"P******cie się!" - krzyczała gwiazda. A Maryna musiała odtajać. W gigancie ma już być normalnie. To specjalność Polki!

- Czekam na tego giganta. Niech kibice zobaczą, że w narciarstwie alpejskim jeździ się normalnie, a nie według jakiegoś dziwnego pomysłu. Wszyscy zobaczymy, kto jest naprawdę mocny - mówi Marcin Blauth, wiceprezes PZN ds. narciarstwa alpejskiego. W czwartek na MŚ w Cortinie d'Ampezzo swój wielki dzień chce i może mieć Maryna Gąsienica-Daniel. Relacja na żywo na Sport.pl od godz. 10. Transmisja w Eurosporcie.

We wtorek dostaliśmy wielkie emocje, świetny wynik Polki, ale też antyreklamę narciarstwa alpejskiego. Prezes Blauth pojechał do Cortiny, bo przeczuwał, że to może być historyczny dzień. Prezes stanął więc na mecie równoległego slalomu giganta i czekał na wielkie chwile. One przyszły - 27-letnia Maryna Gąsienica-Daniel osiągnęła życiowy sukces, kończąc zawody na miejscach 5-8. - Ale za metą ćwierćfinału długo stała bez ruchu. Nie zdjęła nart, patrzyła w dal, nie przychodziła do nas. Musiała odtajać - opowiada Blauth.

Zobacz wideo Maryna Gąsienica-Daniel jedyna taka alpejka w Polsce. "Panie prezesie, nie jeżdżę, by się bawić"

"Jestem wściekła. P******cie się!"

To i tak nic. - Jestem wściekła. To był najbardziej niesprawiedliwy i absurdalny wyścig w historii. Ktokolwiek zaczynał na niebieskim torze, praktycznie mógł czuć się zwycięzcą. Pi*****cie się! - tak zawody skomentowała Federica Brignone. Jedna z największych gwiazd narciarstwa alpejskiego odpadła w ćwierćfinale, jak nasza Maryna. I jak każdy, kto po prostu przegrał z chorym system rozgrywania tej konkurencji.

"Najbardziej absurdalny wyścig. Pi******ie się, jestem wściekła". Protest dał dwa złote medale!

- To jest norma, że jedna trasa jest szybsza, a druga wolniejsza. Ale tu było wyjątkowo niesprawiedliwie - mówił w rozmowie ze Sport.pl Marcin Szafrański

Były alpejczyk, olimpijczyk z igrzysk Albertville 1992 i Lillehammer 1994, potwierdził to, co widzieli wszyscy widzowie. Pecha miał ten, kto w pierwszym przejeździe jechał czerwoną, szybszą trasą, a w drugim - wolniejszą, niebieską. A pech polegał na tym, że zwyciężczyni czy zwycięzca pierwszego przejazdu może wygrać tylko o pół sekundy. Nawet jeśli przewaga była większa, to zegar zatrzymywał się w momencie gdy wynosiła pół sekundy. Nieważne, że wolniejszy zawodnik czy zawodniczka był jeszcze na trasie. Regulamin wymyślono w ten sposób, by widzowie dostali większe emocje.

"Maryna była w formie na dużą rzecz. Chyba już wiedzą, czego nie wolno robić"

- Po zawodach była burza. Nawet ci, którzy mieli szczęście, przyznawali, że nie było sprawiedliwie. A poszkodowani bardzo się denerwowali. Nasza Maryna jest twarda, więc ona zniosła to jeszcze naprawdę dobrze - relacjonuje prezes Blauth.

Ale trener Maryny, Marcin Orłowski, w rozmowie ze Sport.pl przyznaje, że wielkiej szansy straconej nie z własnej winy Marynie i jemu jest żal. - We wtorek Maryna była w formie na bardzo dużą rzecz. Mogła ją zrobić. Ale nie miała szczęścia - mówi trener. - Na tych trasach kompletnie się nie sprawdził pomysł zatrzymywania zegara w pierwszym przejeździe, żeby przed drugim różnica między zawodniczkami nie była większa niż pół sekundy. Jeśli ta konkurencja ma się rozwijać, to tworzący regulamin muszą wyciągnąć wnioski. Chyba już wiedzą, czego nie wolno robić - dodaje.

26 listopada 2020. Maryna Gąsienica-Daniel w slalomie równoległym Pucharu Świata w Lech (Austria)"Była w formie na dużą rzecz. Pojedzie pewna siebie". Trener Maryny Gąsienicy-Daniel przed gigantem

"Powinno zostać przyznanych 16 złotych medali"

Po wtorkowym zamieszaniu niesmak jest duży. Organizatorzy pogubuli się kompletnie. W pierwszym momencie nie wiadomo dlaczego przyznali złoty medal Włoszce Marcie Bassino, a srebrny Austriaczce Katharinie Liensberger (to ćwierćfinałowa rywalka Maryny), mimo że obie wpadły na metę w tym samym czasie. Austriacy złożyli protest i skończyło się na tym, że wręczono dwa złote medale.

- Żeby było sprawiedliwie, to powinno zostać przyznanych 16 złotych medali. Dla wszystkich zawodniczek, które z kwalifikacji przeszły do fazy finałowej - mówi Blauth. - Niestety, w tej najważniejszej fazie nic nie było sprawiedliwe. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałem - dodaje prezes.

To nie skoki

I - wszystko na to wskazuje - więcej nie zobaczy. Narciarstwo alpejskie to generalnie sport bardzo przejrzysty. Po wtorku można mieć wrażenie, że zasady są zagmatwane bardziej niż w skokach, gdzie ważne są przeliczniki za wiatr i za długość najazdu oraz oceny sędziowskie. Ale prawda jest inna.

Czwartkowy slalom gigant będzie dobrą okazja, żeby się o tym przekonać. Na starcie stanie 99 zawodniczek. Wśród nich dwie Polki - z numerem 18 Maryna Gąsienica-Daniel i z 39 bardzo zdolna juniorka Magdalena Łuczak. Zasada jest taka, że najlepsi jadą na początku, na najlepiej przygotowanej trasie. O miejscach decydują sumy czasów z dwóch przejazdów.

"Uważam, że taka historia jak medal dla Maryny może się zdarzyć"

W tym sezonie Gąsienica-Daniel punktowała w pięciu slalomach gigantach w Pucharze Świata. Zajmowała w nich kolejno: 21., 11., 10., 11. i znów 11. miejsce.

- Od początku sezonu mówię, że na mistrzostwach może być bardzo dobry wynik. Odkąd zobaczyłem skuteczność Maryny - mówi Szafrański.

Co to znaczy bardzo dobry wynik? Przed MŚ za taki uznalibyśmy miejsce w Top 10. I chyba tego powinniśmy się trzymać? - Liczę, że będzie lepiej. Może być Top 6. Oczywiście Maryna może być szósta, a może być i 16. Ale na MŚ dzieją się rzeczy dziwne - mówi Szafrański.

Maryna Gąsienica-DanielMaryna Gąsienica-Daniel otwiera wszystkim oczy! Wyjechała z ciemnych wieków. Czekaliśmy 35 lat

Czy to nieśmiałe myśli nawet o medalu? To chyba jeszcze mało prawdopodobne. - A przecież w kombinacji mężczyzn nikomu nieznany Kanadyjczyk wygrał supergigant i prawie medal zrobił, do brązu zabrakło mu tyle co nic [0,21 s] - odpowiada Szafrański. - James Crawford huknął wszystkich w supergigancie, a i w slalomie spisał się świetnie [miał piąty wynik], mimo że go wcale nie jeździ. Dlatego uważam, że taka historia jak medal dla Maryny może się zdarzyć. Bardzo bym chciał - przekonuje były alpejczyk, a obecnie komentator Eurosportu.

Będzie trudniej. Top 10 to byłby sukces

Mimo wszystko w medal dla Polki uwierzyć trudno. Gigant to konkurencja mocniej obsadzona niż gigant równoległy (tu startuje 99 zawodniczek, tam zgłosiły się 52). Tam na starcie zabrakło m.in. najlepszej alpejki ostatnich lat, Mikaeli Shiffrin. Tu naprawdę miejsce w Top 10 byłoby sukcesem. I bardzo dobrym przetarciem przed przyszłorocznymi igrzyskami olimpijskimi.