczniku. Przeżyliśmy obaj, mimo że z samochodów nie zostało nic. Do dzisiaj podobno tamto miejsce nazywają skrzyżowaniem Golloba.

W samochodach as polskiego żużla lubi słuchać głośnej muzyki. Nie tylko tej mocnej, rockowej. Bywają też subtelniejsze klimaty. M.in. z tego powodu Gollob był twarzą kampanii promocyjnej gorzowskiej filharmonii.

Tomasz Gollob - najsłynniejszy polski żużlowiec w swoim aucie w lipcu 2012 r. Tomasz Gollob - najsłynniejszy polski żużlowiec w swoim aucie w lipcu 2012 r. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja gazeta

Stop! Tablica jest podejrzana

Miał Gollob również ciekawą przygodę w Szwecji. Tam został zatrzymany przez antyterrorystów, ponieważ policja zwróciła uwagę na rejestrację jego auta. Zatrzymywał ją, gdy zmieniał różnego rodzaju samochody - stąd miała dziury wynikające z innego układu mocowania. To zaintrygowało mundurowych, którzy stwierdzili, że auto jest podejrzane. Były mistrz świata miał też inne niemiłe spotkanie z grupą antyterrorystyczną. Zatrzymała go również w Polsce.

Kariera rozpoczęła się od fali

Kariera żużlowa Golloba nabrała rozpędu od 1989 r. I okresu, gdy trafił do gdańskiego Wybrzeża. Ma za sobą wojskową falę. Sam twierdzi, że była to dla niego szkoła życia. Do armii trafił w 1989 r. z własnej woli - nie z przymusu. Miał być w gdańskim wojsku tylko kilka dni, a później zająć się wyłącznie żużlem, ale w sumie w koszarach spędził cztery miesiące i - jak sam przyznaje - miał okazję przekonać się jak stare wojsko traktuje młodsze roczniki.

Chris Harris nie błyszczy u progu sezonu Chris Harris nie błyszczy u progu sezonu Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

Myślami przy Barcelonie i United

Żużlowcy to piłkarscy pasjonaci. Za największego uchodzi Gollob. Uwielbienie dla Barcelony skończyło się inwestycją w nieruchomości (o czym później). Futbolowym fanatykiem jest też Chris Harris. Jeden z najlepszych żużlowców Anglii uwielbia Manchester United. To rodzinna tradycja. Warto zwrócić uwagę na tatuaże Harrisa - w Polsce jest żużlowiec, który jest w stanie rywalizować z nim pod względem rysunków na ramionach.

Pod wodą i na zaśnieżonym dachu

Z kolei Australijczycy preferują sporty wodne. Mistrz świata Chris Holder to znakomity surfer. Gdy tylko kończy się sezon żużlowy, wraca do rodzinnej Australii, by sprawdzić się na falach. Ceni to również jego przyjaciel Darcy Ward. Holder nie ma nic przeciwko nurkowaniu, choć nie jest aż takim fanatykiem pływania z butlą jak Jarosław Hampel (na zdjęciu: dzień, w którym jeździł motocyklem po ośnieżonym dachu katowickiego Spodka) i Nicki Pedersen. Holder w ogóle wygląda na człowieka, który potrzebuje ciągle ruchu. Poza sezonem albo surfuje, albo jeździ terenówkami - koniecznie tam, gdzie nie ma w Australii dróg, a jedynie pustkowia.

Rezygnacja ze ścigaczy

Warto zwrócić uwagę na to, że żużlowcy sporo czasu i pieniędzy przeznaczają na inne formy motoryzacyjnego hobby. Jeśli Gollob nie bywa w swojej posiadłości pod Barceloną, o której kiedyś wspominał Przegląd Sportowy, zajmuje się oczywiście rozbudową swojego mechanicznego imperium. Jego park maszyn może robić wrażenie. Ma nie tylko pokaźny zestaw motocykli typowo żużlowych. Są również samochody i aż sześć maszyn do zawodów w motocrossie. Kiedyś Gollob miał też typowe ścigacze do rozwijania zawrotnych prędkości na szosie. Teraz jeździ już wolniej, więc nie były one potrzebne.

Jedni kolekcjonują znaczki, inni - maszyny

Równie wielkim motoryzacyjnym maniakiem jest Janusz Kołodziej. To kolejny mistrz Polski. I podobnie jak chociażby Gollob, uwielbia kolekcjonować różnego rodzaju maszyny. Ma kilka samochodów, m.in. auto typowo rajdowe. Dorobił się nawet prywatnego toru do jazdy. Korzystać może na nim ze swoich bagusów - sterowanych aut stylizowanych na maszyny do wyścigów torowych.

Tatuaże przybywają jeden za drugim

Bywają zainteresowania dość ekscentryczne. Maciej Janowski pod swoim żużlowym kevlarem skrywa spore tatuaże. Lubi w ten sposób ozdabiać ciało. Ceni sobie rysunki artystyczne - im bogatsze i bardziej skomplikowane, tym lepiej. Zamiłowanie do tatuaży rozpoczęło się w Stanach Zjednoczonych. To tam Janowski zrobił pierwszy rysunek. Teraz ma ich już siedem. Zajął nimi obie ręce. I nie ma zamiaru na tym kończyć.

Można zamienić żużel na kolarstwo

Ciekawym przypadkiem pod względem hobby jest trener Azotów Tauronu Tarnów, Marek Cieślak. Nie dość, że codziennie (cóż za wytrwałość!) przejeżdża na wysokiej klasy rowerze kilkadziesiąt kilometrów, to jeszcze znajduje czas na to, by opiekować się swoimi psami. Hoduje teriery - bywają w jego sforze takie, które regularnie zgarniają nagrody na konkursach.

Wojskowy dryl z oddziałów słoweńskich

Są żużlowcy, z którymi lepiej nie wymieniać ciosów na torze - to uwaga choćby do skorego do bijatyk Nicki Pedersena. Nie warto na pewno zadzierać z Matejem Zagarem. Dziś to as gorzowskiej Stali - kiedyś nadzieja klubu w Toruniu. Słoweniec uwielbiany przez fanki doceniające jego urodę to prawdziwy twardziel. Prowadzi bardzo katorżniczy tryb życia, pija niemal wyłącznie wodę, jest bez przerwy na rygorystycznej diecie, ma za sobą ciężką pracę w oddziałach specjalnych swojego kraju. Uwielbia judo - treningi musiał przerwać, kiedy urósł do 185 cm i okazało się, że jest do pojedynków na macie nieco zbyt wysoki.

Sprawność na żużlu to efekt kick-boxingu

Karierę w sztukach walki mógłby zrobić Słowak Martin Vaculik - świetny w tym sezonie w Azotach Tauronie Tarnów. Jego gibkość na motocyklu to m.in. efekt treningów kick-bokserskich.