Dla reprezentacji Polski rywalizacji w team sprincie była jedną z najlepszych okazji do zanotowania dobrego wyniku, gdyż w męskim składzie znajdowało się dwóch szybkich zawodników, solidnych sprinterów, czyli Maciej Staręga i Dominik Bury. Polski Związek Narciarski przed MŚ w Planicy stawiał im za cel wejście do czołowej "ósemki". Działacze się nie pomylili.
Sprint drużynowy to jedna z najbardziej widowiskowych odmian rywalizacji drużynowej w biegach narciarskich. Składy złożone z dwóch zawodników walczą na dystansie sześciu około 1,5-kilometrowych rund, dokonując zmian co okrążenie.
Na pierwszej zmianie, poszczególni zawodnicy nie dyktowali zabójczego tempa. Dzięki temu stawka piętnastu zespołów była bardzo zbita. Maciej Staręga przyprowadził polską drużynę na szóstym miejscu, co pozwalało myśleć o dobrym wyniku. Na drugim okrążeniu rywalizacja zaczęła się zaostrzać. Wszystko za sprawą Johannesa Klaebo, który od początku narzucił mocne tempo nieco naciągając stawkę i zmuszając rywali do szybszego biegu za jego plecami. Ostatecznie, po dwóch zmianach na czele znajdowali się Norwegowie, a Polacy zajmowali ósmą lokatę.
Trzecie okrążenie także było wyraźnie szybsze. Przez to też zaczęły się robić drobne różnice. Na czoło wysunęło się sześć najmocniejszych sztafet, za plecami których dzielnie trzymali się reprezentanci Polski. Po kolejnej zmianie ponownie rywalom krwi napsuć starał się Klaebo, który wyraźnie podkręcił tempo na dwóch podbiegach. Wówczas różnice w czołówce zaczęły się robić coraz większe. Ósmy w na stadionie wypełnionym kibicami był Dominik Bury, który przyprowadził naszą drużynę ze stratą sześciu sekund do liderów.
Gdy do zakończenia rywalizacji pozostały dwa okrążenia, poważnie tempo podkręcił Pal Golberg. Pierwszy z Norwegów najpierw ograniczył pierwszą grupę do zaledwie trzech zespołów, a następnie oderwał się także od Włochów i Francuzów, co pozwoliło Norwegom poważnie myśleć o złotym medalu.
Kiedy tylko przyszła jego kolej, atak kontynuować postanowił Klaebo, do którego niespodziewanie doszedł Federico Pellegrino, który zostawił za plecami Richarda Jouve. Doświadczony Norweg nie miał jednak zamiaru oddawać złota i kilka chwil później zaatakował, zrywając rywala. Tym samym Skandynawowie wywalczyli złoto, a za ich plecami finiszowali Włosi i Francuzi.
Polacy ostatecznie zajęli ósme miejsce ze stratą prawie 40 sekund do zwycięzców. Ich występ z pewnością możemy jednak zaliczyć do udanych. To wręcz świetny rezultat dający Starędze i Buremu stypendium z ministerstwa sportu. Przyznaje się je właśnie za wyniki w najlepszej "ósemce" międzynarodowych imprez najwyższej rangi - w tym mistrzostw świata - w konkurencjach olimpijskich.