Sport.pl

Skandalista Stępniewski. Kontrowersje żużlowego prezesa

Niespełna sześć lat, jakie Wojciech Stępniewski spędził w toruńskim klubie żużlowym, to okres czasami nadzwyczaj burzliwy. Było ciekawie, a czasami - wręcz skandalicznie. Oto zestawienie tego, co budziło największe kontrowersje.

Prezes bezkompromisowy i z ostrym słowem

Teraz Stępniewski żegna się z toruńskim klubem. Zostawia go w dobrej sytuacji - ma szanse na sportowy sukces, nie ma problemów z wypłacalnością. Z kolei Stępniewski odchodzi jako jedna z najbarwniejszych postaci miasta ostatnich lat. Ze względu na swoje stanowisko, bezkompromisowość i ostry język nie brakowało od 2006 r. historii zaskakujących, dziwnych, ocierających się o skandal. 

Pussy? To przecież milutki kociak

Sporym skandalem było to, jak tłumaczył transparent na Motoarenie wywieszony przez szalikowców toruńskiej drużyny na meczu Unibax - Włókniarz Częstochowa. Nazwali jednego z żużlowców rywali angielskim słowem 'pussy' powszechnie uważanym za obraźliwe. Według kiboli nieżyjący już Lee Richardson to 'the biggest pussy in speedway world'. Napisali tak po tym, jak Anglik poskarżył się na to, że we wcześniejszym spotkaniu z torunianami miał zostać zaatakowany przez asa Unibaksu, Ryana Sullivana. Kibole napisali co o tym myślą, ówczesny szef częstochowian Marian Maślanka pieklił się nazywając to chamstwem, a Stępniewski był uosobieniem spokoju. Pytany o to, jak odczytuje treść transparentu, pewny siebie odpowiadał, że ?pussy? to angielskie 'kociak'. I zapewne tak kibole chcieli określić żużlowca rywali

Kibice podczas Speedway Grand Prix w Toruniu Kibice podczas Speedway Grand Prix w Toruniu Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta

Poniedziałek zaczyna się w niedzielę o 23.30

Jednym z najgłośniejszych skandali prezesury Stępniewskiego była dystrybucja biletów na turniej Grand Prix organizowany na Motoarenie. Miały być w internecie sprzedawane od poniedziałku, a były - od niedzieli i 23.30. Ci, którzy o tym nie wiedzieli, stracili szansę na najbardziej atrakcyjne miejsca. Gdy sprawa wyszła na jaw, Stępniewski przyznał, że sprzedaż rozpoczęła się nieco szybciej. Tłumaczył, że uruchomiono ją wcześniej, by sprzedaż była płynniejsza, a kibice 'nie czekali w blokach startowych'. Tak czy inaczej - był niesmak. Szczególnie dla tych kibiców, którzy zalogowali się o północy i zobaczyli, że najlepsze miejsca na stadionie są już zajęte.

Zadyma po meczu Unibax Toruń - Unia Leszno w 2007 roku Zadyma po meczu Unibax Toruń - Unia Leszno w 2007 roku Fot. Robert Górecki / Agencja Gazeta

Zgoda na klatkę dla szalikowców

Już na początku swojej prezesury Stępniewski zaskoczył Toruń godząc się na to, by grupa szalikowców postawiła sobie na stadionie przy ul. Broniewskiego własny sektor, do którego nikt (poza nimi) nie miał wstępu. Szalikowcy zbudowali sobie klatkę, byli we własnym świecie tak długo, aż po pierwszym finale Unibaksu wybiegli na tor, by stoczyć regularną wojnę na boisku z policją, ochroną i grupką z Leszna (na zdjęciu: jeden z szalikowców po pojedynku z mundurowymi). Później stosunki prezesa Unibaksu i szalikowców oziębły, ale i tak mogli liczyć na pewne preferencje. Po przenosinach drużyny na Motoarenę, szalikowcy dostali we władanie najbardziej atrakcyjne miejsce na stadionie (poza trybuną główną) czyli pierwszy łuk. To znów był ich świat, do którego wstęp mieli tylko wyznawcy religii KS Apator Toruń. Dla kibiców z atrybutami KST Unibax wejścia nie było. Choć szalikowcy coraz bardziej oddalali się od nowego właściciela drużyny (a wręcz stali się wobec Unibaksu wrodzy) klub nie reagował. Spokojnie podszedł również do tego, że stowarzyszenie Krzyżacy odmówiło dopingu na stadionie, gdy chciał go nagrywać producent TVN-owskiego serialu Lekarze. Unibax nie reagował w żaden sposób, choć po części to działanie na jego szkodę.

Unibax Toruń Unibax Toruń Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Żużlowcy przegrali, więc powinni zapłacić

Od dawna w toruńskim sporcie nie było postaci, która tak wyraziście mówiłaby co myśli. I to we wszystkich kwestiach. Stępniewski się nie patyczkował, nie zważał też - szczególnie na początku prezesury - na relacje z własnymi podopiecznymi. W 2008 r. w jednym z dzienników po koszmarnym meczu swojej drużyny bez ogródek stwierdził: - Po prostu wstyd, tyle mam do powiedzenia. Jestem zażenowany postawą drużyny i chciałem za to przeprosić kibiców.

