ROW Rybnik: To będzie mecz o życie

- Przed nami najważniejsze spotkanie w historii rybnickiego żużla - twierdzą zgodnie klubowe legendy. W wtorek o godz. 16 żużlowcy KS-u ROW-u Rybnik zmierzą się z drugoligowym Lubelskim Węglem w rewanżowym meczu barażowym o pozostanie na zapleczu ekstraklasy
Po niedzielnej porażce w Lublinie do odrobienia zostało rybniczanom 12 pkt. - Źle się stało. 12-krotnym mistrzom Polski zwyczajnie nie uchodzi. Nawet nie chcę myśleć, co będzie, jeśli wylądujemy w tej trzeciej lidze [chodzi o trzeci szczebel rozgrywek zwany II ligą - przyp. red.]. Potem to już nie będzie ani sponsorów, ani kibiców. Słowem: tragedia - zawiesza głos Jerzy Gryt, były trener rybnickiego klubu, wielokrotny medalista MP. Gryt już przed sezonem zakładał taki scenariusz. - Powiedziałem wtedy Józkowi Cycule [wieloletni działacz klubu - przyp. red.]: "Nie widzę tej drużyny. Zobaczysz, że będzie klapa". Po czasie przyznał mi rację - opowiada. Skąd to przekonanie? - Pościągali niesprawdzonych obcokrajowców, najemników, którzy działają w myśl zasady: "skasować pieniądze i uciekać". Po przegranym meczu zachowują się tak samo jak po wygranym - kręci głową Gryt. Ale mimo wszystko przed kluczowym starciem sezonu stara się zachować optymizm. - Jest źle, ale trudno, trzeba się zmobilizować. Wierzę, że chłopaki odrobią straty. Zobaczy pan! - przekonuje.

Andrzej Wyglenda, inna sława rybnickiego klubu, trzykrotny drużynowy MŚ oraz MŚ par, widzi to zupełnie inaczej. - Nadzieja jest matką głupich, ale trzeba ją mieć. Nasi za wysoko przegrali i jestem bardzo złej myśli. Nie chcę rzucać nazwiskami, ale ktoś na to zasłużył, żeby go zdrowo opiep... - grzmi Wyglenda. Kogo ma na myśli? - Mówię o działaczach. Klub powinien być rodziną, a tam każdy sobie rzepkę skrobie - denerwuje się legendarny żużlowiec. - Nie przypominam sobie, żeby ROW kiedykolwiek spadł do trzeciej ligi! Czasami trudno mi się przyznawać, że jestem rybniczaninem. Przez te wyniki płakać się chce! Dlatego coraz rzadziej tam chodzę. Szkoda zdrowia, a choruję na nadciśnienie. Szlag mógłby mnie trafić, a tak wynik przyjmuję "na sucho" - dodaje 69-letni Wyglenda.

W klubie wczoraj rano zebrał się sztab kryzysowy. Pomoc sprzętową zaoferowali Antonio Lindaeck, Denis Gizatullin oraz Rafał Szombierski. - Będziemy testować ich silniki. Szykujemy się do bitwy o wszystko. Chłopaki jadą o przyszłość swoją i naszą, o wyjście z twarzą - podkreśla menedżer zespołu Dariusz Momot. I potwierdza, że sytuacja faktycznie jest poważna. - Tej nocy nie mogłem zasnąć. Rozmawia pan właściwie z trupem. Ale nie wywieszamy jeszcze białej flagi! - dodaje.

Tor zostanie przygotowany pod jego ekipę. - Oni zrobili u siebie przyczepny, to u nas będzie odwrotnie - zapowiada Momot. Z powodu kontuzji wykluczony jest udział Duńczyka Nicolaia Klindta. KS ROW skorzysta z "zastępstwa zawodnika". - Mam potwierdzenie z kliniki, w której przejdzie on zabieg - wyjaśnia Momot.

Mecz w Lublinie rybniczanie starają się wyrzucić z głów. Najbardziej zawiódł w nim Ronnie Jamroży, który zdobył zaledwie jeden punkt. - Co do mojego występu to można to krótko określić jako "dramat". Nie chcę się niczym tłumaczyć, jestem zawodowcem - ucina zawodnik, który macha ręką na wspomnienie o całym obecnym sezonie. - Kontuzje, niesprzyjające warunki pogodowe, nieuregulowane kwestie finansowe. Wszystko zeszło się w całość. Ale trzeba się jeszcze ten jeden raz spiąć. Trzy biegi na 5:1 i straty będą odrobione - uważa Jamroży.

Co w przypadku czarnego scenariusza? - Nasza ekipa na pewno zostanie. Włożyliśmy tu duszę, serce, własne pieniądze. Mogę odejść w 10 sekund, pod warunkiem że ktoś wyłoży pieniądze, które ja wyłożyłem. Nie pozwolę, żeby moje i prezesa 200 tys. zł poszły na marne. Sam od roku pracuję za darmo. Najpierw "zróbmy" 60:30, pokażmy Lublinowi miejsce w szeregu, a potem zimą zbudujmy przyzwoity skład i zatrudnijmy trenera, o co apelują kibice - podkreśla Momot.



Karnety nie obowiązują

Bilety na mecz kosztują: trybuna kryta - 30 zł, bilet normalny - 20 zł, ulgowy - 10 zł. Karnety nie obowiązują. Ostatnia informacja dotycząca karnetów zdenerwowała kibiców. W zamieszczonym na stronie głównej klubu komentarzu prezesa Michała Pawlaszczyka czytamy: "Przed sezonem nikt z nas się nie spodziewał, że drużyna, jaką stworzyliśmy, będzie musiała walczyć o utrzymanie w I lidze. Mecze barażowe to dodatkowe wydatki obciążające klub, który - co nie jest tajemnicą - boryka się z problemami finansowymi. W obecnej sytuacji dla rybnickiego żużla liczy się każda złotówka. Nie sięgamy do kieszeni naszych najwierniejszych kibiców. Prosimy tylko o pomoc i zrozumienie".