Sport.pl

"Tyfus, tyfus - krzyczałem na Golloba. Dziś apeluję: torunianie, zaakceptujcie go"

Kibic, który podpisał się jako Hawel89, pisze o tym, dlaczego zmienił się jego stosunek do Tomasza Golloba.
To kolejny głos w dyskusji kibiców na temat kontraktu z Gollobem. Jak na to patrzy Hawel89?



Wiem, że w sprawie "Gollob, a sprawa toruńska" już naprawdę wiele zostało powiedziane, napisane. Z wielką uwagą przeczytałem list kolegi Przemka i mówiąc szczerze, w pełni się z nim zgadzam. Jestem od niego o prawie dekadę młodszy, ale moja miłość do żużla zaczęła się bardzo szybko, bo już w przedszkolu. Zabawa w żużel na rowerze (Smyk, potem Bmx), gromadzenie żużlowych figurek, tworzenie i wypełnianie programów, śledzenie zawodów w telewizji i dość szybko na stadionie (pierwszy mecz, z którego pochodzą pierwsze przebłyski mojej pamięci to ten ze Spartą Wrocław cudem wygrany 45-44 w 1995 roku) - to był mój chleb powszedni. I w tej powszedności postać bardzo istotna: Tomasz Gollob. Nie zapomnę miny przedszkolanki, kiedy przy zabawie miniaturkami żużlowymi krzyczałem na jego podobiznę - "tyfus tyfus!". Po latach znajdowało to swoje odbicie na stadionie, często obudowane kilkoma innymi epitetami. Nawiasem mówiąc, Gollob też nie był święty - jego wypowiedzi czy wyciągnięty środkowy palec w stronę toruńskich kibiców dodatkowo zaogniały sytuację. Banał: to było i już nie wróci. Podobnie, jak atmosfera derbów na Motoarenie nie będzie już taka, jak przy Broniewskiego. Gollob to postać ikoniczna dla polskiego żużla, perfekcjonista, obecnie według mnie najlepiej technicznie jeżdżący żużlowiec na świecie. To prawdziwy profesjonalista, o czym mogłem przekonać się osobiście po pierwszym turnieju Grand Prix w Toruniu. Wówczas, jeszcze długo po jego zakończeniu, przebywał w parkingu i pozował do zdjęć każdemu, kto go o to poprosił. To już nie zakochany w sobie bufon - patrz niektóre sytuacje opisane w jego biografii przez Grzegorza Ślaka - a po prostu świadomy swojej wartości, ale i pewnych niedostatków mistrz, ambasador żużla. I magnes dla kibiców. Fakt, trochę dziwnie będę się czuł na stadionie w koszulce - plastronie Unibaksu z numerem 9 i nazwiskiem "Jaguś" na plecach - obserwując Golloba w toruńskich barwach, z być może tym samym numerem. Czy jednak podobnie, i to kilka lat temu, nie czuli się kibice bydgoscy, gdy Tomasz Chrzanowski, Mirosław Kowalik, Jacek Krzyżaniak, Robert Sawina przywdziewali kevlar z gryfem na przedzie? Powiem górnolotnie, ale spór o starty Golloba w Toruniu nie zostanie rozstrzygnięty, bo dotyczy wyznawanych wartości. Mnie cieszy to, że po latach posuchy, w toruńskim środowisku żużlowym powstał "niechudy" [gra słów; "Chudy" to pseudonim Golloba - red.] ferment, co pewnie przełoży się na wysoką frekwencję na meczach ligowych w 2013 r. Skrajnie obrażonym na rzeczywistość, proponuję wyłącznie wizyty na spotkaniach planowanej drużyny rezerw Unibaksu (Stali Toruń?). Do wszystkich apeluję: chodźcie na żużel, bo nie ma lepszego sportu! A Tomasz Gollob to tego sportu wirtuoz.