Zawodnicy dostaną wypłaty? - drążył dziennikarz. Stępniewski stwierdził wtedy: - Powinni jeszcze dopłacić i z własnej kieszeni zwrócić kibicom pieniądze za bilety.

A warto zauważyć, że w 2008 r. Stępniewski był ledwie 28-latkiem młodszym od niektórych z tych, których tak krytykował. Na takie kwestie nigdy nie zwracał uwagi zakładając, że niezależnie od swojego wieku i doświadczenia odpowiada za klub, a więc ma prawo to robić.

Stadion zamknięty. Nawet dla Tomasza Golloba

Bywało, że decyzje prezesa toruńskiego klubu doprowadzały do ligowych skandali. Tak było chociażby przez obecnym sezonem, kiedy nie pozwolił na treningi na Motoarenie Tomaszowi Gollobowi. Najlepszy polski żużlowiec chciał szlifować formę m.in. przed zawodami Grand Prix, ale Unibax zabronił mu wejścia na stadion tłumacząc, że nie ma zamiaru pomagać ligowym rywalom. Zrobił to mimo, że formalnie stadion należy do miasta, a klub go jedynie wynajmuje. -Nie możemy zdradzać jego wszystkich tajemnic- mówił wtedy o torze Stępniewski.

Jerzy Wenderlich Jerzy Wenderlich Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta

Finał można kupić za 75 tys. zł!

Zrobiło się o nim głośno również, gdy Unibax przegrał ligowy półfinał na spreparowanym torze w Lesznie. Unię za fatalną nawierzchnię ukarano, ale kwota Stępniewskiego nie satysfakcjonowała. -Finał można kupić za 75 tys. zł!- grzmiał zdegustowany. Obrazowo mówił o sytuacji po półfinale. Unibax przegrał go m.in. ze względu na kontuzje podstawowych zawodników wynikłe po upadkach w Lesznie. Unia takich problemów nie miała. -Ofiara nie żyje, a sprawca jest na wolności-  kwitował decyzje trybunału Polskiego Związku Motorowego. Robił co mógł, by Unię ukarać. Szukał pomocy m.in. u kibica Unibaksu, Jerzego Wenderlicha (na zdjęciu). Wicemarszałek Sejmu na Motoarenie zwołał ze Stępniewskim konferencję, na której opowiadał o tym, jak chce dochodzić sprawiedliwości. Zawiadomił prokuraturę, ale bez efektów.

Najberg twierdził, że most przy Wschodniej budować będzie konsorcjum z firmą Alstal. Mylił się i musiał zgolić głowę Najberg twierdził, że most przy Wschodniej budować będzie konsorcjum z firmą Alstal. Mylił się i musiał zgolić głowę Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta

Straciliśmy? Zapłacić musi radny Torunia

Kontrowersji nie bał się Stępniewski ani trochę, a prawnikami straszył nadzwyczaj chętnie. Kiedy szalikowcy pobili się na stadionie groził, że klub w sądzie wywalczy odszkodowania. Do sądu wysyłał też byłego radnego Jarosława Najberga (na zdjęciu). Ten, podczas kampanii do Europarlamentu, rozdawał przed meczami tysiące ulotek, na których wydrukowane były meczowe programy. Unibaksowi w kasie zostało 975 sztuk za 10 zł każda więc uznał, że Najberg jest mu winny niespełna 10 tys. zł.

Unibax Toruń - Azoty Tauron Tarnów (43-47) Unibax Toruń - Azoty Tauron Tarnów (43-47) Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta

Niech spółki skarbu pań-stwa dzielą się po równo

Szybko szef toruńskiego żużla zaczął być postrzegany jako typ niepokorny, z wieloma pomysłami na to, jak zmienić tę dyscyplinę sportu. Czy na lepsze? Nie brakowało mu nietypowych pomysłów. Zaproponował np. by spółki skarbu państwa nie sponsorowały konkretnych klubów co źle wpływać miało na równowagę w lidze, a pieniądze od nich były dzielone równo, na wszystkie kluby. To był efekt m.in. tego, że Tauron, spółka energetyczna z większościowym udziałem skarbu państwa, wsparła klub z Tarnowa. A ten natychmiast przelicytował konkurencję oferując np. młodemu Maciejowi Janowskiemu kontrakt, według którego może w sezonie zarobić nawet ponad 1,5 mln zł. Na zdjęciu: mecz Unibax-Tauron, w tle Maciej Janowski.

Wiesław Jaguś Wiesław Jaguś Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Turniej jakiego nie było. I już nie będzie

tępniewski zaskoczył całokształtem pożegnania Wiesława Jagusia. Tuż po tym, jak wieloletni lider toruńskiego zespołu uznał, że rezygnuje z kariery żużlowej, szef toruńskiego klubu zapowiadał turniej, jakiego jeszcze nie było. Nie było - i nie będzie. Temat ucichł, Jaguś (na zdjęciu) konsekwentnie unika jakiegokolwiek kontaktu z klubem. A gdzieś w kuluarach można usłyszeć, że jest bardzo zawiedziony tym, jak wyglądały jego ostatnie chwile w Unibaksie.

Początki toruńskiego żużla na zdjęciach z archiwum Jerzego Wierzchowskiego Początki toruńskiego żużla na zdjęciach z archiwum Jerzego Wierzchowskiego Fot. Archiwum Jerzego Wierzchowskiego

Bilety dla weteranów? Zapraszam do muzeum

orzkich słów nie szczędził też przy sporze z Jerzym Wierzchowskim - jednym z najstarszych żyjących byłych toruńskich żużlowców. Ten skrytykował Unibax i Stępniewskiego m.in. podczas debaty dotyczącej klubu. Później dziwił się, że działacze nie są skłonni przekazać - wzorem innych miast - zaproszeń na mecze weteranom. Spór zaostrzył się, kiedy Wierzchowski powiadomił o sprawie Gazetę. Odmówił wtedy przekazania swoich cennych pamiątek (m.in. wyjątkowo starych zdjęć zespołu - jedno z nich prezentujemy wyżej) do klubowego muzeum. Stępniewski odpowiedział wtedy w swoim stylu: - Mówiłem o tym wielokrotnie i powtórzę raz jeszcze: u mnie osobiście z prośbą o zaproszenia na mecz pan Jerzy Wierzchowski nigdy nie był. A o to, czy dobrze traktujemy byłych toruńskich żużlowców, proszę zapytać choćby takich zawodników jak Jacek Krzyżaniak, Mirek Kowalik czy Wojciech Żabiałowicz, którym nigdy klub nie odmówił zaproszenia na mecz. Problem Pana Jerzego polega na tym, że on nigdy w tej sprawie w klubie, według moich informacji, się nie pojawił. Głównym celem muzeum jest przybliżenie historii tego sportu w Toruniu. Inicjatywa ta ma niewiele wspólnego z bieżącą działalnością klubu, przy czym KST Unibax od samego początku oświadczył, iż przekaże muzeum wszystkie pamiątki, którymi dysponuje. Nie w celach komercyjnych, ale przede wszystkim z uwagi na bogatą historię i tradycję tego sportu w Toruniu. Zatem zapewniam, iż muzeum nie nic wspólnego z KST Unibax - poza budynkiem, gdzie mieści się klub. Mogą oni [byli zawodnicy dysponujący archiwalnymi zdjęciami - red.] spokojnie i z czystym sumieniem przekazać muzeum swoje pamiątki. Z pewnością powstające muzeum odwdzięczy się tym Panom darmowymi zaproszeniami do zwiedzania tegoż muzeum.

 

Dziś Wierzchowski otrzymuje zaproszenia na mecze. Między nim a Stępniewskim nie ma sporu.

 

 

 

Maj 2011 r. Emil Pulczyński wpada w bandę w meczu Unibaksu z Unią Leszno. Nawet takie zderzenia z pneumatyczną ochroną okazują się bolesne. Maj 2011 r. Emil Pulczyński wpada w bandę w meczu Unibaksu z Unią Leszno. Nawet takie zderzenia z pneumatyczną ochroną okazują się bolesne. Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Halo, szpital? Potrzebuję mojego żużlowca

Były już prezes toruńskiego klubu nie boi się niepopularnych, wręcz zaskakujących, decyzji. Tego lata, podczas derbowego meczu Unibaksu w Bydgoszczy z bydgoską Polonią zdecydował się wysłać służbowe auto po przebywającego w szpitalu Emila Pulczyńskiego tylko dlatego, że nie było pewności, czy w takiej sytuacji można go zastępować. Żużlowcowi Unibaksu nic się nie stało, ale w światku ligowym zawrzało. Na zdjęciu: jeden z upadków Pulczyńskiego na Motoarenie.

Dominika Czarnecka na Motoarenie - stadionie żużlowym, który miasto Toruń wybudowało za 100 mln zł, by organizować zawody i trenować nastolatków. W szkółce żużlowej są tylko chłopcy 
Dominika Czarnecka na Motoarenie - stadionie żużlowym, który miasto Toruń wybudowało za 100 mln zł, by organizować zawody i trenować nastolatków. W szkółce żużlowej są tylko chłopcy Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Dziewczyna na żużlu? Raczej nic z tego

Głośna była również historia Dominiki Czarneckiej - nastolatki, która zgłosiła się do klubu na treningi żużla. Teoretycznie prawo jej na to zezwala. Unibax - nie. 15-letnia gimnazjalistka chciała trenować tak, jak poszukiwani przez klub chłopcy. Trener Jan Ząbik był przeciwny. Klub początkowo również. Ostatecznie, kiedy interweniowały media, Stępniewski zmienił zdanie. Jednak Czarnecka już z treningów nie skorzystała, a w klubie żadnej dziewczyny już nie ma. Stępniewski też się z klubem żegna. Prawdopodobnie zostanie szefem polskiej ligi.

Jak wy oceniacie prezesurę Stępniewskiego? Piszcie - wasze opinie opublikujemy. E-mail: redakcja@torun.agora.pl