MŚ w narciarstwie alpejskim. Kto zatrzyma włoskiego Terminatora?

W sobotę o godz. 11 męski zjazd na alpejskich MŚ z niespodziewanym faworytem Christofem Innerhoferem. - Od czasu Hermanna Maiera nikt tak nie nokautował na stoku - mówią rywale. Relacja w Eurosporcie i TVP Sport.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

Innerhofer, 26-letni Tyrolczyk z Gais, objawił się światu, zdobywając w środę w Garmisch-Partenkirchen niespodziewane złoto w supergigancie. - To sen - mówił zaskoczony, bo do tej pory wygrał w PŚ tylko jedne zawody.

W czwartek znów wszystkim szczęki opadły do ziemi, bo Włoch wygrał też pierwszy trening zjazdu. I to jak wygrał! Na liczącej 3300 m trasie opadającej ostro z wysokości 1690 m n.p.m. Innerhofer wykręcił nieziemski czas - 2 minuty i 71 setnych. Drugi Norweg Aksel-Lund Svindal stracił do niego ponad sekundę, lider Szwajcarów Dider Cuche - blisko 2 s, a najlepszy z Austriaków Michael Walchhofer - niemal 3 s.

Treningi nie mają znaczenia dla zawodów, są po to, by narciarze zapoznali się z trasą, ale - w połączeniu z wynikami supergiganta - jakieś wyobrażenie o formie jednak dają. - Nie widziałem, by ktoś tak odskakiwał konkurentom, od czasów gdy Hermann Maier bił drugich na mecie o sekundę - stwierdził Svindal, wicemistrz olimpijski z Vancouver i mistrz świata z 2007 r. - Jeśli Innerhofer zrobi wszystko dobrze, ciężko będzie go pokonać. Jest piekielnie sprawny i mocny fizycznie - dodaje Walchhofer, 36-letni weteran austriackiej kadry, który złoto na MŚ wywalczył osiem lat temu w St. Moritz.

Na piątkowym treningu najszybszy był Francuz Adrien Theaux, Innerhofer miał 30. czas, ale tego dnia na dole padał deszcz i wielu narciarzy się oszczędzało. Do mety dojeżdżali sztywno wyprostowani, nie dbając o aerodynamiczną sylwetkę. Czasy były gorsze niż czwartkowe.

- Kluczowe będzie ryzyko. Tylko jadąc agresywnie, atakując od startu do mety, można pokonać Innerhofera - zaznacza 36-letni Cuche. Szwajcar wygrał w sezonie dwa zjazdy, jest liderem Pucharu Świata w tej konkurencji. A jeśli w grę wchodzi ryzyko, do grona tych, którzy mogą popsuć humor Włochom, trzeba dołączyć Bode Millera. 33-letni Amerykanin, też były mistrz świata w zjeździe (2005), sezon ma przeciętny, nie błyszczy, ale jego atutem jest nieobliczalność. Jeden jego szalony przejazd może nagle okazać się ideałem, który da złoto. Motywację ma, bo tegoroczne MŚ będą jego pożegnaniem z wielkimi nartami. Do igrzysk w Soczi czy MŚ w 2013 r. raczej nie dociągnie. Zabraknie mu nie tyle zdrowia, ile samodyscypliny.

Superkombinację kobiet wygrała wczoraj 21-letnia Austriaczka Anna Fenninger. Po zjeździe była czwarta, a w slalomie nie straciła na tyle dużo, by dać się wyprzedzić technicznym specjalistkom. Srebro zdobyła Słowenka Tina Maze, brąz - Szwedka Anja Pärson, dla której to już 12. medal MŚ. Dopiero 11. była Niemka Maria Riesch, główna faworytka, która wygrała superkombinację w Vancouver. Od kilku dni zmaga się jednak z grypą. Lindsey Vonn też przegrała z kontuzją. Po zeszłotygodniowym upadku na głowę wciąż narzeka na kłopoty ze wzrokiem i z koncentracją. Amerykanka zrezygnowała po zjeździe. W ekipie Niemiec i USA do niedzieli będzie trwał wyścig lekarzy z czasem. O 11 tego dnia rozegrany zostanie zjazd kobiet. Riesch i Vonn miały w nim walczyć o złoto.

Anna Fenninger ? najlepsza w superkombinacji

Więcej o: