Dramat australijskiego żużlowca. Róże dla Darcy'ego Warda

Australijski żużlowiec Falubazu Zielona Góra w niedzielę upadł w ostatnim wyścigu ostatniego meczu sezonu. Nie wiadomo, czy wróci na tor ani czy będzie mógł chodzić.
- Operacja trwała dwie, dwie i pół godziny. Stan pacjenta jest stabilny, sam oddycha, jest przytomny, odpowiada na pytania. Coś więcej będę mógł przekazać za dwa dni - mówił wczoraj lekarz Falubazu Robert Zapotoczny.

W niedzielę Falubaz pokonał w ekstralidze GKM Grudziądz (57:33). Darcy Ward błyszczał, w czterech startach zdobył dziesięć punktów. Na ostatnim okrążeniu ostatniego wyścigu ścigał Artioma Łagutę, gdy dopadł rywala, zahaczył o jego motocykl i padł na tor. Z impetem rzuciło go na bandę - akurat na prostej, czyli tam, gdzie nie zabezpieczały jej pneumatyczne przęsła.

Zapotoczny miał później powiedzieć reporterowi "Przeglądu Sportowego", że "dla Warda nie ma nadziei. Rdzeń zgilotynowany. Uszkodzone kręgi C6 i C7". - W emocjach mówiłem, wydostał się już jakiś przekaz do mediów. Poprzestańmy na tym. Przecież to część tajemnicy lekarskiej. A Darcy jest w takim stanie, że nawet nie wypada mi pytać, czy zgodziłby się, bym informował ludzi o wszystkich szczegółach. W środę, jeśli uzyskam zgodę Darcy'ego, będzie czas, by powiedzieć coś więcej - mówił Zapotoczny w poniedziałkowe popołudnie. - W medycynie nie ma terminów "zawsze" i "nigdy". Trudno wyrokować, w którą stronę to się potoczy. Medycyna robi ogromne postępy.

Dodał, że do szpitala przyjechał przyjaciel Darcy'ego Warda - australijski żużlowiec Chris Holder. - Odwołał występ w lidze angielskiej, by Darcy nie był sam w tych trudnych chwilach - opowiadał lekarz.

Cały ligowy sezon Falubaz zmagał się z kontuzjami czołowych zawodników. By ich zastąpić, w połowie lipca szefowie klubu skorzystali z okazji, że do wzięcia jest 23-letni Darcy Ward, dwukrotny mistrz świata juniorów.

Australijczyk wracał do startów po karze za to, że rok temu próbował wystartować w Grand Prix Łotwy pod wpływem alkoholu. Zawieszono go na dziesięć miesięcy. - Jazda w SPAR Falubazie to dla mnie nowy rozdział. Jestem bardzo podekscytowany, dla mnie to ogromna szansa na dobry sezon. Wierzę, że uda nam się awansować do play-off - mówił Ward.

Jeździł dla Falubazu skutecznie i widowiskowo. Większość wyścigów wygrywał, jak chciał. A jednak nie wszyscy fani witali go z otwartymi ramionami. Zapamiętali, że w 2009 r. Australijczyk - wówczas jeżdżący w KS Toruń - po finale ekstraligi podeptał szalik klubu z Zielonej Góry. Torunianie przegrali wtedy oba mecze o złoto.

Australijczyk kajał się: - Przepraszam za moje zachowanie, byłem bardzo młody i nie zdawałem sobie sprawy, że to może mieć takie konsekwencje. Chcę pokazać, że się zmieniłem.

Grupki szalikowców to nie wzruszyło. Na pierwszym meczu, gdy Falubaz walczył ze Spartą Wrocław, powitali Australijczyka płachtą z napisami, że Darcy nigdy nie będzie jednym z nich i żeby wynosił się z Falubazu.

Prawdopodobnie ci sami ludzie w niedzielny wieczór wykrzykiwali z trybun: "Koniec kariery!". Australijczyk leżał wtedy na torze, czekając na pomoc.

Senator Robert Dowhan, w praktyce szef Falubazu, nie zważał na protestujących. Jeszcze przed ostatnim meczem zapewniał, że zrobi wszystko, by zatrzymać Australijczyka. Dodawał jednak, że będzie to trudne, bo chodzi o żużlowca, którego chcieliby mieć u siebie wszyscy prezesi klubów ekstraligi.

Od poniedziałku kibice Falubazu zmawiają się na Facebooku, by wesprzeć młodego żużlowca. Planowali się spotkać wieczorem pod bramą zielonogórskiego szpitala, by razem przejść pod oddział neurochirurgii. "Każdy kibic przynosi ze sobą jeden kwiat róży. Gdy zobaczy tyle kwiatów, będzie wiedział, ilu jest z nim kibiców" - pisali na stronie.





- Dziękujemy tym kibicom, którzy w obliczu tragedii potrafili zachować człowieczeństwo - powiedział Marcin Grygier reprezentujący Falubaz w mediach.

Zielonogórska drużyna w niedzielę zakończyła ligowy sezon na piątym miejscu. Nie awansowała do play-off, nie grozi jej spadek z ekstraligi.