Justyna Kowalczyk o konflikcie z biegaczami: Przepraszamy panów, że zepsuliśmy im atmosferę

- Wiedzieliśmy, że takie pytanie zostanie zadane, więc trener Wierietielny chciał, żebym odpowiedziała w liczbie mnogiej, za siebie i za niego - mówi Justyna Kowalczyk. Po biegu sztafetowym współtrenerka kadry kobiet w biegach narciarskich odniosła się do konfliktu, który miał miejsce podczas mistrzostw świata w Seefeld między nią a naszą kadrą biegaczy.
Zobacz wideo

– Justyna to nasza mistrzyni, trzeba mieć do niej szacunek i ja mam. To, że ona nie ma szacunku do ludzi, to już nie moja sprawa – stwierdził kilka dni temu Kamil Bury.

W ten sposób Bury odpowiedział na słowa Kowalczyk o tym, że on i pozostali biegacze z naszej kadry mają zły wpływ na zawodniczki, które ona prowadzi razem z Aleksandrem Wierietielnym. – Niestety, nie udało mi się odizolować damskiej i męskiej grupy. Na to będę bardzo nalegała w przyszłości. Robią się zupełnie niepotrzebne śmichy-chichy, a trzeba się koncentrować. Wczoraj w polskim teamie najważniejszym tematem stały się warkoczyki zamiast na przykład lapingu [Kamil Bury został zdublowany w biegu łączonym na 30 km]. Chłopak został zdjęty z trasy, ale nikt się tym nie przejmował. Później mu wiązali warkoczyki na głowie i słychać było hi, hi, ha, ha na korytarzach. My bardzo ciężko pracujemy nad koncentracją dziewczyn, a tutaj nam to psują – mówiła nam Kowalczyk w niedzielę, po tym jak razem z Moniką Skinder zajęła 10. miejsce w sprincie drużynowym.

Później odniosła się jeszcze do tego, co o powodach swojej słabszej formy mówił dziennikarzom Maciej Staręga.

– Nie ukrywam, że było to dla mnie przykre. Nie mam pretensji, każdy może wyrazić swoją opinię. Miałem w sobie takie emocje, żeby z Justyną się rozmówić. Nie wiem jednak, czy dałoby się z nią porozmawiać. Justyna ma przewagę w tym, że osiągnęła wyniki. To ona dyktuje warunki. Ja mogę tylko siedzieć cicho i robić swoje. Nie uważam, że jestem nieprofesjonalny – komentował Staręga.

O odpowiedź na słowa biegaczy Kowalczyk została poproszona po czwartkowej rywalizacji sztafet, którą Polki ukończyły na 13. miejscu.

– Sytuacja jest uspokojona, rozjeżdżamy się i tyle. Wiedzieliśmy, że takie pytanie zostanie zadane, więc trener Wierietielny chciał, żebym odpowiedziała w liczbie mnogiej, za siebie i za niego. Mamy takie samo zdanie. Bardzo przepraszamy panów, że zepsuliśmy im atmosferę. Będziemy pracować nad tym, żeby to się więcej nie powtórzyło. Mamy z trenerem ciężkie charaktery, jesteśmy ascetami sportowymi, wszyscy o tym wiedzą i to się raczej nie zmieni – mówi Kowalczyk. – I ja, i trener nie mamy problemu z mówieniem tego, co uważamy za słuszne. Jak jest bardzo dobrze, to potrafimy wychwalić kogoś pod niebiosa, a jak jest gorzej, to potrafimy sobie i innym to powiedzieć w twarz. Ale przepraszamy bardzo, że popsuliśmy atmosferę – dodaje.