Weronika Nowakowska zaczyna powrót. "Już mi trochę biathlonu brakuje"

- Chciałabym wystartować jeszcze w tym sezonie, ale raczej w zawodach niższej rangi. Od maja planuję rozpocząć przygotowywania do igrzysk w Pjongczangu - mówi medalistka mistrzostw świata w biathlonie z 2015 roku Weronika Nowakowska. W sierpniu urodziła bliźniaków: Kubę i Kacpra.

Jak Weronika Nowakowska wraca do sportu śledź na jej blogu "Mama na Macie"

Tadeusz Kądziela: Opieka nad bliźniakami to ciężka sprawa? Da się porównać do treningu biathlonistki?

Weronika Nowakowska: Największym problemem jest sen, a raczej jego brak. Całe swoje życie prowadziłam higieniczny tryb życia sportowca. Nie zarywałam nocy, nie chodziłam na imprezy, spałam osiem do dziesięciu godzin na dobę. Teraz tego snu bywa mało. To najtrudniejszy aspekt bycia mamą, ale mam pomoc w osobach mojej mamy i Szymona. Nie martwię się za bardzo, Kacper i Kuba śpią coraz dłużej. Zresztą przy wszystkich fajnych aspektach macierzyństwa ten brak snu to jest nic.

Jesteś objęta jakimś programem powrotu do sportu po ciąży ?

- Opieram się o własne doświadczenie. Uprawiam zawodowo biathlon od blisko 10 lat, więc bardzo dobrze czuję swój organizm, jak wszyscy sportowcy z takim stażem. W tej chwili nie mam kontaktu z trenerami reprezentacji. Tak jak zapowiadałam, po powrocie nie wrócę raczej do współpracy z trenerem Adamem Kołodziejczykiem. Na pewno pojawi się kwestia programu indywidualnego, ale to już raczej w kolejnym sezonie. Od maja planuję rozpocząć przygotowywania do igrzysk. Chciałabym więcej czasu spędzać w Polsce. Trenować w Dusznikach, być tu z dziećmi i na ile będzie możliwość to także z nimi potem wyjeżdżać, na przykład do tuneli śnieżnych w Niemczech.

Na razie dozuję sobie kolejne treningi i będę patrzeć, jak organizm reaguje. Trudno się czegoś spodziewać po kilku miesiącach bez trenowania. Starałam się być aktywna fizycznie, ale to nie jest to, co wykonywałam przez ostatnie lata. Jestem za to objęta opieką fizjoterapeutyczną. Mam ludzi, którzy mi podpowiadają, dają znać kiedy będzie dobry czas na wejście w trening.

Przed porodem mówiłaś, że raczej wrócisz do sportu, ale nic pewnego. Teraz brzmisz bardzo konkretnie, jakbyś wiedziała, że wrócisz i dasz radę.

- Tak czuję. Oczywiście, żeby porywać się na taki plan jak powrót na trasy i dobry występ na igrzyskach trzeba mieć wsparcie. Ja tego wsparcia będę szukać w różnej formie. Moi sponsorzy, firmy 4F i Viessmann, mnie nie zostawili. Mimo, że nie startuję, to są ze mną. Mam nadzieję, że w powrocie pomoże mi też Polski Związek Biathlonu.

Wcześniej nie mówiłam, że na pewno wrócę, bo musiałam na nowo poczuć motywację. To jest najważniejsze, by osiągać zamierzone cele. Przerwa w moim przypadku była konieczna. Czułam się zmęczona psychicznie i fizycznie, także koczowniczym trybem życia. Nigdy nie uległam żadnym kontuzjom, które wykluczyłyby mnie na cały sezon i latach bardzo ciężkiego treningu czułam, że potrzebowałam wypoczynku. A przy tym pojawiły się myśli o macierzyństwie. Stwierdziłam że to doskonały moment, by ułożyć swoje życie prywatne. Dziś, choć jestem bardzo szczęśliwa, już mi trochę biathlonu brakuje. Mam jeszcze plany, ambicje, marzenia i chcę podjąć próbę ze świadomością, że to może być niezwykle trudne.

Ciąża to moment kiedy wszystko się zmienia w życiu każdej kobiety, ale dla ciebie jako aktywnej sportsmenki to chyba był jeszcze większy przewrót.

- U sportsmenek poziom tkanki tłuszczowej jest tak niski, że aż niebezpieczny gdy chce się zajść w ciążę. Musiałam troszeczkę przytyć, kilogram, może półtora. Później wszystko się udało.

Sport to jest tylko kawałek życia, nigdy nie ma dobrego czasu na przerwanie kariery, czy to sportowej czy biznesowej. Cieszę się, że są wśród nas takie, które mają odwagę zwiesić karierę i potem wracać. Biathlonistki Marie Dorin-Habert, Selina Gasparin czy Anastazja Kuzmina udowadniają, że po ciąży zawodniczki są czasem nawet silniejsze. Powrót zapowiada też Daria Domraczewa. Mam nadzieję, że mi też się uda.

Sport nigdy nie daje żadnej gwarancji, że będzie wynik, ale mam ochotę spróbować. Jakbym nie przerwała kariery i przygotowywała się do igrzysk, to przecież nie miałabym gwarancji, że zdobędę tam medal.

Byłaś w ciąży już podczas marcowych mistrzostw świata. Start tam nie wiązał się z ryzykiem?

- Nie miałam presji ze strony ekipy, trener wiedział, że jestem w ciąży i gdybym nie wykonała jakiegoś treningu, to nie miał by mi za złe. Cała kadra była poinformowana praktycznie od początku, że jestem w ciąży. Wiedzieli też wcześniej, że będę się starać, ale prosiłam o dyskrecję. Obiecałam dziewczynom, że jeśli będę na siłach, to będę z nimi startować do mistrzostw świata. Ten sezon nie należał do udanych, ale wiedziałam, że mogę być wsparciem dla ekipy. To był taki mój cel, żeby ten sezon dokończyć.

Bardzo mocno słuchałam swojego organizmu. Byłam pod opieką trzech lekarzy. Ryzyko? Jest zawsze, nawet jak się leży na kanapie coś się może wydarzyć. Starałam się monitorować wszystko, poziom cukru i wszystkie inne badania, które dotyczą ciąży. Nasz lekarz kadrowy sprawdzał praktycznie codziennie co się ze mną dzieje, robił mi elektrokardiogramy i wszystkie badania. Cały czas byłam na łączach z moją ginekolog prowadzącą. Jeżeli tylko miała wątpliwości dotyczące czegokolwiek to powtarzaliśmy badania.

Twoja ciąża przebiegła dobrze, dała się pogodzić ze sportowym sukcesem - czwartym miejscem sztafety na MŚ. Rozmawiamy w dniu protestu kobiet przeciw projektowi nowej ustawy, która ma ograniczyć aborcje, ale może mieć negatywny wpływ na badania prenatalne. Co o niej myślisz?

- Nie lubię i nie chcę angażować się w wielką politykę. Jestem sportowcem, tym się zajmuję. Natomiast tak radykalne podejście do tematu jest dla mnie zaskakujące. Uważam, że są sytuacje, w których kobieta ma prawo decydować. Powinno się ludzi uświadamiać, wspierać w różnych trudnych sytuacjach, które mogą mieć miejsce. Natomiast prawne nakazywanie kobietom różnego typu decyzji jest nieludzkie. Takie jest moje zdanie jako młodej mamy, która stoi właśnie nad łóżkami swoich dzieci. Uważam, że jest to sprawa indywidualna, sprawa sumienia. Są sytuacje, w których kobieta powinna mieć prawo do decydowania o swoim życiu i o tym życiu które ewentualnie miałoby się narodzić.

Jesteś w kontakcie z którąś ze sportowych mam?

- Jeszcze przed zajściem w ciążę odbyłam kilka rozmów z Marie Dorin-Habert. Pytałam o jej samopoczucie, o to, jak trenowała. Moja wizja i jej doświadczenie są podobne. Ona też bazowała głównie na samopoczuciu i doświadczeniu, w ten sposób decydowała kiedy i jak wrócić. Miała wsparcie ze strony federacji i trenera. Czasami na zgrupowaniach miała gorsze dni i nie wychodziła na trening. Nikt jej z tego powodu nie robił wyrzutów, było pełne zaufanie. Marie wróciła bardzo szybko, nie opuściła ani jednego sezonu. Ja chcę sobie zrobić dłuższą przerwę od startów pucharowych.

W tym roku w Dusznikach będą mistrzostwa Europy. Jest szansa, że w nich wystartujesz?

- W tej chwili nie mówię kategorycznego "nie", ale też nie szykuję się na te mistrzostwa. Żałuję, że są w styczniu. Gdyby to był marzec, to pewnie mogłabym śmielej o tym myśleć. Chciałabym wystartować jeszcze w tym sezonie, ale raczej pod koniec. Jeśli nie uda się w ME, to może w jednym z Pucharów IBU, żeby wypełnić kwalifikację do Pucharu Świata na kolejny sezon. Nie wykluczam też startu w mistrzostwach Polski.

Duże zawody, jak Puchar Świata, na razie odpuszczam. W moim życiu przyszedł moment, żeby trochę się poświęcić rodzinie, moim dwóm chłopcom, ale tak jak w czasie ciąży starałam się zachować aktywność fizyczną. Nie wracam jeszcze do treningu, ale już jeżdżę na rowerze, powoli myślę o siłowni. Mam swój karabin, niedługo zacznę treningi na strzelnicy, ale nie popędzam się, nie chcę popełnić żadnych błędów, które mogłyby się odbić na moim zdrowiu.

Teraz wchodzisz na ścieżkę przygotowań do igrzysk, a co dalej?

- W tej chwili jestem szczęśliwą osobą, spełnioną. Jestem mamą, to jest to co chciałam w życiu mieć. Chcę pojechać na igrzyska i tam powalczyć. W głowie mam zakotwiczoną myśl, że wracam do sportu. Taki jest mój plan na najbliższe półtora roku. Nie szykuję sobie innego, awaryjnego. Po igrzyskach zobaczymy co dalej. Nie martwię się przyszłością. Jestem szczęśliwym człowiekiem, skończyłam jedne studia, kończę drugie. Nie traktuję sportu jako deski ratunkowej. Kiedy moja kariera się skończy, to sobie poradzę.

Kolejna oryginalna sesja polskich biathlonistek. Czy podbiją ojczyznę wikingów? [ZDJĘCIA]

Więcej o: