Żużel. Europa pcha się przed świat

Wymyślony w Polsce trzy lata temu cykl zawodów o żużlowe mistrzostwo Europy wyrósł tak szybko, że stał się groźnym rywalem dla światowego Grand Prix. W sobotę w Toruniu pierwszy turniej Speedway European Championships. Tytułu broni Rosjanin Emil Sajfutdinow.
Symbolem upadku Grand Prix została tegoroczna kompromitacja na Stadionie Narodowym. 50 tys. widzów obejrzało zawody przerwane w połowie, które stały się pośmiewiskiem, gdy duńska firma Speed Sport nie umiała naprawić maszyny startowej. A że zapomniała o zabraniu zapasowej, widzowie oglądali niespotykane nawet na zawodach najniższej rangi starty bez taśmy, na zielone światło. Turniej przerwano, kiedy zawodnicy się zbuntowali i nie chcieli uczestniczyć w farsie.

Klęska Grand Prix na Narodowym ma dalszy ciąg. Polski Związek Motorowy, organizator turnieju, nie zapłacił Duńczykom ze Speed Sport miliona złotych za przygotowanie toru i zawodów. Dostali tylko połowę i PZMot nie ma zamiaru płacić całości. W Warszawie powinny się jeszcze odbyć GP w 2016 i 2017 roku. Polska federacja nie chce, żeby tor ponownie przygotowywał Speed Sport Olego Olsena, a to powód do sporu z właścicielami praw do cyklu Grand Prix - brytyjską firmą BSI/IMG.

Być może sprawa zakończy się w sądzie. Na pewno za to znajdzie się tam pozew zbiorowy, który wściekli kibice złożyli już przeciwko PZMot. Żądają zwrotu pieniędzy za bilety. Do pozwu dołączają się ciągle kolejne osoby, mogą ich być tysiące.

Speedway European Championships nie ma takich problemów. Żużlowe mistrzostwa kontynentu postanowili przed trzema laty odrodzić polscy przedsiębiorcy z One Sport. W pierwszym sezonie musieli się zmagać z wymuszonym przez BSI/IMG zakazem startów zawodników z Grand Prix w turniejach SEC. Brytyjczycy wycofali się jednak szybko z wojny, kiedy się okazało, że ich gwiazdy wybierają mistrzostwa Europy. Tak zrobił Tomasz Gollob. Na starty wyłącznie w SEC zdecydowała się również młoda gwiazda Emil Sajfutdinow. - Nie czuję presji ani jej na siebie nie nakładam. Wszyscy startujemy od zera. Jeśli chce się wygrywać, to trzeba to robić tu i teraz, a nie rozpamiętywać, co było w zeszłym roku - mówi Rosjanin.

- Zdaję sobie sprawę, jaki poziom obecnie reprezentuje SEC, w którym będą jechać praktycznie sami najlepsi zawodnicy - dodaje Gollob, który otrzymał dziką kartę. Mistrz świata z 2010 roku oraz czterech innych Polaków: Janusz Kołodziej, Piotr Protasiewicz, Przemysław Pawlicki i Tomasz Jędrzejak, będą rywalizować z żużlowcami sześciu krajów. Najgroźniejsi będą Rosjanie Sajfutdinow i Grigorij Łaguta, Słowak Martin Vaculik, Szwed Andreas Lindbäck oraz Duńczyk Nicki Pedersen.

Trzykrotny mistrz świata ma żelazną kondycję, bo w walce o oba tytuły zaliczy w sumie 16 turniejów (cztery w SEC i 12 w GP). Coraz większa liczba zawodów Grand Prix - 20 lat temu zaczynało się od sześciu imprez - spowodowała, że do występów w GP coraz więcej żużlowców dopłaca. To także powód rezygnacji ze startów w cyklu Grand Prix. Dla wielu sponsorów tytuł mistrza Europy wcale także nie jest wart wiele mniej niż mistrzostwo świata, które jest stawką w Grand Prix.

- Bez wątpienia w tym roku mamy najsilniejszy SEC, odkąd zaczęliśmy go organizować. Widać, że marka umacnia się wśród kibiców, ale także zawodników. Nie sposób wskazać faworyta do zwycięstwa w poszczególnych biegach, a co dopiero kandydatów do medali i tytułu mistrzowskiego - zapowiada Karol Lejman z firmy One Sport. Pierwszy z turniejów w sobotę na toruńskiej Motoarenie. Pozostałe odbędą się w Landshut (Niemcy), Kumli (Szwecja) oraz Ostrowie.