Wybrali nową prezes i się zaczęło. Burza w polskim biathlonie. Kowalczyk "zniknęła"

Mateusz Król
W polskim biathlonie jak w polityce. Były wybory, układy, kto z kim i za co, w jakim celu i na jakich warunkach. Pojawiły się wzajemne oskarżenia, zdrada i zaskakujące wycofania kandydatur. A do tego wszystkiego medialna burza i koniec końców ucierpiał wizerunek związku. To wszystko, jak przynajmniej się wydaje, dobiegło wreszcie końca. A może niekoniecznie?

W piątkowe, wakacyjne popołudnie delegaci Polskiego Związku Biathlonu zjechali się do Czarnego Boru na Dolnym Śląsku. A to wszystko po to, aby kontynuować walny zjazd, który w czerwcu został przerwany z powodu niewybrania prezesa związku. Jedynym kandydatem był ubiegający się o reelekcję prof. Zbigniew Waśkiewicz. Ku zaskoczeniu zebrał zbyt mało głosów, aby kierować polskim biathlonem podczas kolejnej kadencji.

Zobacz wideo Iga Świątek oceniła swoją najmocniejszą stronę [Wypowiedź z 2018 roku]

Zawirowania w Polskim Związku Biathlonu. Kołodziejczyk wycofał się z wyborów

Zawodnicy w obawie o przyszłość dyscypliny wystosowali list otwarty do działaczy, w którym wyrazili poparcie dla Waśkiewicza. - Pod moim wpływem prezes zrezygnował z usług trenera Adama Kołodziejczyka i stawiam, że to on był motorem tej całej rewolucji. Uważam, że to błąd. Związek funkcjonował dobrze - mówiła "Przeglądowi Sportowemu" Justyna Kowalczyk-Tekieli, dyrektorka sportowa w PZBiath. I tak rozpętała się burza, bo była biegaczka razem ze swoim trenerem, w ostrych słowach skrytykowali Kołodziejczyka, a ten odpierał. I tak narodziła się medialna afera. 

Aleksander Wierietielny i Adam Kołodziejczyk.Adam Kołodziejczyk nie odpowiada na oskarżenia Wierietielnego. Zareagował Tomasz Sikora

Jednoznacznie można zatem powiedzieć, że przed piątkowym głosowaniem ciszy wyborczej nie było. W Czarnym Borze napięcia na twarzach nie zauważyliśmy. Podczas zebrania w zasadzie zabrakło całego środowiska, które zgromadzone jest wokół Justyny Kowalczyk. Nie pojawili się przedstawiciele największego klubu w Polsce z Kościeliska i nie było też samej Kowalczyk. Jakby w proteście przeciwko temu, co stało się w czerwcu. Zjawił się natomiast Zbigniew Waśkiewicz, który początkowo tylko swobodnie przyglądał się wyborom. Nie zdecydował się kandydować ponownie, bo - jak twierdzi - usłyszał od jednego z członków zarządu, że zaskarży jego ewentualny wybór.

Zaraz na początku doszło do zaskakującego zwrotu akcji. Joanna Badacz i Grzegorz Guzik potwierdzili swój udział w wyborach. Adam Kołodziejczyk wywołany wstał i powiedział, że wycofuje swoją kandydaturę. Potem wyjaśnił, że tak naprawdę nigdy nie chciał zajmować takiego stanowiska. - Już podczas poprzedniego zarządu stwierdziliśmy, że właśnie tak to zrobimy. Oczywiście te paszkwile, które wypowiadały o mnie w mediach osoby, które mnie nie znają lub rozmawiały ze mną może kilka minut, przyczyniły się do tego. Bo nawet gdybym nadal startował i został wybrany, to pewnie mogłoby to być odbierane przez niektórych źle. Wiadomo, innych czyta się więcej, a drugich mniej - powiedział Sport.pl już po wyborach Kołodziejczyk.

W polskim biathlonie jak przy Wiejskiej. Układy, zdrady i utracone przyjaźnie

Przed ostatecznym głosowaniem Badacz i Guzik zaprezentowali jeszcze swoje wizje delegatom i doszło do głosowania. Większe poparcie otrzymała ta pierwsza. Wskazało na nią 28 głosujących, a czynnego wciąż zawodnika poparło tylko 6 osób. Zabrakło mu głosów tego środowiska, które przekonało go do startu. - Justyna nie miała głosu, ale liczyłem, że pojawią się przedstawiciele z Małopolski - wyznał nam biathlonista.

Nowym prezesem została zatem Joanna Badacz, która jest byłą biathlonistką, reprezentantką Polski, mistrzynią kraju oraz mistrzynią świata weteranów. Po zakończeniu kariery sportowej została trenerką w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szklarskiej Porębie, od 2010 roku pełni funkcję dyrektora sportowego tej placówki. Przez ostatnie trzy kadencje wchodziła w skład zarządu Polskiego Związku Biathlonu. Pełniła funkcję sekretarza zarządu. Po wyborze odbierała gratulacje, wygłosiła prawie wzruszającą przemowę i wtedy na scenę wszedł Waśkiewicz. Znów zrobiło się gorąco.

- Z tym zarządem, który państwo wybrali, na pewno nie chciałbym pracować. Został on wybrany na bardzo dziwnych zasadach. Zostały z niego wykluczone dwa środowiska, w tym to najsilniejsze - zakopiańskie. Nie ma żadnego przedstawiciela klubu, który ma taką liczbę seniorów, juniorów, praktycznie w każdej kadrze. Nie wspomnę już o mniejszym AZS-ie Katowice. Chyba pierwszy raz w historii się to zdarzyło - mówił ze sceny profesor Waśkiewicz. 

A po chwili były prezes zaczął ironicznie dziękować i sypać nazwiskami, które jego zdaniem okazały się nieszczere. - Dziękuję Uli Filip i Adamowi Góreckiemu, którzy przez wiele dni utwierdzali mnie w przekonaniu, że nie ma lepszego kandydata na prezesa niż ja. Potem wystarczył jeden dzień, aby zmienili zdanie. Nie mam pretensji, że zagłosowaliście inaczej. Takie prawo demokracji. Nie rozumiem jednak, czego wam zabrakło? Honoru, czy odwagi, żeby mi to powiedzieć? Gdybyście powiedzieli, że mnie nie chcecie, to sam bym zrezygnował - otwarcie mówił Zbigniew Waśkiewicz. Urszula Filip odparła, że to nie wspomniana dwójka go zdradziła, a inni. - Spodziewałam się po panu więcej profesjonalizmu, ale mimo wszystko dziękuję panu za wszystko - dodała członkini zarządu związku.

Potem były szef polskiego biathlonu zwrócił się do Adama Kołodziejczyka. - Gratuluję! Nareszcie zdobyłeś się na odwagę wskazania swoich myśli. Przy okazji zmarnowałeś kilkanaście lat nie tylko mojej przyjaźni, ale także Dagmary [Gerasimuk, była prezes PZBiath, obecnie w strukturach IBU]. Powiedziałeś w niedawnym wywiadzie, że wreszcie będziesz mógł zrealizować swoje największe marzenia, które ja i Dagmara ci uniemożliwialiśmy. Trzymam kciuki, będę obserwował - wytknął z przekąsem profesor. 

Prezes: "Jestem zainteresowana współpracą z Justyną Kowalczyk". Kołodziejczyk: "Nie komentuję"

Waśkiewicz dziękował też Justynie Kowalczyk, która okazała się kością niezgody. "Przeglądowi Sportowemu" dyrektor sportowa mówiła, że jeśli nie Waśkiewicz, to odejdzie z biathlonu. - W tym układzie to nie ma sensu - twierdziła. Nie wiadomo jednak, jaka będzie ostateczna decyzja. Zwłaszcza że to nie Adam Kołodziejczyk został prezesem, a Joanna Badacz. - Jestem zainteresowana współpracą z panią Justyną, ale nie chciałabym tego omawiać przez media. W najbliższym czasie mam w planach spotkać się właśnie z panią dyrektor sportową oraz dyrektorem technicznym - powiedziała nam nowowybrana prezes. 

- Związek w konflikcie nie osiągnie sukcesu. Musimy wypracować wspólne stanowisko i ja jestem gotowa na takie rozmowy - zapowiedziała jeszcze Joanna Badacz. A zadanie przed nią wcale niełatwe, dziś wydaje się niemal niemożliwe. Bo jeśli chce zatrzymać w związku Kowalczyk, to może napotkać na opór ze strony członka zarządu PZBiath - Adama Kołodziejczyka. Były trener reprezentacji pytany przez nas o to, czy będzie protestował, odpowiedział krótko: "Nie komentuję". A wielokrotna medalistka najważniejszych imprez w biegach narciarskich na razie głosu nie zabrała. Nie odpowiedziała też na razie na naszą próbę kontaktu. Być może czeka na rozmowę z nową prezes związku.

Czy to już koniec burzy w polskim biathlonie? Bez odpowiedzi na pytanie o przyszłość Justyny Kowalczyk-Tekieli trudno jednoznacznie określić. Być może dawkę optymizmu rzucą słowa kontrkandydata Joanny Badacz, który jako zawodnik był inicjatorem i autorem listu poparcia dla Waśkiewicza. - Byłem sceptycznie nastawiony, stąd później moja kandydatura. Życzę jednak wszystkim powodzenia. Każdy z wybranych ma teraz pole do popisu. Szkoda tylko, że te największe kluby zostały odsunięte i teraz nie będą wiedziały, co i jak się dzieje w związku - podsumował w rozmowie z nami Grzegorz Guzik. 

Więcej o: