Ustawa antyhazardowa może zagrozić organizacji turniejów Grand Prix w Polsce

- No i mamy kłopot - mówi Leszek Tillinger, dyrektor Grand Prix w Bydgoszczy. Żużlowe kluby i polskie miasta, które są organizatorami GP (w tym roku są już trzy: Toruń, Leszno, Bydgoszcz), nie mogą łamać prawa, bo grozi to wielomilionowymi karami.
Bukmacherska firma Tobet jest jednym z głównych sponsorów cyklu Grand Prix. To turnieje, podczas których wyłaniany jest najlepszy żużlowiec świata. W poprzednim roku odbyło się 11 zawodów GP - dwa z nich w Lesznie i Bydgoszczy. Logo firmy zajmującej się biznesem hazardowym żużlowcy reklamowali w najlepiej widocznych miejscach - na swych plastronach. I było to zgodne z prawem. Od stycznia w Polsce obowiązuje jednak ustawa o grach hazardowych zabraniająca reklamowania takich firm jak Tobet.

- No i mamy kłopot - mówi Leszek Tillinger, dyrektor Grand Prix w Bydgoszczy. Żużlowe kluby i polskie miasta, które są organizatorami GP (w tym roku są już trzy: Toruń, Leszno, Bydgoszcz), nie mogą łamać prawa, bo grozi to wielomilionowymi karami. Wisła Kraków, Lech Poznań, a ostatnio PZPN zawiesiły umowy ze swoimi bukmacherskimi sponsorami. Tatrzański Związek Narciarski nie zrezygnował ze sponsora Pucharu Świata i drży przed karą - zdaniem Ministerstwa Finansów może to kosztować od 700 tys. do nawet 1,2 mln zł.

Za prawo organizacji turnieju Grand Prix trzeba zapłacić do kasy angielskiej firmy BSI Speedway około miliona złotych rocznie. Anglicy mają dylemat, bo wiąże ich umowa z Tobetem, ale nie chcą rezygnować z polskich zawodów, bo to w Polsce zarabiają największe pieniądze. - BSI Speedway jest świadoma aktualnej sytuacji w Polsce - poinformowała nas Nicola Sands, menedżer ds. marketingu i komunikacji, ale nie chciała powiedzieć, jaką decyzję podejmie jej firma.

Rewolucja w Ekstralidze »