Kamil Bury: Myślę, że zdrowie teraz dopisuje, chociaż wiadomo, trzeba uważać, bo koronawirus grasuje (uśmiech). Tak, miałem tej zimy problemy zdrowotne, jak każdej zimy. Pierwszy raz zachorowałem po Tour de Ski, jak złapałem dobrą dyspozycję i drugi raz po Ski Tourze, też jak czułem się w formie. Dla mnie zaskoczeniem było to, że aż dwukrotnie udało nam się wybić formę na sam szczyt. Myślę, że muszę zrobić jakieś dodatkowe badania. Głównie to problemy gardłowe, a w sezonie choroba to niemal skazanie na porażkę.
- Moim odpoczynkiem był bezpośredni przyjazd ze Ski Touru, bo chorowałem aż dwa tygodnie. Teraz trenujemy normalnie, a potem w kwietniu mamy trochę lżej i będzie czas na regenerację. Szyki trochę nam pokrzyżował koronawirus, bo regeneracja była zaplanowana w formie odnowy biologicznej i tego typu zabiegów, jednak wszystko jak na razie jest zamknięte. Zobaczymy, jak będzie w kwietniu.
Na pewno ten sezon był przełomowy jeśli chodzi o Puchar Świata. Pierwsze punkty i pierwsze Alpe Cermis. Będę go miło wspominał, chociaż przyznam, że jakoś za szybko zleciał. Skończyłem sezon chyba rekordowo szybko, bo początkiem marca.
- Gdzieś po cichu liczyłem na pierwsze punkty, już na Igrzyskach Olimpijskich sobie udowodniłem, że mogę wchodzić do 30, zabrakło jednak szczęścia i zdrowia w zeszłym roku. Bez wątpienia wstąpienie do pierwszej 30 jest dużym krokiem naprzód.
Raczej nie należę do osób, które trzeba motywować do treningu, choć jak każdy sportowiec miewam kryzysy. Myślę, że współpracy z trenerem Bauerem ten szczegół tkwił w zaufaniu. Na początku i my jako zawodnicy podchodziliśmy do planu z dystansem, i trener do nas podchodził z dystansem. Ja miałem wrażenie, że nieraz było za mało treningu. Trener powtarzał: "spokojnie, przyjdzie czas na mocniejszy trening". Ogólnie jako grupa byliśmy przygotowani do mocnego treningu i każdy miał motywacje, ale myślę, że kluczem było zaufanie i spokój. Trening bez wątpienia był dobry. To widać z perspektywy czasu, jak byliśmy przygotowani do sezonu, a szczególnie do Tour de Ski. Tym jestem zachwycony. Szczególnie brat [Dominik] prezentował niezwykłą dyspozycję. Ja oczywiście też nie mam na co narzekać, w końcu biegałem swoje życiówki również na dystansach.
- Tak, kilkakrotnie rozmawiałem już z trenerem. Główne rozmowy jednak dopiero przed nami. Już napominał jednak, że trening będzie mocniejszy i będzie bardzo bolało. Już nie mogę doczekać (śmiech). Z obozami nie wiadomo jak będzie ze względu na epidemię koronawirusa, jednak pierwsze zgrupowanie zaplanowane jest w połowie maja w Zakopanem.
- Chętnie wracam myślami do tych najlepszych biegów, jednak to już jest przeszłość i staram się to zostawić za sobą. Tak, teraz mam nowe cele, szczególnie to Mistrzostwa Świata w Oberstdorfie i poszczególne Puchary Świata.
- Już w minionym sezonie przygotowawczym z trenerem Bauerem baczną uwagę poświęciliśmy na wytrzymałość, jednak ja chce się specjalizować w sprincie klasykiem, to właśnie w tym stylu chce osiągać najlepsze wyniki. Byłem, tak jak trener, bardzo mile zaskoczony tym, że tak dobrze radziłem sobie na dystansach. Niewiele brakowało do punktów czasami. Przed nami dużo ciężkiej pracy i dołożymy wszelkich starań, żeby jeszcze było lepiej.
- W sporcie nie da się przewidzieć tego, jak będzie wyglądał następny sezon i jak będą wyglądać poszczególne starty. Trener ma swój pomysł i wizję na mnie i tego będę się trzymał. Bardzo bym chciał pokazać się z jak najlepszej strony na mistrzostwach świata, jednak na to musimy poczekać.
O sportach zimowych przeczytasz więcej na portalu Sportsinwinter.pl.