Polak był już w światowej czołówce. Czemu nie wyszło? Zrzuca winę na PZN

Mateusz Król
- Wydaje mi się, że gdyby związek zdecydował się na kontynuację współpracy z Miroslavem Petraskiem, to całe biegi narciarskie w naszym kraju byłyby w zupełnie innym miejscu niż teraz - mówi na chwilę przed igrzyskami Maciej Staręga. Sprinter narciarski, który dogonił już czołówkę, ale zawirowania w kadrze wyhamowały jego karierę. Teraz ma nadzieję na najlepszy olimpijski wynik, chociaż medalowe marzenia raczej odeszły.

Dla lidera polskiej kadry nadchodzące igrzyska będą już trzecimi w karierze. Do tej pory nie miał jednak z nimi dobrych wspomnień. W Soczi, gdzie pierwszy raz miał powalczyć o czołową trzydziestkę, upadł na zjeździe w eliminacjach. Zakończyło się na 67. miejscu i łzach. - Jak patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę, że do pierwszych igrzysk podszedłem na młodzieńczej ambicji i byłem tam dobrze przygotowany na sprint. Nie wyszło i muszę powiedzieć, że swoje przeżyłem po tym upadku w Soczi - wspomina Maciej Staręga.

Zobacz wideo Rafał Kot przestrzega ws. Kamila Stocha. "Może to się srogo zemścić" [Sport.pl LIVE #5]

- Drugie igrzyska… Za bardzo chciałem pokazać, że to jest właśnie ten moment. Jakbym chciał sobie udowodnić, że jak nie teraz, to już nigdy, że później będę za stary. Jeszcze przed igrzyskami miałem kontuzję i zamiast skupić się na startach, to zacząłem gonić trening. Było go chyba za dużo, żeby mieć dyspozycję na igrzyskach - nawiązuje do nieudanego występu w Pjongczangu, gdzie nie awansował do trzydziestki. Co prawda sprint był klasykiem, a nie jego ulubionym stylem dowolnym, ale i tak ambicje nie pozwalały wracać z Korei z podniesioną głową. 

Polska kadra olimpijska w rozsypce. Wybrały emigrację. Liderka odłącza się od grupyPolska kadra olimpijska w rozsypce. Wybrały emigrację. Liderka odłącza się od grupy

Zawodnicy byli zadowoleni z trenera. Ale związek go zwolnił

Lata poprzedzające igrzyska w 2018 roku były dla Staręgi trudnymi nie tylko ze względu na kontuzję. W połowie drugiej dekady XXI wieku biegacz dogonił już światową czołówkę, potrafił awansować do finału Pucharu Świata czy zająć ósme miejsce na mistrzostwach świata. Dziś podkreśla, jak ważny udział w jego rozwoju i postępach miał ówczesny trener polskiej kadry Miroslav Petrasek. Problem w tym, że dobrze rokująca współpraca zakończyła się po sezonie 2015/16 - Polski Związek Narciarski, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, zwolnił Czecha z funkcji.

- Wydaje mi się, że gdyby związek zdecydował się wtedy na kontynuację współpracy z Petraskiem, to całe biegi narciarskie w naszym kraju byłyby w zupełnie innym miejscu niż teraz - mówi Sport.pl Staręga. - Nie wiem, czy byłoby świetnie, ale na pewno mogłoby być lepiej niż teraz. Przecież Petrasek to jest człowiek, stojący za sukcesami Lukasa Bauera, czyli naszego obecnego trenera, który wzoruje się właśnie na swoim szkoleniowcu - opowiada dzisiaj Staręga.

Zawodnicy Petraskowi ufali, ale szefowie związku nie byli zadowoleni. - To trener z najwyższej półki i jego wynagrodzenie było odpowiednio wysokie, a my tak naprawdę mamy obecnie jednego mocno wyróżniającego się zawodnika - tłumaczył wówczas Apoloniusz Tajner, prezes PZN w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Jak widać, dla jednego nie warto było spróbować chociaż rok dłużej. Może inni potrzebowali jeszcze chociaż roku?

