Carlo Janka ostatni raz w zawodach Pucharu Świata startował pod koniec ubiegłego sezonu. W ścisłej czołówce plasował się jeszcze sezon wcześniej, ale największe sukcesy odnosił ponad dekadę temu. W 2010 r. został mistrzem olimpijskim w slalomie gigancie i sięgnął po Kryształową Kulę za Puchar Świata, a rok wcześniej był mistrzem świata w gigancie.
W czwartek ogłosił, że podczas zmagań w Wengen zakończy swoją bogatą w sukcesy karierę. Zawody Pucharu Świata przed własną publicznością to idealny moment. - Cieszę się, że mogę zakończyć karierę na moim ulubionym stoku - przyznał wzruszony 35-latek podczas konferencji, na której ogłosił decyzję.
Szwajcar podkreślił, że szczególnie zadowolony jest z trzech, czterech sezonów, w których odnosił największe sukcesy. Być może osiągnąłby jeszcze więcej, gdyby nie feralna diagnoza w 2011 roku. Wtedy lekarze stwierdzili u niego arytmię serca. Z tego powodu musiał przejść zabieg. Miał też nawracające kłopoty z plecami i liczne kontuzje, m.in. prawego kolana w październiku 2017 roku, co uniemożliwiło mu starty w całym sezonie.
- Od czasu, kiedy w 2017 roku doznałem zerwania więzadła krzyżowego, wszystko zaczęło się psuć - przytaczał w czwartek alpejczyk. Pech nie chciał go opuścić nawet w ostatnim sezonie. Na początku cyklu nie mógł startować, bo był zakażony koronawirusem. Później starał się wrócić do formy. Celem były właśnie zmagania w Wengen, gdzie w 2010 roku odniósł jedno ze swoich 11 zwycięstw w PŚ.
Carlo Janka był jednym z tych zawodników, który po sukcesy sięgał w niemal wszystkich konkurencjach narciarstwa alpejskiego. Wygrywał w gigancie, supergigancie, kombinacji i zjeździe. W tej ostatniej konkurencji ma też brązowy medal mistrzostw świata.