Sport.pl

FIM nie zamierza negocjować z Polakami. Gollob, Hampel bliscy wykluczenia z Grand Prix

Międzynarodowa Federacja Motocyklowa nie zostawia złudzeń. Albo broniący tytułu mistrza świata Gollob i jego koledzy zgodzą się jeździć z nowymi tłumikami, albo żużlowe Grand Prix odbędą się bez Polaków.
- Absencja dla nikogo nie będzie korzystna, ale nie możemy zawodników zmuszać do walki - mówi "Gazecie Sport.pl" Roy Otto, szef komisji wyścigów torowych FIM - Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. W tym tygodniu ma spotkać się z działaczami Polskiego Związku Motorowego.

Start Polaków w turniejach Grand Prix jest zagrożony. Mistrz świata Tomasz Gollob, wicemistrz Jarosław Hampel i Janusz Kołodziej otwarcie sprzeciwiają się korzystaniu z tłumików nowego typu, które są wymagane od tego sezonu w zawodach FIM. Twierdzą, że sprzęt jest groźny dla zdrowia. Ponieważ nowe tłumiki powodują znacznie wyższe nagrzewanie silników motocykli, trudniej je opanować na torze, a upadki grożą poparzeniami.

Sprawa ma jednak drugie tło. Na rynku tłumików dominuje jeden producent - zawodnicy nie mają wyboru, więc czekają ich znacznie większe wydatki niż dotychczas. Najważniejsza jest jednak awaryjność sprzętu. Żużlowe maszyny z nowymi tłumikami nagrzewają się tak bardzo, że łatwo spalić kosztujące kilkanaście tysięcy złotych silniki. Już w marcu kilku zawodników informowało, że musieli kupować nowe - właśnie po takich uszkodzeniach. Alarmowali wtedy, że skoro silniki przegrzewają się w temperaturze bliskiej zera, latem awarie będą częstsze.

Najgłośniej protestowali liderzy polskiej kadry. Liczyli, że ich opinia doprowadzi do zmiany stanowiska międzynarodowej federacji. W Polsce zakładano, że szansą na to będą negocjacje z Otto. Ten jednak przed spotkaniem rozwiewa wątpliwości. Nie ugnie się przed polskimi gwiazdami. Z zagranicznymi nie musi. Inne krajowe federacje zaakceptowały stosowanie nowych tłumików, zdając sobie sprawę z tego, że z FIM nie wygrają. Polacy zaryzykowali.

FIM nie zamierza negocjować. - Prawidłową drogą komunikacji o sprawach sportowych i technicznych jest kontakt żużlowców z ich federacją, a nie z nami.

Otto stwierdził, że FIM nie będzie zabiegał u Golloba, Hampela i Kołodzieja o zmianę zdania.

Ile Polska może stracić na Grand Prix bez gwiazd? W 2009 r. prawa do organizacji imprezy przez pięć lat kupił toruński magistrat. Nie ujawnia, ile na nie wydał. W pierwszej transzy - to pewne - 3,5 mln zł. Reszta kwoty jest tajemnicą handlową. W grę może wchodzić w sumie nawet ok. 10 mln zł.

Specjalnie pod kątem Grand Prix miasto wydało też ponad 100 mln zł na budowę nowego stadionu żużlowego. Dzięki temu, że w czerwcu 2010 r. zawody na tym obiekcie oglądał nadkomplet 16 tys. kibiców, urząd na Grand Prix zarobił. Po odliczeniu wszystkich kosztów związanych z organizacją do budżetu Torunia wpłynęło 0,8 mln zł.

Czy bez Polaków można liczyć na równie duże wpływy? - Cóż, nie mam wątpliwości, że nie będzie to korzystne dla organizatorów - odpowiada Otto. - Ani dla miast, które za to zapłaciły, ani dla sponsorów czy PZMot. Jednak jeszcze raz podkreślam: nie na nas leży odpowiedzialność.

Zajmujący się organizacją Grand Prix w Toruniu Łukasz Szarszewski mówi: - Sądzę, że toruńskie GP jest w stanie samo się obronić. Jestem przekonany, że Polacy wystartują.

Gollob, Hampel i Kołodziej w ostatnich dniach są nieuchwytni - nie odbierają telefonów. Na ich absencji stracić może nie tylko Toruń, ale także Leszno oraz Gorzów Wielkopolski, które także mają prawa do organizacji zawodów cyklu GP. Ten ostatni zapłacił za nie 15 mln zł.

Tłumienie tłumików

Dwa lata temu europejska dyrektywa 2002/49/WE (1) zaleciła, by mieszkańcy Wspólnoty nie mogli być narażeni na hałas wyższy niż 85 decybeli. Dotychczasowe tłumiki wyciszały maszyny żużlowe do 98. Odtąd zaczęły się naciski na stosowanie nowych tłumików. Początkowo sprzeciwiali się temu wszyscy żużlowcy, później Polacy zostali samotni.

Polscy europarlamentarzyści Joanna Skrzydlewska i Artur Zasada prosili w Brukseli o wyjaśnienia. Unijny komisarz Janet Potoenik wydał w ub. roku oświadczenie, w którym stwierdził, że dyrektywa dotyczy głównie hałasu towarzyszącego transportowi - drogom, liniom kolejowym i ruchowi lotniczemu, a nie zawodom sportowym. To jednak nie zmieniło stanowiska FIM.

Czytaj więcej o żużlu w specjalnym serwisie Sport.pl »


Więcej o: