Częstochowa: rusza żużlowa ekstraliga

W niedzielę o godz. 16.00 meczem z Atlasem Wrocław na stadionie przy ul. Olsztyńskiej żużlowcy Włókniarza zainaugurują ligowy sezon 2001
Układ kalendarza ligowego nie jest szczęśliwy dla włókniarzy. Najpierw przyjdzie im zmierzyć się z Atlasem Wrocław, czyli najbogatszym i chyba potencjalnie najsilniejszym klubem w Polsce. Na domiar złego jest on prowadzony przez Marka Cieślaka, który doskonale orientuje się w częstochowskich realiach. Potem przed biało-zielonymi dwa mecze wyjazdowe, i to na torach zespołów, które są niemal pewnymi kandydatami do medali DMP: bydgoskiej Polonii i Apatora Toruń. Zwycięstwo w tych dwóch spotkaniach byłoby wielką niespodzianką. Dlatego tak ważny jest niedzielny mecz z Atlasem. Wywalczenie dwóch punktów pozwoliłoby spokojnie przygotowywać się do kolejnych spotkań.

Jak jednak pokonać Atlas? Kiedy spojrzy się na skład wrocławskiej drużyny, można zwątpić w możliwość nawiązania wyrównanej walki: Hancock - Sawina, Krzyżaniak - Nicholls, Ułamek - Słaboń - takie pary wytypował do meczu Marek Cieślak. Pokonanie każdego z tych żużlowców - z wyjątkiem Słabonia - będzie nie lada sztuką, nawet dla naszego lidera Grzegorza Walaska. A co z pozostałymi? Naszą nadzieją jest duet obcokrajowców, który - jeśli mamy wygrać - musi okazać się lepszy od stranieri rywali.

Dobrze spisuje się w marcowych meczach w Anglii Ryan Sullivan. Startując w barwach Peterborough (wspólnie z Markiem Loramem i Matejem Ferjanem), w spotkaniu przeciwko Ipswich zdobył 11 punktów. Poza tym Australijczyk doskonale radzi sobie na częstochowskim torze, o czym mogliśmy się przekonać w zeszłym roku. Wtedy w barwach Apatora zdobył tu 11 punktów, spośród naszych zawodników ulegając tylko raz Drabikowi i Loramowi.

Niedzielny mecz ma kilka podtekstów i dla kilku jego uczestników będzie miał dodatkowe znaczenie. Mowa o wspomnianym już Marku Cieślaku, Sebastianie Ułamku i Bartłomieju Bardeckim. Ułamek zawsze stara się w Częstochowie udowadniać swoją wartość, do czego dodatkowo mobilizują go swoim zachowaniem kibice. Bardecki, kiedyś niechciany w Atlasie, jeśli dostanie szansę - na co się jednak nie zanosi - bardzo będzie chciał udowodnić, że nie jest gorszy od gwiazd, przez które musiał szukać dla siebie miejsca poza rodzinnym miastem. Także Andersen ma nie najlepsze wspomnienia z Wrocławia. W ubiegłym roku działacze podziękowali mu w połowie sezonu, obarczając winą za niepowodzenia zespołu.

Liczymy także na dobrą jazdę naszych juniorów. Obiecująco w sparingach spisywał się Karol Malecha. Jeśli marzymy o wygranej, także oni muszą być lepsi od juniorów gości. Pewne nadzieje pokładamy również w Tomaszu Jędrzejaku. W meczach kontrolnych jeździł przebojowo i walecznie. Ubiegły rok był dla niego wyjątkowo pechowy, ale w klubie wierzą, że w tym sezonie będzie dużo lepiej.

W jakim składzie Włókniarz przystąpi do niedzielnego meczu? Na to pytanie poznamy odpowiedź dopiero na stadionie. Czesław Czernicki znany jest z tego, że do końca wstrzymuje się z podaniem nazwisk wybrańców. Na jego decyzję wpłynie zapewne jeszcze piątkowy sparing i sobotni trening. Ale biorąc pod uwagę fakt, że Artur Pietrzyk niewiele jeździł, a Bardecki spisywał się w sparingach przeciętnie, wszystko wydaje się jasne, pozostaje sprawa zestawienia par.

Plany przed sezonem

Sezon 2001 zapowiada się dla częstochowskich kibiców emocjonująco. Nie będą to może emocje związane z walką o medale, ale zanosi się na ciężkie boje o każdy punkt.

Nie ma co ukrywać, że Radson/Malma/Włókniarz należy do słabszych zespołów ekstraligi. KSM naszego zespołu - nawet jeśli wziąć pod uwagę sześciu zawodników z najwyższymi średnimi w kadrze - wynosi nieco powyżej 40 punktów. Gdy do składu włączyć Jędrzejaka i Czerwińskiego, spada o pięć punktów. To ma swoją wymowę. W końcu KSM świadczą o klasie i możliwościach poszczególnych zawodników.

Prawem kibica jest jednak wiara w swój zespół. Dlatego liczymy, że po sezonie średnie te będą znacznie wyższe, a wyniki drużyny lepsze, niż jej kalkulowane szanse. Potrzeba do tego jednak przynajmniej kilku pozytywnych zbiegów okoliczności.

Po pierwsze: szczęścia. W przypadku biało-zielonych kontuzja jednego z zawodników może być brzemienna w skutkach, a defekty motocykli odebrać punkty potrzebne do utrzymania. Różnica między szczęśliwym sezonem, a sezonem pechowym jest taka, jak między wynikami Włókniarza w 1996 i 1997 roku. W pierwszym klub zdobył mistrzowski tytuł, a w drugim - w niemal identycznym składzie - spadł z ligi. Oczywiście, trzeba pamiętać o przysłowiu, które mówi, że szczęściu trzeba pomagać.

Po drugie wszyscy zawodnicy muszą pojechać w tym roku na maksimum swoich możliwości. Wyjątkiem może być tylko Grzegorz Walasek. W jego przypadku wystarczy, że utrzyma formę z poprzednich rozgrywek. Adam Skórnicki, Tomasz Jędrzejak, Artur Pietrzyk, Bartłomiej Bardecki, Zbigniew Czerwiński muszą być lepsi - a nawet dużo lepsi - niż przed rokiem. Jeśli Pietrzyk, Jędrzejak czy Bardecki nie wykorzystają swojej szansy, więcej mogą jej już nie otrzymać i zostaną skazani na sportowe zapomnienie.

Po trzecie w klubie nie może zabraknąć pieniędzy. Braki w kasie zawsze źle wpływają na wyniki drużyny.

Z optymizmem na rozpoczynające się rozgrywki pozwala spojrzeć osoba Czesława Czernickiego i zmiany, jakie zaszły w organizacji pracy szkoleniowej, a chyba także w mentalności zawodników. Opierając się na relacjach osób będących blisko drużyny można powiedzieć, że pod kierunkiem nowego menedżera pracowano wyjątkowo solidnie.

Tegoroczna liga też nie wydaje się tak silna jak ta z poprzedniego sezonu. Beniaminek - ZKŻ Polmos Zielona Góra - ma na pewno mniejsze możliwości niż ubiegłoroczny spadkowicz - Wybrzeże Gdańsk. Unia Leszno, która uratowała się przed spadkiem tylko dzięki nieprawdopodobnemu zwycięstwu w Częstochowie, ma nadal ten sam skład. I nie ma się co oszukiwać, że to rywale, z którymi Włókniarz będzie walczył o utrzymanie. Chyba że nastąpi sportowy cud. Te na szczęście w sporcie się zdarzają.

Powiedzmy sobie jednak szczerze: pokonanie Atlasu, Polonii z Bydgoszczy i Piły czy Apatora Toruń - nawet na torze w Częstochowie - będzie zadaniem niezwykle trudnym, a każde takie zwycięstwo wielkim sukcesem trenera i zespołu. Dlatego tej drużynie potrzebne jest wsparcie kibiców. Gwizdy po pierwszym przegranym wyścigu czy meczu na pewno nie pomogą. Pewnie, że fani mogą mieć pretensje o odejście Drabika albo nie darzyć sympatią Skórnickiego. Zapomnijmy jednak o animozjach, bo tu nie chodzi przecież o nazwiska, ale o nasz klub. Zawodnicy przychodzą i odchodzą. Jedni stają się klubową legendą, jak: Kaznowski, Kwoczała, Cieślak, Drabik, o wielu zapominamy, a Włókniarz od pół wieku należy do najlepszych w Polsce. Skład drużyny się zmienia, zmieniają się trenerzy i działacze, a pozostają sportowe wspomnienia, tradycja i prawdziwi kibice.

DLA GAZETY

Lech Małagowski, dyrektor CKM Włókniarz: - Nie jest tajemnicą, że faworytem spotkania jest drużyna WTS Wrocław. Zarówno ze względu na sytuację finansową, jak i siłę zespołu. Wrocławianie to jeden z kandydatów do tytułu mistrzowskiego. Dlatego sądzę, że nawiązać z nimi walkę będzie bardzo trudno. Ale na pewno nie będzie to spacerek dla żużlowców z Wrocławia. Myślę, że nasz zespół będzie maksymalnie zmobilizowany. Jeśli nawet nie uda się wygrać, to stoczymy zacięty i wyrównany mecz. Po cichu liczę, że stać nas na niespodziankę. Co do cen biletów (najdroższe są po 35 zł - red.), to zarząd podjął decyzję, aby ustalić je na takim, a nie innym poziomie. Na pewno chcemy, aby frekwencja była jak najwyższa, ale z drugiej strony wiadomo, jaka jest nasza sytuacja finansowa. Zwracam uwagę, że ci którzy chcą oszczędzić, mogą kupić karnet, który kosztuje 200 złotych i gwarantuje wstęp na ponad dwadzieścia imprez. Normalny bilet na mecz kosztuje wtedy w przeliczeniu około 8 zł.

Jacek Krzyżaniak, kapitan Atlasu Wrocław: - Do Częstochowy jedziemy po zwycięstwo. Myślę, że nasz zespół jest silny i teraz trzeba to potwierdzić. Atlas jest tak zestawiony, że zawsze ktoś pojedzie na dobrym poziomie. To nasz atut. Czy kluczem do sukcesu będzie dobra jazda w parach? Ona tylko wtedy jest skuteczna, gdy spod taśmy wychodzi się na 5:1, a za plecami jedzie jakiś wolniejszy zawodnik, nie żaden Rickardsson i Loram. Nasz rywal? Nie zajmuje mnie analiza składu Włókniarza, ich osłabienia i wzmocnienia. To mnie nie dotyczy, najważniejszy jest własny ogródek. Sprzętowo jestem przygotowany rewelacyjnie. Mam silniki od Ryszarda Kowalskiego, sprzęt robi mi też Otto Weiss.