PŚ w biegach narciarskich. Krasicki: Justyna Kowalczyk na podium? To bardziej potrzebne nam niż jej

- Bardzo optymistycznie patrząc, można myśleć o miejscu na podium lub tuż koło podium - mówi prof. Szymon Krasicki przed środowym startem Justyny Kowalczyk w biegu ze startu wspólnego na 13 km ?klasykiem? w Montrealu. Były trener kadry polskich biegaczek i profesor krakowskiej AWF, pod kierunkiem którego Kowalczyk zrobiła doktorat, tłumaczy też, dlaczego sukces Polki mógłby być nawet ważniejszy dla jej kibiców niż dla samej zawodniczki. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 18

Dla Kowalczyk środowy bieg będzie 20. startem w Pucharze Świata w sezonie 2015/2016. We wtorek Polka nieudanie rozpoczęła cykl Ski Tour Kanada, zajmując 51. miejsce w sprincie stylem dowolnym. Ale z góry było wiadomo, że to nie w tym starcie będzie można spodziewać się po niej dobrego wyniku. W ostatnich latach swojej kariery Kowalczyk coraz mocniej koncentruje się na startach stylem klasycznym. W nim cztery razy tej zimy kończyła biegi w czołowej "10". Była ósma na 10 km w Kuusamo, ósma na tym samym dystansie w Toblach, 10. na 30 km w Oslo i szósta na 5 km w Falun. Czy w Montrealu osiągnie swój najlepszy wynik tej zimy? Bukmacherzy zdecydowaną faworytkę widzą w Theresie Johaug (firma Fortuna wystawia kurs 1,11 na jej zwycięstwo), przewidują też, że walkę o pozostałe miejsca na podium stoczą trzy inne Norweżki - Heidi Weng, Ingvild Flugstad Oestberg i Astrid Uhrenholdt Jacobsen. Prof. Krasicki uważa, że w tę walkę może się włączyć Kowalczyk, która przez bukmacherów jest typowana do miejsca pod koniec pierwszej "10".

Łukasz Jachimiak: "To już prawie ja" - mówiła Justyna Kowalczyk o swoim stylu klasycznym przed tygodniem, gdy właśnie po "klasycznej" części biegu łączonego w Lahti była czwarta. Czy w Montrealu powalczy o swój najlepszy wynik w tym sezonie?

prof. Szymon Krasicki: Bardzo optymistycznie patrząc, można myśleć o miejscu na podium lub tuż koło podium. Jeśli wszystko dobrze się dla Justyny złoży, czyli jeśli poza formą będzie miała dobrze przygotowane narty. Bo to w "klasyku" jest bardzo istotne.

O narty chyba nie musimy się martwić, bo problemy z ich przygotowaniem serwismeni mieli w pierwszej części sezonu, ale ostatnio spisywali się dobrze.

- To prawda, wspomniałem o nartach, bo zawsze trzeba mieć je z tyłu głowy, kiedy się startuje "klasykiem". Dużo trudniej przygotować narty do niego niż do stylu dowolnego. Szczególnie gdy warunki są zmienne. Na pewno ekipa Justyny łatwiejsze zadanie miała we wtorek, gdy rozgrywany był sprint "łyżwą".

Dalekimi miejscami Justyny w tej konkurencji już chyba nikt się nie przejmuje - 51. pozycja w Gatineu nie mówi nic o tym, na co będzie stać Kowalczyk w Ski Tour Kanada, prawda?

- To konkurencja, którą trzeba pobiec, żeby móc biec w następnych. Byłoby sympatycznie, gdyby Justyna zakwalifikowała się do pierwszej "30", ale wiemy, że sprinty "łyżwą" nie mają dla niej znaczenia.

Mówi pan, że realne jest nawet podium, a na ile ważne byłoby ono dla samej Justyny, i na ile dla jej kibiców?

