Kowalczyk: Straciłam formę? To głupoty wyssane z palca

Rozmawialiśmy z trenerem, że zaraz pojawią się opinie, że straciłam formę na dwa tygodnie. Większych bzdur w swojej karierze nie słyszałam - mówi w wywiadzie dla poniedziałkowego 'Przeglądu Sportowego' Justyna Kowalczyk.

Dwa tygodnie temu na mistrzostwach świata w Val di Fiemme Justyna Kowalczyk oglądała plecy aż czterech Norweżek w biegu łączonym na 15 km. W niedzielę w Lahti to Marit Bjorgen i jej koleżanki musiały pokłonić się przed Polką. W biegu na 10 km stylem klasycznym Bjorgen, Therese Johaug i Heidi Weng były gorsze od Polki o prawie pół minuty.

- Ja nie straciłam równowagi. Nie wiem, o co chodzi. Właśnie rozmawialiśmy z trenerem, że zaraz pojawią się opinie, że straciłam formę na dwa tygodnie. Zresztą, kiedy byłam w Polsce, też o tym czytałam. Większych bzdur w swojej karierze jeszcze nie słyszałam. To głupoty wyssane z palca. Teraz mieliśmy wreszcie bieg na dziesięć kilometrów klasykiem, przy minus piętnastu stopniach, w równych warunkach do smarowania i nikt nie siedział mi na plecach. Wiedząc, co tu będzie, zdawałam sobie sprawę, co mogę osiągnąć. I wcale nie musiałam się szczególnie wysilać - tłumaczy Kowalczyk.

Po zwycięstwie w Lahti na 10 km stylem klasycznym Justyna Kowalczyk jest już niemal pewna zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Nad drugą Therese Johaug ma już 581 pkt przewagi, a do końca sezonu będzie można zdobyć już tylko 610 pkt. - Musiałabym biegać tyłem, żeby coś się zmieniło. Od dawna, praktycznie od Tour de Ski, byłam spokojna. Wiedziałam, że podążam w dobrym kierunku - twierdzi Polka.

Kowalczyk może sobie zapewnić czwartą Kryształową Kulę już w środę w Drammen. Wystarczy, że skończy zawody w pierwszej dziesiątce.

Zobacz wideo
Więcej o: