Rozmowa z Andrzejem Korolewem

W Grudziądzu chciałbym się ponownie wypromować i odzyskać mocną pozycję w polskim żużlu - mówi w rozmowie z ?Gazetą? Andrzej Korolew - najlepszy zawodnik Kuntersztyna/quick-mix w meczach sparingowych.
Andrzej Korolew trafił do Grudziądza po raz pierwszy w 1992 roku. Przez trzy sezony Łotysz występował jako obcokrajowiec, a w jednym z nich był nawet najlepszym zawodnikiem drużyny. Był jednym z ulubieńców grudziądzkich kibiców. W 1995 roku przeszedł do spadkowicza z I ligi - Unii Leszno, której barwy (od 1996 roku, po uzyskaniu obywatelstwa, jako Polak) bronił do ubiegłego sezonu. Z roku na rok wyjeżdżał jednak na tor coraz rzadziej i zdecydował się na starty - na zasadzie rocznego wypożyczenia - w Kuntersztynie/quick-mix. Do największych osiągnięć Korolewa należy udział w IMŚJ w 1990 roku (był rezerwowym) oraz finale IMP w 1997 roku (także w roli rezerwowego).

Joachim Przybył: Co chciałbym Pan osiągnąć jako zawodnik Kuntersztyna/quick-mix?

Andrzej Korolew: Przede wszystkim chciałbym więcej pojeździć i przywrócić znaczenie mojemu nazwisku. Chciałbym, że znowu liczyli się ze mną wszyscy zawodnicy w ekstralidze. Będę starał się zaprezentować z jak najlepszej strony i mam nadzieję, że uda mi się.

Na co, Pana zdaniem, stać grudziądzki zespół w tym roku?

- Nie chciałbym bawić się w prognozowanie. W pierwszej lidze poziom wcale nie jest niski, składy wszystkich drużyn wyrównane i zbliżone. Naszym planem minimum jest awans do pierwszej czwórki po rundzie zasadniczej, a dalej już zobaczymy. W play-off niczego nie można wykluczyć.

Nie żałuje Pan odejścia z Unii? Leszczynianie nikim się nie wzmocnili i miałby Pan szanse na miejsce w składzie.

- Nie żałuję. W Grudziądzu jestem pewny, że - o ile nie odniosę żadnej kontuzji - to pojadę we wszystkich meczach. W Lesznie pewnie siedziałbym na ławce przez pół sezonu, a w takiej sytuacji trudno wyjechać nagle na tor i być właściwie przygotowanym. Sprzęt jest dobity na treningach, brakuje pieniędzy na remonty silników. Praktycznie nie ma jak zdobywać punktów.

Zaczynał Pan karierę w polskiej lidze właśnie w Grudziądzu. Czy ten fakt miał wpływ na to, że zdecydował się Pan przenieść właśnie do tego klubu?

- Raczej nie. Po prostu otrzymałem propozycję z Kuntersztyna/quick-mix. Znam dobrze jeszcze z dawnym czasów obecnego prezesa klubu Przemysława Sierakowskiego. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy może z pół godzinki i doszliśmy do wniosku, że możemy razem współpracować. Wszystkie warunki kontraktu, jaki zaproponowali grudziądzanie, bardzo mi odpowiadały i na razie jestem zadowolony.

Będzie Pan liderem grudziądzkiej drużyny?

- To się okaże w czasie rozgrywek.

Kuntersztyn/quick-mix dysponuje bardzo wyrównanym składem, ale w każdym zespole przydaje się lider, który pociągnie za sobą kolegów trudnych chwilach. Czy Pan jest przygotowany do takiej roli? W Lesznie był Pan zawodnikiem raczej drugiego planu.

- Rzeczywiście w Lesznie nie należałem może do liderów, ale zawsze solidnie wykonywałem tak zwaną czarną robotę. W takiej sytuacji od zawodnika także wiele się wymaga. Dlatego jestem przyzwyczajony do każdych warunków. Nie liczę na to, że będę liderem, ale jeżeli tak się stanie, to jestem przygotowany. Myślę, że jestem w stanie podołać takiemu zadaniu.

Grudziądzki to zmienił się w dużym stopniu w porównaniu do czasów Pana startów w tym klubie?

- Trochę się pozmieniał, ale nie ma to większego znaczenia. Do każdej nawierzchni można się przyzwyczaić.

Czy Kuntersztyn/quick-mix jest w stanie wygrać pierwszą ligę i awansować do najwyższej klasy rozgrywek?

- Na dzień dzisiejszy nikt na to nie liczy. Chcemy skutecznie jeździć i dobrze wypaść w lidze. A jak uda się wygrać rozgrywki to na pewno nikt nie będzie płakał.