- Zrozumiałą i oczywistą rzeczą jest to, że jak są wielkie wyniki, to wzrasta zainteresowanie, a jak są takie, jakie Justyna ma tej zimy, to ono spada. Na pewno dużo więcej siadłoby nas przed telewizorami przy okazji transmisji kolejnych etapów Ski Tour Kanada, gdyby w środę Justyna wbiegła na podium. Jej i trenerowi taki rezultat też dużo by dał, oni na pewno potrzebują upewnienia, że idą w dobrym kierunku, że nie jest tak, jak na początku sezonu. Ale chyba nam wszystkim przydałoby się to jeszcze bardziej.

Czyli duet Kowalczyk - Wierietielny i bez podium będzie dalej robić swoje, a wśród kibiców po takim wyniku mniej byłoby tych, którzy twierdzą, że wielkość Justyny minęła bezpowrotnie?

- Są ludzie, którzy wszystko dookoła widzą na czarno. Do tego kręgu nie należy się zapisywać, trzeba patrzeć z optymizmem. Na pewno Justyna i trener wiedzą dużo, dużo więcej niż my o możliwościach Justyny, ale i im miejsce na podium by się przydało, bo taki wynik zawsze wprowadza spokój, daje luz, zadowolenie. Jednak to jest tak, że nam podium Justyny przydałoby się bardzo, a ona na pewno też by się z niego cieszyła.

Jest pan spokojny o to, że po trudnym sezonie 2015/2016 Justyna Kowalczyk wróci do ścisłej czołówki i na MŚ w Lahti w 2017 roku oraz na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu w 2018 roku, powalczy o medale?

- Gdybym powiedział, że jestem spokojny, to powiedziałbym bzdurę. Nie można być spokojnym, skoro niektóre kłopoty zdrowotne Justyny są nieprzemijające. Najwyżej można je troszkę zminimalizować, ale przecież nowego, zdrowego kolana ona nie będzie miała. Jest więc niepokój, na ile trening, jaki będzie wykonywała, będzie tolerowany przez jej układ ruchu. Niestety, tu jest duży znak zapytania. Ale nadzieje oczywiście mam duże. Nie musi być dobrze, ale jestem umiarkowanym optymistą, że będzie dobrze.

Czyli herosów w sporcie jednak nie ma i nawet jak na jednych igrzyskach ktoś dobiegł do złota mimo pękniętej kości stopy, to nie znaczy, że to samo zrobi po raz kolejny?

- Nie można powiedzieć, że ktoś zawsze da radę, nawet jeśli ma wielki charakter do sportu. Każdy sportowiec uprawiający dyscyplinę wytrzymałościową trenuje na cieniutkiej granicy, które przekroczenie może powodować komplikacje zdrowotne. Niestety, nie ma gotowego przepisu, który mówiłby, że można maksymalnie zrobić sto przysiadów, a 101. już spowoduje coś złego. Pomimo ogromnego doświadczenia Justyny, która zna swój organizm, i wielkiego doświadczenia trenera Aleksandra Wierietielnego, oni ciągle oscylują na granicy przemęczenia organizmu. Innego wyjścia nie ma - jak się lekko trenuje, to się uprawia turystykę. Czyli jest ryzyko, a z organizmem już dosyć zmęczonym przez wiele lat ciężkich treningów niebezpieczeństwo, że się zrobi jeden krok za dużo jest większe. Pocieszające, że taki krok został zrobiony w sezonie bez imprezy mistrzowskiej. Choć do końca nie wiemy, na ile na tym sezonie Justyny zaważyły sprawy przeziębieniowe, z którymi borykała się w pierwszej części. Jej kolano też jest sprawą skomplikowaną, a nie da się biegać, nie używając kolana. Nawet jeśli ono w "klasyku" boli mniej niż w "łyżwie", to jednak nadal boli.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Zobacz wideo

Oto najbrzydsze sportowe puchary. Nie chcielibyście takiego zdobyć [ZDJĘCIA]

Więcej o: