PŚ w biegach. Justyna Kowalczyk przepali się przed Lahti. Czego się dowiemy?

Złoto, srebro i brąz - takie medale wielkich imprez Justyna Kowalczyk wybiegała na 10 km stylem klasycznym. W tej konkurencji zdobyła swój pierwszy krążek MŚ i ostatni olimpijski. Czy zawsze medale zapowiadała mocnymi biegami w ostatnich testach, jak ten który w niedzielę czeka ją w Otepie? Bieg na 10 km "klasykiem" w niedzielę o godz. 10.30, relacja na żywo w Sport.pl

Obserwuj @LukaszJachimiak

Ze swych 50 zwycięstw w Pucharze Świata Kowalczyk aż 18 odniosła w startach na 10 km stylem klasycznym. Również w imprezach mistrzowskich potwierdziła, że to jej specjalność. W 2009 roku na mistrzostwach świata w Libercu zdobyła brąz w tej konkurencji i to był jej pierwszy medal MŚ w karierze. Dwa lata później na mistrzostwach w Oslo wywalczyła srebro, a na igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 roku w pięknym stylu sięgnęła po złoto.

Na kilka lub kilkanaście dni przed każdym z tych biegów podopieczna Aleksandra Wierietielnego zaliczała ostatni sprawdzian w Pucharze Świata. Czy zawsze w biegach na 10 km "klasykiem" bezpośrednio poprzedzających takie starty o medale pokazywała wysoką formę?

W czołówce nawet bez paznokci

W Soczi Polka zdobyła złoto, nie dając rywalkom szans. Druga Charlotte Kalla straciła do naszej zwyciężczyni 18,4 s, trzecia Therese Johaug była gorsza o 28,3 s. Dalej uplasowały się Aino-Kaisa Saarinen (30,3 s straty) i Marit Bjoergen (33,4 s). Olimpijskie medale na 10 km "klasykiem" rozdano 13 lutego. A ostatnim szlifem przed "dychą" z Soczi był bieg na 10 km z Toblach rozegrany 1 lutego. Najlepsza była w nim Bjoergen, następne zawodniczki uplasowały się daleko za nią. Druga we Włoszech Johaug straciła do swej rodaczki 36,7 s, trzecia Kalla - 42,9 s, a czwarta Heidi Weng - 44,8 s. Kowalczyk była piąta, dystans pokonała w czasie o 47,s gorszym od Bjoergen. Po Toblach wydawało się, że Bjoergen będzie poza zasięgiem, a kilka zawodniczek, w tym nasza, powalczy o srebrny i brązowy medal. Wtedy martwiliśmy się, że Kowalczyk biega ze stłuczoną lewą stopą. Dopiero 9 lutego dowiedzieliśmy się, że kontuzja jest jeszcze poważniejsza, że zawodniczka startuje mimo złamania piątej kości śródstopia. A już po złocie w Soczi Justyna zdradziła na łamach Sport.pl, że w Toblach biegła dzień po ściąganiu paznokci. Czyli wielka forma była wypracowana, a jej pokaz nastąpił wtedy, kiedy ból zaczął odpuszczać ("I tutaj nagle trzy dni przed startem na 10 km zaczyna się wszystko tak ładnie normować. Blokada bólu dobrze działa, paznokcie przestają dokuczać, noga się goi, wszystko jest OK. To wiedziałam, że będzie dobrze" - mówiła po zdobyciu złota w Soczi).

Tegoroczny wariant już przećwiczony

W 2011 roku układ najważniejszych startów na 10 km "klasykiem" w sezonie był identyczny jak teraz - 28 lutego walka o medale mistrzostw świata, a 19 lutego próba generalna. W Oslo Kowalczyk zdobyła srebro. Przyjęła je z dużym niedosytem, z Bjoergen przegrała tylko o 4,1 s. Długo miała najlepszy czas, jeszcze po siedmiu kilometrach wydawało się, że Norweżka nie wygra, tam miała międzyczas gorszy o 8,3 s od Polki. Wtedy miejscowi dziennikarze twierdzili, że Marit nie ma już szans. Ale ona właśnie dogoniła Mariannę Longę, która na trasę wyruszyła o 30 sekund wcześniej. I już do końca biegła z Włoszką, korzystając z jej pomocy. - Bardzo mi pomogła, zwłaszcza na ostatnim wzniesieniu - nie kryła później Bjoergen. - Biegły razem, tak jest lżej - komentowała Kowalczyk, którą porażka z wielką rywalką bardzo zabolała. Po niej w Pucharze Świata Justyna wygrała aż siedem kolejnych startów na 10 km swoim ulubionym stylem.

W Oslo w tempie dwóch najlepszych wówczas zawodniczek świata pobiegła jeszcze tylko inna specjalistka od 10 km "klasykiem", czyli Saarinen. Ona zdobyła brąz, tracąc do Bjoergen 9,7 s. Niespodzianek nie było, ta sama trójka, w takim samym układzie stanęła na podium ostatniego przetarcia, które odbyło się w Drammen. Tam, na dziewięć dni przed biegiem na MŚ, Bjoergen była o 17,3 s szybsza od Polki i o 23,6 s lepsza od Finki.

Wygrywać nie trzeba, ale moc musi być

W niedzielę minie osiem lat od pierwszego w karierze medalu Kowalczyk na mistrzostwach świata. Do Liberca 26-letnia wówczas dziewczyna jechała jako brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Turynie w 2006 roku. A jeśli była kandydatką do medalu czy tym bardziej do zwycięstwa, to nie w biegach łączonym i na 30 km "łyżwą", które wygrała kolejno 21 i 27 lutego, tylko zaplanowanych na 19 lutego 10 km "klasykiem". Zaledwie pięć dni przed tym startem w Pucharze Świata Kowalczyk była najlepsza na trasie klasycznych 10 km w Valdidentro. Drugą Mariannę Longę wyprzedziła o 12,4 s, trzecią Petrę Majdić - aż o 30,3 s. W Czechach nasza zawodniczka osiągnęła trzeci wynik, o 11,5 s gorszy od Saarinen i o 7,3 s słabszy od Włoszki. - Po swoich dwóch ostatnich zwycięstwach na 10 km "klasykiem" [chodzi również o to z Otepy, z 24 stycznia 2009 roku, gdy Kowalczyk wygrała, wyprzedzając drugą Saarinen o 26,2 s] powiedziałam, że Saarinen jest bardzo emocjonalna i będzie gryzła śnieg, żeby mi się zrewanżować. Nie myliłam się - komentowała Justyna dla Sport.pl

Teraz to ona od gryzie śnieg, by na MŚ w Lahti powalczyć o kolejny medal w swojej bogatej w sukcesy w karierze. W niedzielę w Otepie nie dostaniemy odpowiedzi czy go zdobędzie. Ale powinniśmy się już dowiedzieć czy jest w formie, która pozwoli jej o ten krążek walczyć.

Zobacz wideo