Zaskakująca decyzja Justyny Kowalczyk: po Falun - Bieg Wazów

Po mistrzostwach świata w Falun Polka wróci do PŚ tylko na sprint w Drammen. Później Justyna Kowalczyk skoncentruje się na narciarskich maratonach.

Kowalczyk trenuje teraz we Włoszech, od poniedziałku będzie już w Falun, gdzie w czwartek zaczyna MŚ biegiem, na który się mocno nastawia - sprintem klasykiem. W Falun wystartuje też w sprincie drużynowym, w sztafecie i w kończącym mistrzostwa biegu na 30 km klasykiem. I to będzie przedostatnia tej zimy rywalizacja Kowalczyk z zawodniczkami z czołówki Pucharu Świata. Po mistrzostwach Justyna i Maciej Kreczmer jadą nie do Lahti na PŚ, tylko kilkadziesiąt kilometrów na północ od Falun, do Mora, gdzie 8 marca odbędzie się Bieg Wazów. Legenda narciarskich biegów masowych, wyścig na 90 km klasykiem. Startują w nim razem zawodowcy, specjaliści od tak długich biegów (najczęściej to członkowie zawodowych grup - Justyna pobiegnie w rosyjskim Russian Marathon Team), oraz amatorzy. W ostatnich latach z PŚ przeskakiwali do takich biegów m.in. Petter Northug, Vibeke Skofterud. Do PŚ Kowalczyk wróci tylko na sprint w Drammen (11 marca).

Falun jest nadal najważniejsze

- Oczywiście najważniejsze pozostają mistrzostwa świata w Falun, im jest wszystko podporządkowane, z nich będę rozliczana przez związek, bo cele na ten sezon mam postawione w MŚ. Ale po mistrzostwach, jeśli wszystko będzie w porządku z moim zdrowiem, to będę chciała pobiec w Biegu Wazów, bo to zawsze było moje marzenie - tłumaczy Justyna. Vasaloppet to jeden z dziewięciu wyścigów z serii Swix Ski Classics, czyli najsłynniejszych narciarskich maratonów świata. Organizatorzy informują, że Justyna Kowalczyk ma też w marcu pobiec w dwóch innych maratonach: 21 marca w Birkebeinerrennet (to norweski odpowiednik Biegu Wazów) i 28 marca w Arefjällsloppet. - Co z tymi pozostałymi dwoma maratonami, jeszcze nie wiem. Ten sezon jest taki, że niczego nie da się przewidzieć, jeszcze niedawno znoszono mnie z trasy. Dla mnie najważniejszym długim biegiem w tym sezonie pozostaje 30 km klasykiem w Falun - mówi Justyna.

- Nigdy nie biegłam tak długiego dystansu. Startowałam w maratonach na 70 km w Rosji, świetnie sobie radziłam, ale to były biegi łyżwowe, klasycznych jeszcze nie próbowałam. Ale wydaje mi się, że jak jest więcej niż 60 km to czy 70 czy 90, to już większej różnicy nie ma. I tak ciemno przed oczami.

To spełnianie marzeń

- Czy to niespodzianka? Nie wiem. Ja podjęłam decyzję już dawno. To jest normalna kolej rzeczy. Wiadomo, że w tym roku w Pucharze Świata już nic nie zrobię. Czy będę dziesiąta, dwunasta czy szesnasta, to nie ma znaczenia po czterech zdobytych Kryształowych Kulach. Więc to jest dobry moment, żeby zrobić dużą rzecz, która da mi radość i spełni marzenia. Jak patrzyłam na zdjęcia i filmy z Vasaloppet, to mnie zawsze fascynowała. Najsłynniejszy, najbardziej tradycyjny bieg masowy na świecie.

Startowanie przede wszystkim w takich maratonach było kiedyś jednym z pomysłów Kowalczyk na dalszą część kariery. Ale na razie nie chce deklarować, czy tegoroczny bieg to początek czegoś nowego. - W biegach długich, jeśli się do nich będę przygotowywać, powinnam dawać sobie radę. Nie chcę nic deklarować przed Biegiem Wazów. Moje ciało już się buntowało w tym sezonie i jeśli będzie tak dalej, to nie ma co zaciągać długów na organizmie. Wtedy zrobię pełną regenerację, żeby jak najszybciej zacząć przygotowania do nowego sezonu. O wyniku w Biegu Wazów też nie chcę mówić. Bo nie mam na razie podstaw do rozmów o wynikach. Teraz już prawie wszystkie dziewczyny biegają takie maratony bezkrokiem, właściwie na samych rękach. Nie wiem, czy mi wystarczy na to sił na 90 km.

Nie lecę za kasą

Skąd pomysł, by wystartować w rosyjskim zespole? - Od nich dostałam propozycję. Już przed sezonem. Wtedy ją odrzuciłam, ale nie zatrzaskując drzwi, bo nie wiedziałam, co się zdarzy w Pucharze Świata. Było wtedy tysiąc znaków zapytania. I te znaki zapytania zamieniły się w odpowiedzi na minus dla mnie. Więc doszłam do wniosku, że skoro w Pucharze Świata już jest pozamiatane, to trzeba ratować mistrzostwa świata w Falun, a potem zrobić coś miłego na koniec tego nietypowego sezonu. Napisałam do pana od maratonów, menedżera grupy, oferta była nadal aktualna. Takich grup maratońskich jest kilkanaście na świecie: w Skandynawii, Rosji, Niemczech, Austrii, Włoszech. Podczas Pucharu Świata w Rybińsku dogadaliśmy wszystkie szczegóły. Będę z nimi na zgrupowaniu przed biegiem, opowiedzą mi, jak się rozkłada siły, jak jeść, pić, co robić. To inne doświadczenie, i na pewno nie wyjdzie mi na złe, zakładając, że chcę biegać dalej. Podpiszę oczywiście z nimi kontrakt na te biegi, ale jeszcze nie wiem, czy pobiegnę w ich stroju. Ale spokojnie, nie wzbogacę się na tym tak, jak bym się mogła wzbogacić w Pucharze Świata. Nie lecę za kasą.

O karierze Justyny Kowalczyk i historii biegów narciarskich przeczytaj w książce >>

Więcej o: