Psycholog: Żużlowcy nie mają świata poza torem

Po śmierci Roberta Dadosa i Rafała Kurmańskiego także padało pytanie: Dlaczego? I nie znaleziono odpowiedzi. Teraz trzeba jej poszukać, by dramat znów się nie powtórzył - mówi psycholog Łukasz Mazur po samobójstwie 23-letniego żużlowca RKM Rybnik, Łukasza Romanka.
Wojciech Borakiewicz: W ciągu dwóch lat samobójstwo popełniło trzech młodych polskich żużlowców. Jakie mogą być przyczyny?

Łukasz Mazur: Po śmierci Roberta Dadosa i Rafała Kurmańskiego także padało pytanie: Dlaczego? I nie znaleziono odpowiedzi. Teraz trzeba jej poszukać, by dramat znów się nie powtórzył. To o polskiej lidze żużlowej mówi się, że jest najlepsza i najbogatsza na świecie, a przecież w Anglii czy Szwecji młodzi żużlowcy nie popełniają samobójstw.

Co łączy te trzy dramaty?

- Każdy z tych sportowców w bardzo młodym wieku osiągnął wielki sukces. Byli mistrzami świata, Europy i Polski. Potem przeżyli załamanie formy. Nie sprostali wielkim oczekiwaniom: swoim, kibiców, klubu. Każdy człowiek w takiej sytuacji przeżywa stres. A ci młodzi ludzie nie zdołali pewnie nauczyć się w sposób dojrzały żyć z niepowodzeniami. Odbiór porażek był zbyt silny.

Ale to są doświadczenia większości młodych ludzi uprawiających także inne sporty. A przecież nie słyszy się o samobójstwach gwiazd polskiej koszykówki, siatkówki ani piłki nożnej.

- Żużel jest innym sportem. Stres związany z wyjazdem na tor jest nieporównywalny. Zawsze istnieje groźba ciężkiej kontuzji. Dlatego wymaga całkiem innych predyspozycji. By osiągnąć sukces na torze, nie można przecież zamknąć gazu. Zamiast tego czasem lepiej zamknąć oczy. Mówi się nawet obiegowo o żużlu, że to męski sport. Ludzie go uprawiający powinni być twardzi, odważni i męscy. Tego rodzaju stereotyp powoduje potem, że młodym chłopakom nie przystoi przyznawać się do słabości ani mówić o nich. A tłumienie ich w sobie tylko pogłębia depresję.

Może przyczyna psychicznej słabości leży też w tym, że młodzi żużlowcy często poprzestają na nauce w szkole zawodowej, a nawet tylko podstawówce?

- Niestety, tak jest, i to nie pomaga. Porzucają zbyt często naukę w wieku 16 czy 17 lat, nie dlatego że są mniej inteligentni od innych. Żużel zajmuje im tak wiele czasu, że nie budują sobie świata poza nim. A każdy człowiek musi mieć jakąś alternatywę, by w razie niepowodzenia w jednej sferze życia zrekompensować sobie sukcesem w innej. Tymczasem ci młodzi chłopcy jej nie mieli. To tylko może pogłębiać poczucie porażki, skoro niepowodzenie sportowe staje się tożsame z życiową przegraną.

Jak w takim razie im pomagać?

- Psycholog się przydaje. Sam współpracuję z juniorami bydgoskiego klubu. Wiele z nimi rozmawiam. Ale przecież nie zawsze trzeba psychologa. Wystarczy dobry trener, który zna swoich wychowanków.

Łukasz Mazur - pracownik naukowy Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, współpracuje z żużlowcami Budleksu/Polonii