"Zabrakło mi wtedy głosu od kogoś, kto powiedziałby mi, żebym nie szedł w tym kierunku"

Staręga, który w sezonie 2015/16 zajął nawet piąte miejsce w jednych zawodach Pucharu Świata, na zmianie trenera stracił. Tym bardziej że na jednej zmianie się nie skończyło. Po odejściu Petraska do kadry wrócił Janusz Krężelok, którego wcześniej związek wyrzucił m.in. za arogancję i skupianie się na liczeniu pieniędzy bardziej, niż na treningu zawodników. Jego pierwszy sezon po powrocie zaowocował ósmym miejscem Staręgi podczas mistrzostw świata w Lahti, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że zaowocowała jeszcze współpraca z Petraskiem.

W sezonie olimpijskim 2017/2018 polska kadra zaliczyła już ogromny dołek i w efekcie z Janusza Krężeloka zrezygnowano. Na rok zatrudniono natomiast Tadeusza Krężeloka, ale i jego starania nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Ciągłe zawirowania kadrowe nie wpływały dobrze na Staręgę, który stawał się coraz starszy, a w sprincie wiek odgrywa znaczącą rolę.

Dlatego do igrzysk w Pjongczangu doświadczony już biegacz przygotowywał się właściwie sam. Trener nie pomagał, nie przeszkadzał, ale też nie interweniował. Jeśli był to zły ruch ze strony Staręgi, to dlaczego nikt nie protestował? - Może rzeczywiście zabrakło mi wtedy głosu od kogoś, kto powiedziałby mi, żebym nie szedł w tym kierunku - zastanawia się dzisiaj biegacz. - Z drugiej strony nie wiem, czy bym posłuchał. We mnie była wiara, że ten trening trzeba nadgonić, bo straciłem czas przez kontuzję. Na niektóre rzeczy patrzy się jednak inaczej z perspektywy czasu - dodaje 32-letni dziś Staręga. 

Bauer przywrócił nadzieję, ale cele są zupełnie inne

Po trenerskich zawirowaniach kadrę objął w końcu Lukas Bauer, który w swojej karierze trzy razy stawał na olimpijskim podium, dwukrotnie sięgał po medale mistrzostw świata, a 14 lat temu zdobył nawet Kryształową Kulę PŚ. Polacy pod jego okiem zrobili wyraźny postęp. Miniony sezon, podczas którego biegacze mieli wiele problemów zdrowotnych i organizacyjnych, był jeszcze nieudany. Ale teraz znów trzech naszych biegaczy zapunktowało w Pucharze Świata. Regularnie w trzydziestce sprintów mieści się Staręga, który ma podstawy, by marzyć o najlepszych igrzyskach w karierze.

Fatalny upadek Soffii Goggii w supergigancie w Cortinie d'Ampezzo. Włoszka kulejąc opuściła stadion. Drży o udział w igrzyskach.Demony wróciły. Chwile grozy faworytki do złota igrzysk olimpijskich [WIDEO]

 - Nie ukrywam, że poprzednie sezony były podwaliną pod ten olimpijski. Jak na sprintera, wykonałem dużo pracy. Wiem, że są zawodnicy, którzy biegają i trenują więcej, na dystansach też potrafią sobie lepiej poradzić, ale odnoszę to do swoich możliwości. Zaryzykuję stwierdzenie, że nasza współpraca z trenerem w tym roku była najlepsza i też okres przygotowawczy był dla mnie najlepszy w karierze. W zasadzie jestem o tym przekonany. Wiem, na co mnie stać - mówi wielokrotny mistrz Polski. I dodaje, że na igrzyskach liczy wreszcie na awans do ćwierćfinału. 

 - Ciężko mi powiedzieć, jak będzie z półfinałem. Gdyby udało mi się do niego awansować, to byłby to wielki sukces dla mnie i takie zwieńczenie mojej kariery. Myślę, że jest to w zasięgu, ale przy dobrym dniu i szczęściu. Jak się wszystkie elementy układanki poukładają, to jest to do osiągnięcia - stwierdził najlepszy polski biegacz.

Więcej o: