PŚ w Rybińsku. Jacobsen i Kowalczyk, czyli więcej niż bieg

Dla Justyny Kowalczyk to było przecierpiane 10 km stylem dowolnym w Rybińsku. Ale dwie dziewczyny z podium tego biegu to przykłady, że nie ma problemów, po których się nie można podnieść. Kolejny bieg Pucharu Świata w sobotę o 12:30. Biegaczki powalczą w sprincie stylem dowolnym.

Są w kobiecych biegach narciarskich również takie sceny: Norweżka płacze za metą, przytulona do Polki. Skarży się, że nie wie, co ma robić: chciałaby dalej biegać, ale brakuje jej siły. Jest początek sezonu, a ona już czuje się przemęczona. Nie ma z kim teraz porozmawiać o życiu, bo wszyscy zajęci sportem. Więc sobie siedzą we dwie i rozmawiają.

To się działo półtora miesiąca temu, w Lillehammer, po biegu na 5 km stylem dowolnym, czyli drugim z trzech etapów Lillehammer Triple. W przebieralni, czyli namiocie za metą, siedziały tak dwie dziewczyny z trzeciej i czwartej dziesiątki tego biegu, dwie po przejściach, dwie byłe mistrzynie świata, każda w swoim czasie gwiazda biegów: Astrid Jacobsen i Justyna Kowalczyk. Obok trwało norweskie święto, sześć miejscowych dziewczyn zajęło miejsca w czołowej dziesiątce, na podium były jak zwykle tej zimy Therese Johaug, Marit Bjoergen i Heidi Weng. A one dwie się odnajdywały w innej sytuacji: gdy się chce, ale ciało nie może, gdy trzeba korygować przedsezonowe plany.

Wszystkie nieszczęścia Astrid

Justyna przybiegła wtedy 28., Astrid 34. i wycofała się tamtego dnia z Pucharu Świata, nie czekając na ostatni etap w Lillehammer. Zrobiła sobie długą przerwę w startach, ćwiczyła na norweskich trasach. Nie pobiegła w Tour de Ski, choć rok wcześniej przegrała w nim tylko z Therese Johaug, a cały poprzedni sezon skończyła na podium Pucharu Świata. Dla niej ta walką z własną niemocą to były stare-nowe problemy. Trudno znaleźć w czołówce biegów narciarskich dziewczynę, która przeszła aż tyle. W 2007, gdy Marit Bjoergen miała swój długi kryzys, a Therese Johaug dopiero wyskakiwała na wielką scenę, Jacobsen była mistrzynią świata i największą gwiazdą kobiecych biegów w Norwegii. Ale karierę przerwał upadek podczas treningu na rowerze, złamanie kręgosłupa.

Wracała do formy bardzo długo, przez następnych kilka lat tylko dwa razy stawała na podium. Miała kolejne zwątpienia: strach o zdrowie mamy przechodzącej chemioterapię, dylematy: czy stawiać jeszcze na sport, czy już na studia medyczne, które zaczęła. Została przy sporcie, odbudowała się, w poprzednim sezonie była znakomita w Tour de Ski, świetnie przygotowana do igrzysk. I w przeddzień pierwszego biegu w Soczi nadeszła z Norwegii informacja, że brat Astrid, też biegacz, odebrał sobie życie.

Najważniejsze zwycięstwo Stefanie Boehler

Trener Norweżek Egil Kristiansen mówił mi, że tamtego dnia cała norweska ekipa: kobieca, męska, biegacze, trenerzy, była przy łóżku Astrid i próbowała jakoś się w tym wszystkim odnaleźć. Jacobsen zdecydowała razem z rodzicami, że wystartuje w igrzyskach. Po nich też chciała biec dalej, zająć czymś myśli. Aż w biegu na 30 km w Oslo wypadła z trasy, uderzyła w latarnię, poobijała się tak mocno, że musiała przedwcześnie skończyć sezon. Dwa tygodnie po tym, jak sezon przedwcześnie skończyła Justyna Kowalczyk, która po zejściu z trasy 30 km w Soczi już do Pucharu Świata nie wróciła.

Teraz w Rybińsku mogły się spotkać pierwszy raz od tamtej rozmowy w Lillehammer. Astrid już prawie złapała to, za czym goniła: niedawno w zawodach niższej rangi wygrała bieg łączony o ponad 40 sekund przed Charlotte Kallą, w piątek w Rybińsku wygrała zawody Pucharu Świata czwarty raz w karierze (pierwszy raz był też w Rybińsku, w 2007). Trzecie miejsce w Rybińsku zajęła Niemka Stefanie Boehler, dla której to było dopiero drugie podium w PŚ, i drugie w Rybińsku na 10 km dowolnym. Ale między trzecim miejscem w 2009 roku i trzecim miejscem w 2015 było jedno ważne zwycięstwo: nad rakiem tarczycy. To był nowotwór złośliwy, wymagał dwóch operacji, pozwolił wrócić do dobrego biegania dopiero w 2014 roku.

Justyna: - Postawicie na mnie krzyżyk. I dobrze

Dla Justyny Kowalczyk piątek w Rybińsku to nie był dzień przyjemności, ale też się ich nie spodziewała. Startuje tutaj, bo lubi to miejsce, poza tym jej drużyna i tak wybrałaby się razem z Sylwią Jaśkowiec (w piątek - dobry bieg po 11. miejsce) do Rosji. - W Rybińsku będą dwa biegi łyżwą, a potem bieg łączony. Tam piszczele już na pewno będą bolały. Przewiduję więc, że do mistrzostw świata w Falun nie będzie już żadnego dobrego wyniku. Wszyscy postawią na mnie krzyżyk. I dobrze - zapowiadała Justyna tuż po sprincie drużynowym w Otepaeae, w którym razem z Sylwią pierwszy raz tej zimy stanęły na podium.

W piątek była 36. Czego się spodziewać w sobotę w sprincie dowolnym i w niedzielę w biegu łączonym, nie wiadomo. Poza tym, że najgorsze w Rybińsku jest już za nią. I że to będą zapewne ostatnie starty przed mistrzostwami świata. Po nich będzie zgrupowanie wysokogórskie, Kowalczyk zapewne zrezygnuje ze startu w Oestersund tuż przed MŚ.

Jacobsen ponad miesiąc temu uznała, że trzeba jej treningów poza Pucharem Świata. Justyna - że potrzebuje treningów w Pucharze Świata. Wszystkie drogi prowadzą do Falun. Która była lepsza, okaże się za niespełna miesiąc.

Zobacz wideo
Więcej o: