Tyczki w Parku

Polskie Koleje Linowe nie chcą już wozić narciarzy na Kasprowy Wierch. Postanowiły sprzedać najsłynniejszy polski wiszący wagonik. - To dobry moment, by zrobić w Tatrach stację narciarską o alpejskim charakterze - proponują rządowi biznesmeni.

Koleje linowe postanowiła sprzedać dyrekcja PKP. Firma jest przekonana, że bez problemów znajdzie kupca i podreperuje finanse państwowej spółki. Ofertą są zainteresowani Słowacy.

- Rozmawiałem z zagranicznymi przedsiębiorcami inwestującymi na Słowacji, wierzą w możliwości rozwoju turystyki narciarskiej w Polsce. Liczą na dobry interes, bo Polacy są dużym narodem i coraz chętniej szusują - mówi Andrzej Bachleda "Ałuś", najlepszy w historii nasz alpejczyk, a obecnie biznesmen i animator sportu stawiający sobie za cel odrodzenie narciarstwa alpejskiego w Polsce.

Bachleda ma nadzieję, że przy okazji sprzedaży kolejki da się wrócić do dawnych planów stworzenia dużej stacji narciarskiej po polskiej stronie Tatr. Grupa zakopiańskich biznesmenów forsowała taki pomysł dekadę temu, proponowali, by stworzyć sieć nowych wyciągów od Kuźnic przez Kalatówki, Kondrackie Rówieńki po kopułę Kasprowego Wierchu. Rozważano nawet przebicie tunelu pod Kasprowym, przez który narciarze mogliby dostać się na Słowację. Projekt storpedował ówczesny dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Wojciech Gąsienica-Byrcyn, według którego takie inwestycje byłyby równoznaczne z zaniechaniem ochrony przyrody w tym rejonie Tatr.

Polskie potrzeby narciarskie

Opór Tatrzańskiego Parku Narodowego i ekologów sprawił, że Bachleda wraz z grupą przedsiębiorców uznał, że tylko decyzja na szczeblu rządowym - tak jak stało się to na Słowacji - może stworzyć szanse na rozbudowę infrastruktury narciarskiej w Tatrach. Stąd apel do premiera.

"Zwracamy się do Pana z prośbą o poparcie przez Rząd RP naszych działań dla uzyskania większego dostępu narciarzy do Tatr, na miarę czasów i potrzeb polskiego społeczeństwa - napisał do premiera Donalda Tuska. - Zdając sobie sprawę z nieograniczonych możliwości korzystania przez naszych rodaków z narciarstwa na całym świecie, pragniemy, aby Kasprowy Wierch pozostał dla nas, Polaków, przystosowaną do dzisiejszych potrzeb narciarstwa legendarną Polską Górą (...). Chcielibyśmy zwrócić uwagę, że w pierwszym 10-leciu XXI wieku liczba Polaków czynnie uprawiających narciarstwo wzrosła siedmiokrotnie z 750 tys. do ponad 5 mln. Chodzi nam również o to, aby zmienić archaiczne prawo z 1954 roku, na którym osadzony jest Tatrzański Park Narodowy, gdyż obecna nieuporządkowana sytuacja wykorzystywana jest przez Park oraz grupy ekologiczne i pseudoekologiczne do nadużywania swoich uprawnień w stosunku do narciarzy, poprzez niedopuszczanie do niezbędnych dla narciarstwa zjazdowego inwestycji".

- Jeśli nie zbudujemy dużej stacji na Kasprowym, to Polska nadal będzie pozostawała skansenem narciarskim - uważa Andrzej Bachleda "Ałuś".

Ta argumentacja jest nie do przyjęcia przez dyrekcję Tatrzańskiego Parku Narodowego i organizacje ekologiczne.

- Nie możemy zapominać, że w Tatrach gospodarzami są dzikie zwierzęta, a nie ludzie. Dajmy zwierzętom spokojnie żyć w ich naturalnym środowisku - apeluje Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.

- Jeśli oddamy Tatry narciarzom w jeszcze większym stopniu, to zagrożona zostanie ochrona przyrody w tym unikatowym zakątku. Infrastruktura narciarska przepłoszy dzikie zwierzęta, zniszczy unikatowe rośliny. Tak już dzieje się w słowackich Tatrach. Jeśli prywatyzacja kolejki na Kasprowy Wierch spowoduje rozbudowę narciarskiej infrastruktury w Tatrach, to będziemy protestować - zapowiada Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Góra sentymentalna

Paweł Skawiński, dyrektor TPN, zapewnia, że nie jest wrogiem narciarzy na Kasprowym Wierchu: - Jestem instruktorem narciarskim, ale przede wszystkim uprawiam narciarstwo wysokogórskie, czyli skitouring. Na nartach zjazdowych jeżdżę z obowiązku, ale także z przyjemnością z Kasprowego Wierchu. Bo jest to góra sentymentalna. Co roku wyjeżdżam też na narty w Alpy. I zastanawiam się, czy uczciwe jest porównywanie alpejskich ośrodków, gdzie są setki kilometrów tras narciarskich, z Kasprowym Wierchem, gdzie mamy zaledwie cztery kilometry tras - argumentuje. - Dlatego pomysł Andrzeja Bachledy odbieram jako naiwne, ale też niebezpieczne, marzycielstwo. Bo proponowane rozwiązania są niezgodne z prawem, choćby z ustawą o ochronie przyrody. To nieprawda, że TPN likwiduje infrastrukturę narciarską w Tatrach. Nikt nigdy nie zamykał dwóch FIS-owskich tras biegnących z Kasprowego Wierchu. Te trasy po pro-stu przestały być używane do wyczynowego narciarstwa zjazdowego, bo zostały źle pomyślane - tłumaczy.

Zawody rangi mistrzostw świata rozgrywano tu ostatni raz przed wojną - w 1929 i w 1939 r. Kasprowy Wierch jest trudną górą dla uprawiania i organizowania narciarstwa. Współczynnik wykorzystania zimą kolei krzesełkowych wynosi zaledwie 20 proc. Nie dlatego, że Tatrzański Park Narodowy robi trudności. Tylko dlatego, że kolej często nie jest uruchamiana, a to z powodu wiatru, a to z powodu oblodzenia czy wreszcie z powodu zbyt małej ilości śniegu, bo w parku narodowym nie ma urządzeń do sztucznego naśnieżania.

Przyroda mówi "nie"

- Gdybyśmy chcieli sztucznie śnieżyć Kasprowy Wierch, to trzeba skądś wziąć potrzebną do tego wodę. Jeśli zaczniemy kombinować z dodatkowym poborem wody w Tatrach, to może się zdarzyć, że braknie jej w Zakopanem. A jeśli ktoś proponuje, żeby stworzyć sztuczne zbiorniki retencyjne w Tatrach dla potrzeb narciarstwa, to może od razu zaproponować ustawienie tam sztucznych gęsi i kaczek. Tylko wtedy to już nie będzie Tatrzański Park Narodowy - przestrzega prof. Stefan Skiba, przewodniczący Rady Naukowej Tatrzańskiego Parku Narodowego.

- Poza tym jak naśnieżać przy wietrze o prędkości powyżej 15 m/s? A takie wiatry występują na Kasprowym Wierchu przez prawie jedną trzecią roku. Będzie się naśnieżać trasę narciarską, a ten śnieg zwieje pół kilometra dalej. Na zaśnieżenie trasy o gładkim podłożu wystarczy 30 cm śniegu. Na Kasprowym mikrorzeźba podłoża tras wymaga w wielu miejscach pokrywy o grubości powyżej 90 cm. Technokraci mówią: "uporządkować" teren spychaczami. Tylko jak daleko możemy pójść w wyrażaniu zgody na przerabianie tej góry? Wjedzie ciężki sprzęt i Kasprowy bardziej będzie przypominać sportowy stadion niż tatrzański szczyt w parku narodowym.

W Alpach, poza trasami powyżej górnej granicy lasu, które są wyłączane w czasie silnych wiatrów, istnieje system tras w obrębie lasów, gdzie można jeździć nawet przy bardzo złej pogodzie. U nas grupa osób upiera się, by inwestować w narciarstwo właśnie powyżej górnej granicy lasu. Przyrodnicza ignorancja w tej sprawie jest olbrzymia - dodaje Paweł Skawiński. - Opowieści o uczynieniu z Kasprowego stacji narciarskiej są snute w oderwaniu od obiektywnych warunków przyrodniczych. Mówię obiektywnych, bo one nie są wymyślone przez dyrektora parku czy ideologów ochrony przyrody. Bardziej intensywnemu narciarstwu na Kasprowym sama przyroda mówi "nie" - uważa dyrektor Skawiński.

TPN przez lata zgadzał się na tworzenie w tym rejonie Tatr infrastruktury narciarskiej. W 1960 r. powstał wyciąg krzesełkowy na Hali Gąsienicowej, dziewięć lat później na Hali Goryczkowej. W 2000 r. zmodernizowano kolejkę krzesełkową na Gąsienicowej, zwiększając sześciokrotnie przepustowość: z 400 osób na godzinę do 2400. A w 2007 r. doszło do przebudowy przedwojennej kolei linowej na Kasprowy Wierch.

- Trudno więc mówić o likwidacji przez TPN infrastruktury narciarskiej w Tatrach. My staramy się wypracowywać kompromis - uważa Paweł Skawiński.

Andrzej Bachleda "Ałuś" nie widzi tu chęci kompromisu: - Działalność TPN polega na ograniczeniu narciarstwa zjazdowego w Tatrach. A że jest możliwe utworzenie dużej stacji narciarskiej w Ta-trach, pokazuje przykład Słowacji. Tam nowe wyciągi stanęły na stokach Łomnicy i nad Szczyrbskim Plesem. Potrzeba tylko woli politycznej do takiego działania. U nas na razie rozwijają się mniejsze ośrodki narciarskie, jak Białka Tatrzańska, gdzie mieszkańcom udało się dogadać i współpracować. Dobre i to, ale z taką strategią pozostaniemy skansenem narciarskim, a pieniądze będą płynęły do Austrii, Włoch czy na Słowację. Bo dobry narciarz nie ma u nas gdzie poszusować - twierdzi nasz najlepszy w historii alpejczyk.