Roman Karkosik już nie chce być żużlowym bankomatem

Wydał na żużel w Toruniu ponad 19 mln zł, choć nigdy kibicem nie był. Gdy nim został, zdecydował się odejść. Kończy się jeden z najdziwniejszych mariaży finansowo-sportowych w zawodowym sporcie w Polsce. Karkosik - mieszkający w dworku po Fryderyku Chopinie miliarder, którego akcje na giełdach rosną według angielskiego ?The Economist? lepiej niż notowania Apple'a - wycofuje się z klubu żużlowego w Toruniu.
Przejął go w końcówce 2006 r. Kibice na stadionie witali biznesmena transparentem: "Za Aniołów uratowanie, dziękujemy Ci, Romanie". Klub - wtedy kulejące stowarzyszenie bez perspektyw - był bankrutem. Karkosikowi żużel był raczej obojętny, ale zareagował na apele. A o pomoc prosili wszyscy - od samorządowców, przez mały biznes, po media. Bez rozgłosu, pozostając w cieniu, spłacił ponadmilionowe zadłużenie stowarzyszenia, przekształcił klub w prężną spółkę. Nazwał ją - od jednej ze swoich firm - Unibax. Przy okazji wywrócił do góry nogami finansowe standardy ligi żużlowej.

Przez osiem lat Toruń - jako jedyny klub w Polsce - nie miał problemów z wypłacalnością. To nie Unibax szukał zawodników, to oni - jak ówczesny mistrz świata Nicki Pedersen - prosili co roku, by ich zatrudnić. Właściciel nie przepłacał, ale zakładał, że za dobrą pracę należy się godne wynagrodzenie. Negocjacje z żużlowcami kończyły się zazwyczaj wtedy, gdy Karkosik przejmował je osobiście. W 2011 r. z ówczesnym prezesem długo targował się znakomity Australijczyk Ryan Sullivan - umowę podpisano dopiero na kolacji z właścicielem klubu. Później, kiedy kilku zawodników dostało oferty od konkurencji, Karkosik zaprosił ich na spotkanie w swojej posiadłości. Rozmowy były krótkie i konkretne - każdy otrzymał satysfakcjonujący trzyletni kontrakt.

ZOBACZ: Największe skandale w historii Enea Ekstraligi [RANKING]

Osiem żużlowych sezonów kosztowało Karkosika ponad 19 mln zł. Większość pieniędzy pochłonęła tegoroczna drużyna. Przed rokiem Unibax w proteście zrezygnował z walki w finale ligi (domagał się przełożenia meczu z Falubazem ze względu na kontuzje czołowych zawodników m.in. Tomasza Golloba, ale rywal i władze ligi się nie zgodziły). Ta, wraz z Polskim Związkiem Motorowym, nałożyła na niego spore kary - grzywny i ujemne punkty praktycznie uniemożliwiające walkę o mistrzostwo kraju. Karkosik uznał, że i tak stworzy w Toruniu drużynę gwiazd, która spróbuje powalczyć o medal mistrzostw Polski.

Unibax nie awansował jednak nawet do play-off, ale Karkosik odchodzi z żużla z klasą. Sprzeda klub bez jakichkolwiek zaległości, zadeklarował, że spłaci ewentualne odszkodowanie za nierozegrany przez Unibax finał. Rywal, zielonogórski Falubaz, wyliczył swoje straty na ponad milion zł i oddał sprawę do sądu.

- Decyzja o swego rodzaju izolacji, odseparowania się od polskiego żużla była dla mnie bardzo ciężka. Uznałem, że nie powinienem już dłużej funkcjonować wewnątrz systemu absurdalnych zasad, które Żużlowa Ekstraliga narzuca klubom występującym w najsilniejszej żużlowej lidze świata - stwierdził Karkosik, dodając, że sponsorzy stają się "zakładnikami organizacji" i są traktowani "jak bankomaty - mają wypłacać pieniądze, ale nie powinni zabierać głosu". Osoba z jego otoczenia: - W przeciwieństwie do wielu ludzi próbujących coś "zbić" dla siebie na sporcie zawodowym, on tego robić nie musiał. Myślę, że nie zmienił się od czasów, kiedy miał budkę z piwem i jeździł Warszawą. Chciał pomóc. No i w końcu się zniechęcił.

Jedyne mistrzostwo Polski zespół Karkosika zdobył w 2008 r. - kiedy akurat pieniędzy w klub włożył najmniej, poniżej 1 miliona zł. Kontrakty wszystkich żużlowców kosztowały wtedy ok. 4 mln zł. Dziś tyle trzeba wydać na zatrudnienie dwóch lub trzech zawodników. Gollob - największe rozczarowanie tego sezonu w Unibaksie - przed rokiem miał wynegocjować umowę, według której tylko za podpis otrzymał 1 mln zł. Tegoroczny zespół - najdroższy w historii światowego żużla - dał Karkosikowi piąte miejsce. Ostatniego spotkania swojego klubu już nie obejrzał - wybrał urlop.

GALERIA: Tak internet kpił z Unibaksu po skandalu w finale ligi.